KINO / DVD 

Zjawa – Leonardo DiCaprio kontra natura [recenzja] [film]

Wedle wszelkich znaków na ziemi i niebie wcielający się w „Zjawie” w postać trapera Hugh Glassa, Leonardo DiCaprio ma zdobyć wreszcie upragnionego Oscara. Czy do tego dojdzie? Nie wiadomo. Ale jedno jest pewne – Glass to najbardziej „fizyczna” rola Leo.

Po premierze „Titanica” widzowie z lubością wyciągali nielogiczności i błędy w filmie Camerona. Jedną z nich była finałowa scena, w której Kate Winslet wyciąga metalowy gwizdek z zamarzniętych ust ukochanego Leo. Sekwencja została wyśmiana z prostego powodu – spróbujcie kiedyś na mrozie przyłożyć usta do metalu… Gdyby zachować realia bohaterka Winslet wyrwałaby część warg ukochanego zanim udałoby się jej zagwizdać. Oglądając „Zjawę” Iñárritu ta scenka sama powróciła. O ile w „Titanicu” DiCaprio moczył się w lodowatej wodzie przez kilka godzin, tak na planie „Zjawy” w ekstremalnych warunkach spędził kilka miesięcy. Meksykański reżyser ekranizując biograficzną powieść Micheala Punke (w Polsce wydała ją Sonia Draga) opowiadającą historię zemsty autentycznego trapera Hugh Glassa, na byłych kolegach, uznał, że realizm osiągnie tylko wtedy, gdy zmusi ekipę do pracy w warunkach ekstremalnych. I fakt – udało się. Na blisko trzy godziny przenosimy się do pionierskich czasów, gdy przez Amerykę podróżowali traperzy, złodzieje i wojsko, a swoich ziemi bronili Indianie.

Glass żył na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. W 1823 roku przeżył atak niedźwiedzia Grizzly. Udało mu się zabić przeciwnika, ale ciężko ranny, został zakopany w płytkim grobie przez kompanów, którzy na odchodne ukradli mu broń. To, co stało się później przeszło do legend Dzikiego Zachodu. Czołgający się (miał złamaną nogę), wycieńczony Glass zdołał przejść ponad 300 kilometrów, aby uzyskać pomoc. Przeżył. Kiedy wyleczył się z ran ruszył w pościg za zdrajcami, ale tak naprawdę nigdy ich nie zabił.

Punke inspirując się historią Glassa stworzył jej własną wersję. Mimo historycznych przekłamań powieść „Zjawa” to jedna z najlepszych opowieści o nierównej walce człowieka z naturą i powolnym nadejściu nowej Ameryki, która pozbawi kontynent niewinności. Prawa do adaptacji powieści zakupiono w 2007 roku, ale prace nad nią ciągnęły się niemal dekadę. Kilku reżyserów zrezygnowało (m.in. John Hillcoat), zmieniła się obsada (wypadł z niej Christian Bale) aż w końcu scenariusz trafił do Iñárritu. I jak poradził sobie z pionierską opowieścią reżyser zupełnie niezwiązany z amerykańskimi rdzennymi opowieściami?

Odzew na film w Stanach stanowi odpowiedź na to pytanie. Oto mamy skrajnie podzielnych krytyków. Połowa wyje z zachwytów, zaś druga wbija film w ziemię i miesza z błotem. Bo to właśnie jeden z tych filmów, które wywołują emocje skrajne. Można go albo kochać, albo nienawidzić. Ale obojętnie przejść się nie da.

Iñárritu pierwszy raz w swojej karierze porwał się na kino autentycznie epickie. „Zjawa’ powala kadrami, wyrafinowanymi zdjęciami, tym jak pokazano tu przyrodę – jej piękno i okrucieństwo. A sekwencje jak choćby ta, gdy Glass wpada na stado bizonów po prostu zapierają dech w piersiach. Oto film, który pokazuje człowieka, jako drobinkę na tle wszechpotężnej natury.

Nie oszczędza się tu aktorów, a Leo DiCaprio pierwszy raz w życiu zagrał rolę, która fizycznie go wyniszcza i maltretuje. Patrząc na jego Glassa czujemy ból, cierpienie, zmęczenie. Wszystko to jest prawdziwe, niebywale przekonywujące. Podobnie jak determinacja w oczach. Na tym tle słabiej wypada Tom Hardy, którego postać ogranicza się do bycia podłym cwaniakiem, jakich zapewne wielu krążyło po bezkresach Dzikiego Zachodu.

A zatem dzieło wybitne? Na pewno wybitnie nawiązujące i składające hołd pionierskim opowieściom. Film – poemat ku czci natury i determinacji człowieka. Skąd zatem głosy negatywne? Ano z prostego powodu. Iñárritu nie opowiada tu niczego, czego wcześniej byśmy nie widzieli. „Zjawa” fabularnie składa się z klisz, które mogą widza zirytować. Czasami też Meksykanin popada niebezpiecznie w wizyjność, która balansuje na pograniczu kiczu. I wtedy „Zjawa” osuwa się w rejestry, które wywołują skrają niechęć u niektórych krytyków. Tyle, że są to zarzuty mocno niesprawiedliwe. O ile można pomstować na dopisany motyw syna, to jednak trudno go nie usprawiedliwić. Dla współczesnego odbiorcy dziecko i zemsta za śmierć, jest o wiele bardziej przekonywująca, niż pościg za złodziejami broni. Zwłaszcza dziś, gdy broń nie budzi żadnych emocji.

Dodatkowo przecież nie da się przecież opowiedzieć historii o przetrwaniu w dziczy bez pokazywania dziczy i metod, które przetrwanie gwarantują. Nie da się snuć opowieści opartej na prawdziwej historii, bez odnoszenia się do zdarzeń autentycznych. To, że popkultura przetrawiła i przetworzyła te motywy w ostatnich dekadach na miliony sposobów nie może wpływać na ocenę dzieła, które nawiązuje do początków. To tak jakby mieć pretensję o to, że w opowieściach o superbohaterach, występują superbohaterowie. Muszą. Podobnie jak w „Zjawie” muszą pojawiać się wszystkie elementy opowieści pionierskiej. Bez nich nie byłoby historii.

Vue Movie
Poprzedni

Carol - zakochane kobiety [recenzja] [film] [dramat] [romans]

Albatros
Następny

Mroczna Wieża # 6 Pieśń Susannah - ostatni przystanek przed finałem [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

7 Comments

  1. Anonim
    2015-12-21 at 04:04 — Odpowiedz

    Jeżeli Tom Hardy wypadł słabo to Pan jest nie za bardzo normalny Proszę Pana…Podnieca Pana rola Leonarda bo tak-fizycznie i psychicznie więcej do zagrania. Nie zgadzam się co do oceny Toma-wypadł świetnie i miał mało scen niestety. żegnam ignoranta.

    • Anonim
      2016-01-16 at 14:11 — Odpowiedz

      Zgadzam sie ,taką miał rolę ale zagrał rewelacyjnie.

    • Barteg
      2016-03-11 at 12:54 — Odpowiedz

      Potwierdzam, to hardy powinien dostać oskara. Leo sie po prostu czołgał w brudzie.

  2. Marta Tomczak
    2016-01-17 at 21:27 — Odpowiedz

    W tekście pojawia się słowo „przekonywujący”, które w języku polskim nie występuje Używanie go jest błędem. Możemy mówić, iż coś jest „przekonujące” lub „przekonywające”. Myślę, że absolwent dziennikarstwa powinien to wiedzieć. Proszę o korektę, bo aż razi w oczy.

  3. lisa_55
    2016-01-31 at 20:24 — Odpowiedz

    Mocny film o twardzielach. Bez fajerwerków i zbędnego nadmuchania. Jestem zdziwiona, że współczesnemu reżyserowi udało się nakręcić film, który powinien być stawiany za wzór jako klasyk tego gatunku. Drapieżna, niebezpieczna chociaż tak piękna przyroda, ludzie ze swoimi wadami, słabościami i zaletami, wola przetrwania oraz hart fizyczny w połączeniu z hartem ducha. Wyszłam oniemiała, pełna szacunku i podziwu.Tom Hardy miał zagrać wrednego typa i zagrał go bardzo dobrze ale DiCaprio dostał rolę w tym filmie nie do pobicia i zrobił to znakomicie. Ktoś pięknie napisał – „Zjawa” jako antyteza nihilzmu Tarantino. Dokładnie właśnie tak ! Podpisuję się pod tym całą duszą.
    No cóż, ten film to dzieło elitarne i jako takie nie musi trafić w gust każdego kinomaniaka.

  4. Inez
    2016-02-19 at 10:46 — Odpowiedz

    Rola bardzo dobrze zagrana. Z pewnością Di Caprio długo się do niej przygotowywał aby, jak najlepiej ją zagrać. Mistrzowsko zagrane sceny z niedźwiedziem.
    Natomiast fabuła filmu bardzo negatywnie mnie zaskoczyła. Rozwleczone sekwencje i całkowicie oderwane od rzeczywistości zdarzenia. Bohater, a raczej „nadczłowiek” to zlepek wszystkich „Bondów” M-c Gywerów itp. Poraniony do granic możliwości człowiek z wyrwaną ze stawów stopą w surowych mroźnych warunkach przeżywa spływ wodospadem, żywiący się padliną, spada na koniu niczym na spadochronie w kilkudziesięciometrową przepaść i nadal żywy, pełen wigoru zmierza ku zemście… Fabuła szkoda, że tak bardzo Science Fiction iście hollywoodzka w otoczeniu dzikiej, jakże rzeczywistej przyrody. W moim odczuciu zbyt długi, miejscami nudny z przesadnie odrealnionymi cechami ludzkimi bohatera.

  5. posen
    2016-02-23 at 11:23 — Odpowiedz

    nawet ogniska są sztuczne, a scena z bizonami to kompromitacja,
    zaparowana i zbroczona krwią kamera, klatka dalej czysta jak łza

Dodaj komentarz