KINO / DVD 

Widzę, widzę – czyli kim jesteś mamo [recenzja]

Austriacki horror? A tak. „Widzę, widzę” zadowala zarówno odbiorców kina artystycznego, jak prostych horrorów. I my po raz kolejny zadajemy sobie to samo pytanie. Dlaczego u nas tak się nie da?

Sielska austriacka wieś. Dwóch braci biega między połaciami kukurydzy, przeskakują przez wysuszoną ziemię, pędzą przez las, by w końcu kąpać się w otoczonym zielenią jeziorze. Po wyczerpującym dniu harców na łonie natury chłopcy wracają do domu. Sterylnego, zimnego domu, w którym czeka na nich matka. Kobieta ma obandażowaną twarz, unika światła i zachowuje się co najmniej dziwnie. Faworyzuje jednego chłopca, drugiego kompletnie ignoruje. Atmosfera sielskiej zabawy znika. Zastępuje ją mrok i niepewność. Dom, który miał być ostoją ciepła i miłości jest czymś w rodzaju lodowatego piekła pozbawionego emocji. Chłopcy zaczynają podejrzewać, że kobieta, która wróciła ze szpitala, nie jest już ich mamą…

„Widzę, widzę” to fabularny debiut Veroniki Franz, etatowej scenarzystki Urlicha Seidla. To ona napisała wstrząsające „Upały” czy „Import/Export”. Seidl został producentem jej filmu, ale na tym  jego wkład w „Widzę, widzę” się kończy. O ile bowiem filmy Seidla są brutalnie realistyczne, stanowiąc bolesną wiwisekcję rzeczywistości, tak Franz w swoim debiucie skłania się mocno w stronę horroru onirycznego. Powolna narracja, gęsta atmosfera, gra niedopowiedzeniami. „Widzę, widzę” mimo iż w pewnym momencie zbacza w stronę kina okrucieństwa, wciąż jest horrorem, który unika dopowiedzeń i oczywistości. Sami musimy zdecydować co wydarzyło się w sterylnym domostwie. Franz podsuwa nam tropy, ale jednoznacznej odpowiedzi nie daje.

Można zatem odczytać „Widzę, widzę” jako metaforyczną opowieść o obłędzie dojrzewania. Można doszukać się tu metafory politycznej – czyli rozliczeniowych elementów związanych z historią Austrii (co zresztą sugeruje otwierająca film piosenka). Można potraktować ten film jako ponurą przypowieść o rozpadzie rodziny. Można uznać, że „Widzę, widzę” to artystyczna gra z kinem gatunkowym. I wreszcie potraktować ten film jako swoisty hołd dla twórczości bodaj najwybitniejszego austriackiego reżysera Michaela Haneke. Każda z tym interpretacji jest uzasadniona i każdą można wybronić. Dla mnie osobiście „Widzę, widzę” to zanurzenie się po uszy w obłęd po utracie najbliższych. Opowieść o tym jak zacierają się granice między realnym a zmyślnym, jak umysł zaczyna szukać winnych, a w efekcie wszystko prowadzi do przewidywalnej tragedii.

Pewnie, że można Franz zarzucić sztampowość rozwiązań i to, że główny twist fabularny poprowadzony jest tu tak prosto, iż łatwo się go domyślić. Można. Ale to przecież nie miał być film, który zaskakuje nas wymyślną konstrukcją fabularną. Fabuła schodzi tu na boczny plan, a najmocniej liczą się emocje i to co robią one z umysłami bohaterów.

Swoją drogą jedna rzecz mnie fascynuje. Niemal na całym świecie „Widzę, widzę” zbiera świetne recenzje, chwalone jest na forach horrorowych i nominowane do różnych nagród (było nawet na liście nominacji do Oscara). Film kosztował raptem milion euro, nie ma w nim efektów specjalnych a w napięciu trzyma bezustannie. Co ważniejsze zadowala zarówno odbiorców kina artystycznego, jak prostych horrorów. I teraz po raz kolejny zadaję sobie to samo pytanie. Dlaczego u nas tak się nie da? Dlaczego w Polsce nikt nie pisze takich scenariuszy i nie realizuje tak prostych, a przy tym przejmujących filmów?

Scream Comics
Poprzedni

Leo Roa - pięknie namalowana, niezobowiązująca space opera [recenzja]

stonewall-poster-large
Następny

Stonewall - Roland Emmerich i geje [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz