SERIALE 

Agent X – agent tłucze po gębach, Sharon Stone robi miny [recenzja]

Mniejsza z Sharon Stone i Agentem X, w pilocie najważniejsza jest wygimnastykowana, rosyjska agentka i to z nią najczęściej tłucze się na poważnie tytułowy Iks, z czego ta wydaje się być zresztą całkiem zadowolona. Poziom ściemy i absurdu w  nowym, sensacyjnym serialu stacji TNT jest tak przytłaczający, że otrzeźwienie umysłu przychodzi dopiero na napisach końcowych.
„Agent X” cierpi niestety na przypadłość innych seriali sensacyjno-politycznych, w których twórcy nie do końca wiedzą czy iść w stronę lekkiej rozrywki, czy traktować wszystko ze śmiertelną powagą.

Na początku odcinka jeden pan zwisa z sufitu na łańcuchu, a drugi nie jest dla niego miły. Ten zwisający to  oczywiście „swój” . Co robią zwisający na na łańcuchach, główni bohaterowie, by wykaraskać się z tarapatów? Oczywiście zarzucają nóżki na szyję tego drugiego, słyszymy głośne „chrup” i jest po sprawie. No dobrze, ale jest jeszcze trzeci gość, który celuje w „naszego”. Na szczęście pojawia się czwarty i trzeciego likwiduje. Po czym czwarty składa „naszemu” ofertę pracy. Cięcie.

Trzy lata później nasz bohater pracuje jako tytułowy Agent X. Robi rozpierduchę w hotelu, ma schwytać tajemniczego Volkera, ale ten daje dyla. Przy okazji, Agent X tłucze się po raz pierwszy z rosyjską agentką, w windzie. Generalnie, walki wyglądają w tej produkcji całkiem fajnie, zwłaszcza, jeśli chwilę przedtem widziało się pseudo wyczyny aktorów w „Arrow”. Tak, walki są spoko. Tytułowy Agent X (grany przez Jeffa Haphnera, pamiętnego z bardzo dobrej  roli w serialu „Boss”) też może być, taki sympatyczny, troszkę zadziorny typ z błyskiem w oku. Rosyjska gim-agentka również jest cool, z tymże aż do przesady. Reszta już niestety jest be. Na czele z wszystkowiedzącym majordomusem i Sharon Stone, dla której zapewne wiele osób miało zamiar obejrzeć pilota serialu.

Aktorka gra rolę wiceprezydenta USA. Wiceprezydent USA to fucha taka trochę na pokaz, ktoś taki gdzieś tam sobie jeździ, uroczyście przemawia, albo plącze się bez celu po Białym Domu, czego wytrzymać nie mógł choćby Frank Underwood i dlatego tak bardzo parł do objęcia prezydentury. W „Agencie X” okazuje się, że wiceprezydentura jednak coś znaczy. Na tym stanowisku współpracuje się potajemnie z iksem, zażegnuje się po cichu kryzysy i bierze się za to wszystko pełną odpowiedzialność. Centrum operacyjne jest w sekretnej komnacie w Białym Domu, w której znalazł się również oryginał konstytucji USA. Taki super oryginał, bo z dopisanym, nieznanym ogółowi  piątym ustępem artykułu drugiego, dotyczącym roli Agenta X w obronie państwa. Są to tak szokujące fakt, że Sharon Stone w roli wiceprezydent Maccabee jest w stanie jedynie robić zdziwione miny i  wielkie oczy po każdej tego typu rewelacji, dodatkowo rzucając od serca szczere „no kiddin’?”. Aktorka raczej się tutaj specjalnie nie nagra. Na szczęście mamy w serialu rosyjską agentkę- gimnastyczkę, ochoczo prezentującą nieprzeciętne zdolności wygimnastykowanego ciała, jak choćby w dosyć kuriozalnej scenie przesłuchania. Właściwie to dla tej Rosjanki można sobie luknąć pilota. W jej wątku scenarzyści naprawdę przeszli samych siebie i trzeba mieć nadzieję, że postać ta powróci w następnych odcinkach.

„Agent X” cierpi niestety na przypadłość innych seriali sensacyjno-politycznych, w których twórcy nie do końca wiedzą czy iść w stronę lekkiej rozrywki, czy traktować wszystko ze śmiertelną powagą. W jednych produkcjach, w rodzaju „Person of Interest” i „The Blacklist” jest to fajnie wyważone, w innych, i to niestety w tych najnowszych, jak „Quantico” i „Blindspot”, scenariusz zaczyna z czasem rozłazić się w szwach. W pilocie „Agenta X” twórcy niestety nie złapali właściwego rytmu i całość nie wygląda za dobrze. Trochę szkoda, bo pojawienie się Sharon Stone w serialu, to jednak swojego rodzaju wydarzenie. To znaczy takie miało być. A stało się tak, że epizod ukradła wygimnastykowana rosyjska agentka. I tyle.

Albatros
Poprzedni

Mroczna Wieża #4: Czarnoksiężnik i kryształ - western, fantasy i romans rycerski [recenzja]

ronaldo_xlg
Następny

Ronaldo - bóg futbolu i król próżniaków [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz