SERIALE 

Artyści – serial dla ludzi nie oglądających telewizji [recenzja]

No i stało się. Wreszcie mamy polski serial, który można oglądać nie tylko bez zgrzytania zębami na jego jakość, ale i z prawdziwą przyjemnością.

Które polskie seriale zapamiętamy na dłużej z ostatnich kilkunastu lat? „Glinę” i Pitbulla”? Rety, przecież to już niemal zamierzchła przeszłość! Po drodze trafiły się jeszcze „Głęboka woda” (tylko kiedy ona właściwie była emitowana?), ponoć „Krew z krwi” miała swoje momenty. Natomiast te seriale, które naprawdę dobrze rokowały, przykładowo „Prokurator” czy „Paradoks”, nie spełniły pokładanych w nich nadziei. No i nagle, właściwie nie wiadomo skąd wyskoczyli „Artyści”. Produkcja, którą ogląda się wręcz z niedowierzaniem, bo udało się w niej pokazać realną  polską rzeczywistość, a to wszystko dzięki ucieczce od TVN-owskich formatów i przaśności, którą przeżarta jest reszta polskiej, serialowej oferty.

Paradoks? Owszem – ponoć w piątkowe wieczory, „Artystów” oglądają na mieście ci, którzy zrezygnowali z posiadania telewizora (nota bene dzień i godzina emisji zabójcza dla każdego serialu ). Czyżby to zatem produkcja dla jakiegoś rodzaju elity? Wychodzi na to, że tak, choć to zwykłe przekłamanie – kiedyś takie seriale, polskie seriale, dobrze opowiedziane, dobrze zagrane (wreszcie czuć, że aktorzy nie mają powodu do wstydu występując na planie „Artystów”), oglądał cały naród. A potem coś się posypało (gdzieś tak, etapami, po odzyskaniu wolności), coś się rozpieprzyło i przeciętnego (nie w znaczeniu pejoratywnym) polskiego widza sformatowano na nową modłę. Taką bardzo mdłą. W efekcie, niektórzy rodacy w ogóle zrezygnowali z posiadania telewizora, a część z nich z pewnością stanowi grupa oglądająca seriale zagraniczne w sieci. I co? I teraz,  żeby obejrzeć „Artystów” w czasie ich telewizyjnej emisji (piątek po dwudziestej drugiej, nota bene pora zabójcza dla jakiegokolwiek serialu), ci ludzie udają się do oferującego taką możliwość  miejsca, albo robią to za pośrednictwem niezbyt płynnie działającego VOD. Tak, prawda często potrafi zadziwić – jak już trafił się fajny polski serial, to jego grupą docelową są widzowie, którzy nie oglądają telewizji. Normalnie sytuacja jak z filmu Barei.

Ponoć w piątkowe wieczory „Artystów” oglądają na mieście ci, którzy zrezygnowali z posiadania telewizora.

No dobrze, to o czym w końcu jest ów serial? O fikcyjnym, warszawskim teatrze i perypetiach jego pracowników, na czele z nowym dyrektorem, który obejmuje posadę w wyniku konkursu. Dodajmy, że miejsce się zwolniło po tym, jak poprzedni dyrektor powiesił się tuż nad sceną, o czym zresztą przekonujemy się już w pierwszych minutach pierwszego odcinka. Czy to oznacza, że będziemy oglądać dramat? Trochę tak, tylko ów dramat dość często ma komediowo-groteskową formułę. W zasadzie, do „Artystów” najlepiej pasuje określenie tragifarsa, zresztą odtwórcom wybranych ról zdarza się tu aktorsko szarżować. Tylko dziwnym trafem, jakoś wcale to nie przeszkadza podczas oglądania,  a właściwie nawet cieszy. Ponieważ – i to jest gwóźdź programu – oni szarżują nie na scenie, nie podczas wystawianego przedstawienia, tylko wtedy, kiedy akurat nie są aktorami, nie są artystami, tylko zwykłymi ludźmi – w codziennej pracy lub poza nią, uwikłani w różne układy i układziki.

I ten właśnie aspekt jest w serialu najciekawszy. Wreszcie nie policjanci, kucharze, lekarze, czy mieszkańcy prowincjonalnego miasteczka, tylko środowisko trochę mniej wyeksploatowane i jak się okazuje, mające wiele do zaoferowania. Tak wiele, że dostajemy i wciągającą fabułę, i zapadające w pamięć postacie. Nie będę się rozpisywał na ich temat (bo naprawdę o każdej można wiele dobrych słów napisać, a niektóre role, zarówno w wykonaniu młodszych i starszych aktorów to prawdziwe perełki) nie będę się bawił w opisy fabuły, po prostu kto jeszcze nie oglądał, niech się za oglądanie bierze. Zwłaszcza, że nie tylko pod względem fabuły i gry aktorskiej „Artyści” spełniają światowe standardy.

Intryguje już sama czołówka serialu, stanowiąca kompromis między zachodnimi wzorcami, a zawartymi w niej, świetnie pomyślanymi, polskimi akcentami. Cieszy też praca kamery i dynamiczny montaż, a przede wszystkim oryginalna, alternatywna wręcz muzyka (rodząca konotacje choćby ze ścieżką dźwiękową w „The Knick”), dodająca dramaturgicznego nerwu przedstawianym wydarzeniom. I owszem, to wszystko znamy już dobrze z zachodnich produkcji. Dlaczego zatem mamy nagle łaskawym okiem spojrzeć na rodzimych „Artystów”?

Ano, przede wszystkim dla ich warstwy symbolicznej. Zabrzmiało to może cokolwiek patetycznie, ale w rzeczywistości stanowi wielką wartość serialu. I tak – mamy w „Artystach” odbrązowienie szlachetnej profesji – zresztą nie dałoby się inaczej w dobie powszechnej celebryzacji i z pewnością też dlatego ów serial tak dobrze się ogląda. Ale jest tu jakiś twórczy naddatek, jest rodzaj świadomej tęsknoty za czymś, co wydaje się już minęło, odeszło, uciekło całemu naszemu społeczeństwu. Po części symbolizują to obecne w fabule postacie duchów byłych dyrektorów, byłych aktorów, duchy wciąż przebywające w miejscu swojej dawnej pracy i obserwujących perypetie żyjących, po części obsadzenie starej gwardii aktorskiej w jakże szczególnych rolach. I tak, mamy tu wszechobecną prozę życia, ale z domieszką, ze szczyptą idealizmu, który uciekł i dzisiejszemu sformatowanemu widzowi, i tym, którzy za tym sformatowaniem stoją. Na całe szczęście, zawsze zostaje jakaś szczelina, jakaś niezgoda na taki, a nie inny stan rzeczy, zawsze trafią się ludzie z poczuciem misji, wariaci, ostatni idealiści – choćby tacy, którzy stworzą serial dla ludzi nie oglądających telewizji.

lemmy-mick-wall
Poprzedni

Lemmy - ostatni hołd dla legendy rock n' rolla [recenzja]

lady-s_3_okladka-1
Następny

Lady S #3: 59° szerokości północnej - drapieżna elegancja [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

3 Comments

  1. Bernadetta
    2016-09-21 at 21:37 — Odpowiedz

    Dla takich właśnie wpisów śledzę Was portal. Rewelacja! Też należę do grona osób, które zrezygnowały z telewizji. Dzięki Wam wiem, ze coś wartościowego jednak tam się ukazuje. Dzięki serdeczne 😉

  2. Anonim
    2016-09-23 at 07:03 — Odpowiedz

    O to to😊 Skoro polecacie, to odpale ten serial na necie, ale obejrze go w telewizorze. Niech zyje HDMI😊

  3. 2016-10-28 at 00:07 — Odpowiedz

    Określenie „Artystów” jako serialu dla ludzi nieoglądających telewizji wydaje mi się bardzo trafne (sama oglądałam go na vod.pl). Jestem zachwycona tym, że taki serial powstał, że zdecydowano się na taki temat i taką obsadę, jestem też zachwycona śpiewającym Czarnikiem. <3 Niestety, zakończenie wydaje mi się utopijne i mocno naciągane…

    http://bigoslogos.blogspot.com/2016/10/o-tym-jak-polski-serial-wstawa-z-kolan.html

Dodaj komentarz