KINO / DVD 

Zanim się obudzę – troszkę bajki, troszkę strachu [recenzja]

O tym, że sny to grunt niebezpieczny, filmowcy uświadamiali nas już od dawna, fundując nam choćby serię z jedną z ikonicznych postaci kina grozy, Freddym Krugerem. Nowy film Mike’a Flanagana, to z jednej strony zabawa w nieco inne klocki, z drugiej – wciąż łudząco podobna do tego, co w kinie grozy znamy od lat.
Gdyby obok intrygującego punktu wyjścia fabuły, Flanagan zdecydował się przełamać schemat zbyt dobrze już znanych elementów sztafażu grozy, moglibyśmy dostać film znakomity.

Naznaczone traumą po śmierci syna, młode małżeństwo decyduje się na adopcję Cody’ego, niechcianego przez kolejne rodziny zastępcze chłopca. Nie wiedzą jednak, że ten skrywa pewną niezwykłą tajemnicę – to, o czym śni, materializuje się w rzeczywistości. Kiedy prawda w końcu wychodzi na jaw, a bohaterowie na krótką chwilę raz jeszcze spotykają swego tragicznie zmarłego potomka, nieoczekiwanie w matni wzajemnych oskarżeń i na nowo przeżywanej tragedii pojawia się światełko w tunelu. Problem w tym, że Cody’ego co jakiś czas nawiedzają także obrazy znacznie mniej przyjemne. I równie, niepokojąco realne.

Nowy film odpowiedzialnego za wcześniejszego „Oculusa” Mike’a Flanagana rozkręca się powoli, żeby nie powiedzieć… sennie. Zanim przejdzie do bardziej intensywnego straszenia, reżyser wprowadza nas w meandry historii, w której tu i ówdzie wybrzmiewają echa słynnego „Babadooka”. Należy jednak uczciwe przyznać, że mimo starań Flanagana, pod względem symboliki jego „Zanim się obudzę” nie dorasta australijskiemu obrazowi do pięt. Wielką siłą „Babadooka” była obok świetnej realizacji możliwość samodzielnej interpretacji widzianej oczyma dziecka historii. „Zanim się obudzę” jest w to miejsce znacznie mniej subtelne, a w wielu wypadkach zwyczajnie wali między oczy prawdami ocierającymi się o banał.

Podobnie jest z samym straszeniem. O ile jeszcze z początku atmosfera zagęszcza się wykładniczo, a pierwsze, z pozoru niewinne manifestacje niezwykłego umysłu Cody’ego przyozdabiają historię baśniowym wręcz klimatem, by w pewnym momencie zaliczyć spodziewany twist, tak już zastęp pomysłów mających spowodować przyspieszony puls, jest znany aż nazbyt dobrze. Mało tego, film zdecydowanie mógłby wybronić się, z większości tego typu ogranych wstawek rezygnując całkowicie.

Bo chociaż w kilku elementach kulejący, „Zanim sie obudzę” całkowicie złym filmem nie jest – niewykorzystany potencjał chwalonego wszem i wobec za rolę w „pokoju” Jacoba Tremablay’a rekompensują Thomas Jane i Kate Bosworth, którzy jako dręczona wyrzutami sumienia ekranowa para wypadają na tyle wiarygodnie, że w psychologię postaci mimo wszystko można uwierzyć, a poszczególne sceny zdają się emanować swego rodzaju bajkowym mrokiem (świetnie prezentuje się szczególnie wprowadzenie na scenę głównego złego). Także i puenta całej historii wskazuje na to, że gdzieś pomiędzy zgranymi kartami historii cały czas ukryty był większy sens.

Flanagan miał pomysł, by zrobić film będący czymś więcej niż kolejnym standardowym straszakiem rodem z Hollywood i starania te wypada docenić. Gdyby obok intrygującego punktu wyjścia fabuły, zdecydował się jeszcze przełamać schemat także w przypadku zbyt dobrze już znanych elementów sztafażu grozy, moglibyśmy dostać film znakomity. A tak, jest całkiem nieźle. I nic ponadto.

Znak Horyzont
Poprzedni

Żywe Trupy - poznaj prawdziwą historię zombie [konkurs]

Mucha Comics
Następny

Velvet #1: U kresu - dojrzałe laski rządzą [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz