Film SERIALE 

Miasto zła – Miasto Aniołów w piekle [recenzja]

Oparty na prawdziwej historii pary seryjnych morderców terroryzujących Los Angeles w 1980 roku serial przenosi widzów do czasów kiedy sieć komputerowa nie istniała, AIDS jeszcze nie było plagą, a w klubie Whisky a Go Go grały największe gwiazdy rocka.

 

Między pierwszym czerwca a czwartym sierpnia 1980 roku Doug Clark wraz ze swoją dziewczyną Carol M. Bundy uprowadził, zamordował i pośmiertnie zgwałcił siedem młodych kobiet. Para zyskała w mediach przydomek „Sunset Strip Killer”, ponieważ swoje ofiary uprowadzali w okolicach Bulwaru Zachodzącego Słońca. Najczęściej były to młode prostytutki, lub włóczące się bez celu dziewczęta. Akcja „Miasta zła” (polska premiera TVN 7, 29.10. godz 22.00) mimo, iż toczy się dwa lata później, bezpośrednio nawiązuje do ich zbrodni.

Pierwszoplanowym bohaterem jest tu Miasto Aniołów. Błyszczące, kuszące ale i przeraźliwie brudne.

Para detektywów, młoda dziennikarka próbująca zrobić karierę w L.A. i zabójcy. Narracja w pilotowym sprytnie przeplata wątki każdej postaci, powoli wprowadzając widzów w życiorysy postaci. Mamy więc gliniarzy, którzy siebie nie lubią. Ambitną, ale i nawiną siksę, która przez przypadek poznaje tożsamość zabójcy i wreszcie chyba najlepiej poprowadzony wątek wypatrzonej miłości jaka rodzi się między parą zabójców. „Miasto zła” docelowo będzie miało dziesięć odcinków i stanowi zamkniętą całość. Jeśli serial się przyjmie, to zapewne, wzorem „Detektywa” drugi sezon opowiadać będzie o innej zbrodni popełnionej w Los Angeles. Bo tak naprawdę pierwszoplanowym bohaterem jest tu właśnie Miasto Aniołów. Błyszczące, kuszące, ale i przeraźliwie brudne. Twórcy serii włożyli sporo wysiłku w to, aby na ekranie odżyło dawny duch miasta. Ten najmroczniejszy i najmniej radosny. Nie ma tu śladu po hollywoodzkim blichtrze, są za to głośne kluby, narkotyki, zaułki, zakamarki i zagubiona w metropolii masa ludzka, która przyjechała tu szukać spełnienia snów, a znalazła tylko rozgoryczenie.

Pomysłodawca serialu kanadyjski scenarzysta i reżyser, który w latach 90. próbował być głosem pokolenia X, kręcąc słynne „Feeling Minnesota”, dojrzał jako scenarzysta i powoli wyrasta na jednego z najciekawszych współczesnych specjalistów od opowieści biograficznych. W ubiegłym roku błysnął już dobrze napisaną historią życia Jamesa Browna („Get on Up”), a niebawem do kin trafi napisany przez niego „Miles Ahead”, czyli biografia Milesa Davisa. „Miasto zła” o wiele lepiej sprawdza się właśnie jako opowieść o mieście i czasach, w których nie było komputerów, sieci a AIDS jeszcze nie pustoszyło klubów i ulic, niż serial sensacyjny. Myślę zresztą, że nie przez przypadek – Baigelman dokładnie tak rozłożył akcenty, aby całość przypominała bardziej rasowy dramat obyczajowy pokazujący mroczną stronę Los Angeles, niż kolejny nudny procedural. Co z kolei tylko potwierdza fakt, że Kanadyjczyk po prostu odnalazł w Hollywood swoją  biograficzną niszę.

 

Matt Dixon Robots DB
Poprzedni

Samotne roboty Matta Dixona [galeria]

Stage 6 Films
Następny

Dziewczyny śmierci - cała prawda o latach 80. [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz