SERIALE 

Archiwum X sezon 10 – Mulder i Scully znów na tropie [recenzja]

Dziwna sprawa z tym powrotem „Archiwum X”. Niby wszystkie elementy się zgadzają, ale całość sprawia wrażenie jakbyśmy wrócili do dawnego liceum. A wycieczki sentymentalne nie zawsze są przyjemne.

Kiedy ogłoszono powroty kultowych serii, czyli „Martwego zła”, „Archiwum X” i „Miasteczka Twin Peaks”, radości fanów nie było końca. Ash w końcu miał walczyć z demonami, Fox i Scully rozwiązywać tajemnice, no i mieliśmy w końcu dowiedzieć się co stało się z agentem Cooperem. Przywołuję te trzy produkcje nie przez przypadek. Każda z nich otoczona jest kultem, każda wywarła ogromny wpływ na rozwój popkultury i wreszcie powrót każdej napawał lękiem. Bo jak po latach w dawnej estetyce sprawdzi się „Martwe zło”? W dodatku po raz pierwszy realizowane jako serial a nie film kinowy? Czy jest jeszcze miejsce na „Archiwum X” ? I czy David Lynch ma coś jeszcze do powiedzenia? Lęki uzasadnione, bo przecież nakręcić serial, w którym bohaterowie będą nazywać się tak samo nie jest trudno. Gorzej z pomysłem na to jak sprzedać na nowo to co sprawdzało się lata temu.

W przypadku „Miasteczka…” na efekt końcowy przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo zdjęcia ciągną się w nieskończoność. „Ash kontra martwe zło” okazał się wbrew obawom energetyczną petardą kapitalnie przenoszącą dawne pomysły w nową telewizyjną rzeczywistość. A „Archiwum X”? I tu pojawia się problem. Pilot sześciodocinkowej serii nie tyle co rozczarowuje, co bazuje na prostym sentymencie. Chris Carter bowiem wyszedł z założenia, że nowe „Archiwum X” będzie automatycznym powieleniem tego co było, tyle że z dopisanym do scenariusza rozwojem technologicznym. Ale po kolei.

Kiedy ostatni raz widzieliśmy się z Foxem i Scully (w kinowym „I Want to Belive”) byli parą, rozwiązali zawiłą zagadkę, a „Archiwum.  X” nie istniało. Serial zaczyna się w chwili gdy gdzieś tam w Stanach rozbija się UFO, a nasi byli agenci zostają wciągnięci w intrygę… Jaką? Domyślcie się. Słowa klucze – prawda, fałsz, UFO, eksperymenty, FBI.

Od początku zatem Carter wrzuca nas w sam środek świata, który doskonale znamy i zawsze kochaliśmy. Dodaje co prawda nową postać – nawiedzonego internetowego prezentera Tada O’Malley, który budzi w Foksie uśpioną ciekawość – ale większość świata naszych agentów to stara, dobra spiskowa rzeczywistość. Mamy Skinnera, Palacza i pochód innych postaci. Dorzucono też nową ofiarę spisków i odrobinę efektów komputerowych. Wszystko to ucieszy serduszka dawnych fanów, ale… No właśnie, problem z pilotem (swoją drogą FOX udostępnił dziennikarzom jeden odcinek z podwójnego pilota, co dość utrudnia ocenę całości) polega na tym, że obejrzeliśmy w nim to wszystko co już znamy doskonale i nic więcej. Co prawda Carter odgrażał się, że w sezonie specjalnym rewolucji nie będzie (nie wierzcie w tezę krążącą po sieci, że ten, odcinek burzy schematy, on co najwyżej odwraca proporcje w serialowej mitologii, a to i tak liczyć będzie się tylko dla fanów) nie mniej jednak, nie musiało to oznaczać braku jakiegokolwiek świeżego pomysłu na fabułę.

Owszem jest tu kilka ładnych żartów z Muldera, który wygląda tu jak Hank Moody, jest ładne wprowadzenie dronów i współczesnej inwigilacji, ale na tym inwencja Cartera się kończy. Reszta to klasyczne „Archiwum X”, o tyle chwilami irytujące, że zrealizowane pod kątem widzów, którzy dawnych serii nie widzieli, a zatem od nowa tłumaczy, kto jest kim i co nim powoduje.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. To dobry pilot. Fani serialu będą zachwyceni. Czy zdobędzie nowych? Nie wiem. Od ostatniego spotkania z Foxem i Daną minęło osiem lat – przez ten czas pojawiła się masa innych spiskowych serii, ale na ich tle nowe „Archiwum X” ani się nie wyróżnia, ani nie odstaje. Ot solidna telewizyjna robota. Ale czy ten serial jest dobry, czy nie – jednoznacznie stwierdzić będziemy mogli dopiero po wyemitowaniu wszystkich odcinków. Pilot póki co przypomina odrobinę wizytę w dawnym liceum. Stare ściany trochę wyremontowane, ale pamiętają jak opierając się o nie spisywało się zadania. W klasach powraca masa wspomnień, a w pokoju nauczycielskim siedzą ci sami belfrowie, tyle że ciut starsi… Owszem – wycieczki sentymentalne są fajne, ale niekoniecznie potrzebne.

nyfa.edu
Poprzedni

Dziennikarstwo AD 2016 - indeks słów niepotrzebnych

Zjawa
Następny

Zjawa - całkiem inna opowieść [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz