KINO / DVD 

Wrota zaświatów – Nicolas Cage kontra duchy [recenzja] [film] [horror]

Od kilku lat (a może dekad) Nicolas Cage nie ma szczęścia do filmów, „Wrota zaświatów” nie są odstępstwem od reguły. Oto sztampowy horror o złej wiedźmie i duchach, który równie dobrze mógłby nigdy nie powstać.

 

Fabuła jest tu prosta jak budowa cepa. Oto podczas halloweenowej parady zaginął syn profesora Lawforda. Żona zrzuca całą odpowiedzialność na męża, a ich związek się rozpada. Rok później Lawford zaczyna widzieć synka i słyszeć jego głos. Gdy próbuje powiedzieć o tym byłej żonie, ta ucieka przerażona… Kiedy jednak nocą kobieta zobaczy samoistnie poruszająca się hulajnogę nasza bohaterka zacznie podejrzewać, iż być może w fantastycznych opowieściach byłego o duchu ich synka może tkwić ziarno prawdy. Tylko czy ducha da się sprowadzić do świata żywych? A jeśli tak to, za jaką cenę?

Horror bowiem, nawet jeśli oparty jest na kliszach gatunkowych (a tu mamy same klisze ze strasznymi ptaszyskami, paleniem na stosie i upiorami na czele) winien być skonstruowany na tyle logicznie, na ile pozwala konwencja

Oryginalny tytuł „Wrót zaświatów” brzmi „Pay the Ghost” i odnosi się on do ostatniego zdania, jakie wypowiedział do taty synek – tatusiu zapłacisz duchowi? Logika nakazuje nam myśleć, iż cena, jaką należy zapłacić będzie tu kluczowa… A tu niespodzianka. Porzućcie logikę, wy, którzy to oglądacie. Bohaterowie bowiem, (mimo iż wywodzą się ze środowiska akademickiego, a ojciec wie sporo o legendach i mitach) nawet na sekundę nie zawracają sobie ślicznych główek czymś takim jak cena, jaką należy zapłacić za wolność dziecka. O co zatem chodzi z tym płaceniem? Niestety tego z filmu się nie dowiemy. I chyba to boli podczas projekcji najbardziej. Horror bowiem, nawet jeśli oparty jest na kliszach gatunkowych (a tu mamy same klisze ze strasznymi ptaszyskami, paleniem na stosie i upiorami na czele) winien być skonstruowany na tyle logicznie, na ile pozwala konwencja. Mówiąc najprościej – reżyser i scenarzysta muszą przekonać nas, że istnienie demonów i duchów w ich rzeczywistości jest czymś, co może się zdarzyć.  A tu przekonanie widza do zawieszenia swojej niewiary w irracjonalne byty jest o tyle skomplikowane, że sami bohaterowie zachowują się irracjonalnie, scenarzyści zaś gubią kluczowe dla fabuły elementy. Dlaczego bohater, który jest wykładowcą akademickim po wiedze historyczną sięga dopiero pod sam koniec filmu? Po co był demoniczny rysunek syna, skoro nikt nie zwraca na niego uwagi? I wreszcie, po co sprowadzać medium, skoro przez niemal całą projekcję nie sugerujemy nikomu takowego rozwiązania. Więcej – całe bytność medium w zasadzie nie wnosi niczego do fabuły poza tanim efektem specjalnym i ładnym ujęciem nóg pani.

Scenariusz „Wrót zaświatów” oparto na ponoć dobrej mikropowieści Tima Lebbona. Za reżyserię odpowiadał tu sprawny rzemieślnik Uli Edel. Niestety ani dobry materiał wyjściowy, ani sprawny reżyser nie uratował „Wrót…” od niezamierzonej śmieszności i emanującej z ekranu nudy… Przykro mi Nick, znów się nie udało. Lub udało – oto kolejny nieudany film w filmografii niegdyś cenionego aktora.

Chris Wahl DB
Poprzedni

Chris Wahl - jaka piękna karykatura [galeria NSFW]

Pennywise
Następny

PRZEZ STANY POPŚWIADOMOŚCI – DZIENNIK POKŁADOWY (V)

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz