KINO / DVD 

Żywioł. Deepwater Horizon – industrialny horror [recenzja]

Wyciek ropy naftowej na platformie wiertniczej „Deepwater Horizon”  w 2010 roku uznaje się dziś za największą katastrofę ekologiczną w historii USA i jedną z największych w ogóle. Implikacje tego wydarzenia można by rozpisać na przynajmniej kilka książek – bardziej niż skupiając się na globalnych skutkach tych kilku kwietniowych dni, film Petera Berga operuje jednak w skali mikro.
Do pełni immersji brakuje tylko podmuchów gorąca buchających widowni w twarze.

Przyznam, że byłem niezmiernie ciekaw jak z takiego podejścia do tematu wybronią się twórcy – poprzez przedstawienie z perspektywy „tych maluczkich”, w bardzo łatwy sposób można było go zbagatelizować, popuszczając wodze scenariuszowej fantazji i tworząc kolejny z wypełnionych niezniszczalnymi herosami amerykańskich wyciskaczy łez . Na szczęście, nic z tych rzeczy. Łopocząca flaga co prawda w filmie się pojawi, aktów bohaterstwa również nie zabraknie, ale Berg trzyma całość za lejce, fundując nam obraz znacznie bardziej surowy i precyzyjny, niż moglibyśmy przypuszczać.

Wprowadzenie do kluczowej sekwencji trwa stosunkowo długo –  i jest to trafienie w punkt. Berg nie spieszy się, dając nam nieco czasu na zapoznanie się głównymi bohaterami dramatu, by wkrótce potem przenieść nas na właściwe miejsce akcji, gdzie długimi ujęciami monumentalnej wręcz instalacji i nastrojową ścieżką dźwiękową, powoli dokłada kolejne cegiełki do nieustannie rosnącego napięcia, osiągając finalnie efekt rodem z estetyki kina grozy. Na prawdziwy atak na zmysły widza pozwala sobie dopiero w momencie gdy nadchodzi nieuniknione, a nam przychodzi oglądać nieokiełznaną wręcz orgię chaosu i zniszczenia.

Realizacja to bez dwóch zdań klasa światowa. Fenomenalny efekt robi scenografia – już sama platforma swoimi rozmiarami i klaustrofobicznymi plątaninami rur i okablowania potrafi wzbudzić szacunek i jest zwyczajnie autentyczna. Najważniejszym punktem programu jest jednak zrealizowana z niebywałym wręcz rozmachem katastrofa. CGI to najwyższa półka – bo w zasadzie niemal go nie widać, a furia z jaką szalejący dookoła ogień trawi kolejne elementy „Deepwater Horiozn” sprawia, że do pełni immersji brakuje chyba tylko podmuchów gorąca buchających widowni w twarze.

Jak wspomniałem na początku, na samo omówienie skutków wydarzeń poświęcono w filmie stosunkowo niewiele miejsca – w zasadzie dostajemy jedynie garść informacji na napisach końcowych. Czy to źle? Niekoniecznie. „Deepwater Horizon” zamiast tego skupia się bardziej na historiach jednostek, stanowiąc z jednej strony hołdującą tradycjom gatunku bohaterską przypowieść ku pokrzepieniu serc, ale nie bojącą się też wycelować oskarżycielski palec w stronę winowajców. I nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku postaci są uszyte z nieco wyświechtanych już schematów, to dzięki dobrze dobranej obsadzie jest to raczej marginalny szczegół – tutaj już ciężar gatunkowy historii wywołuje odpowiedni efekt.

„Żywioł. Deepwater Horizon” to jeden z tych filmów, które aż proszą się o seans w sali kinowej. Ważna historia, opowiedziana z należytym wyważeniem, szacunkiem i do tego znakomicie zrealizowana. Tak właśnie powinno prezentować się dobre kino katastroficzne.

ponura dryzyna miecz polnocy
Poprzedni

Ponura drużyna #2: Miecz północy - syndrom drugiego tomu [recenzja]

UIP
Następny

Nie oddychaj – półtoragodzinna dawka emocji [recenzja]

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski

Urodzony w 1987 roku w Środzie Wielkopolskiej. Z wykształcenia magister Administracji, choć zawodowo związany z branżą logistyczną. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę.

Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Kilkukrotnie wyróżniony w konkursach na opowiadania organizowanych przez portal "Nowej Fantastyki". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz