SERIALE 

Ash vs Evil Dead – skopać tyłki demonom [recenzja]

Trzydzieści cztery lata po genialnym „Martwym źle” Sam Raimi i Bruce Campbell wrócili do swojego demonicznego świata. Tym razem w formacie serialu telewizyjnego. Czy jest to powrót udany?

Bałem się. Przyznaję się bez bicia. Bałem się tego serialu, bo wszystkie zwiastuny prezentowane przez stację Starz zapowiadały bardziej zgrywę i odcinanie kuponów od arcydzieła, niż prawdziwy film. Zresztą chyba nie tylko ja miałem takie obawy. Raimi i Campbell od premiery ostatniej części cyklu (czyli „Armii ciemności” w 1992 roku) odgrażali się, że do świata Asha walczącego z demonami uwolnionymi przez zaklęcia z księgi Necronomicon, powrócą. Tyle, że te powroty były permanentnie odwlekane. I tak zamiast nowej części, dwa lata temu otrzymaliśmy zgrabny, choć wtórny remake. A o kontynuacji losów Asha znów zapomniano. Potem była plotka o serialu. Produkcja tegoż również ciągnęła się w nieskończoność. A to wycofywał się z niej Raimi, a to pojawiały się plotki o wysokiej kategorii wiekowej. Potem były już trailery. Zabawne, ale zapowiadające wtórną zabawę serią. W końcu dziś otrzymaliśmy odcinek pilotowy…  I co?

Póki co panowie uratowali całość szczenięcą energią. Bo pilot „Ash vs Evil Dead” aż pulsuje życiem. Nawet jeśli przez większość projekcji bohaterowie walczą z trupami i demonami.

Ano napiszę tak – nie wiem czy całość zostanie położona czy nie, ale pilot to trzydziestominutowa energetyczna petarda. Jego akcja toczy się trzydzieści lat po zdarzeniach z „Martwego zła”. Ash dalej pracuje w sklepie z artykułami żelaznymi. Mieszka w przyczepie, jest życiowym nieudacznikiem, który wciąż jeździ tym samym samochodem (swoją drogą w pierwszej części „zagrał” najprawdziwszy samochód Raimiego, który występował potem w niemal każdym jego filmie) a Necronomicon trzyma schowany przed światem w pudełku na nocnej szafce. Pech chce, że pewnej ostro zakrapianej nocy, Ash wyciągnie przeklętą księgę i wraz z pewną wielbicielką poezji zacznie czytać zaklęcia. A mówiła mama – nie wywołuj wilka z lasu…

To, co będzie działo się później to istna orgia krwi i analogowych efektów specjalnych. Demony będą przemieniały kolejne osoby, odstrzelone łby toczyć po podłogach, a Ash w końcu przypomni sobie, kim jest i że tylko on może ocalić świat przez demoniczną zagładą.

Owszem – Raimi powiela swoje patenty i pomysły. Mamy tu zatem: trzęsącą się kamerę, dziwaczne zachowania potworów, masę czarnego jak smoła humoru. Tyle, że nie jest to ordynarny autoplagiat a raczej radosny powrót do starego świata. Przyznaję – nowych pomysłów tu nie ma, ale o dziwo (a tego bałem się najbardziej) to nie przeszkadza. Raimi z Campbellem zachowują się tak, jakby czasy się nie zmieniły, nie minęły ponad dwie dekady od chwili, gdy Ash walczył ze złem po raz ostatni, a oni właśnie zaczęli pracę nad nową odsłoną serii. Czy całość będzie równie energetyczna i zabawna jak pilot – dowiemy się. Póki co panowie uratowali całość szczenięcą energią. Bo pilot „Ash vs Evil Dead” aż pulsuje życiem. Nawet jeśli przez większość projekcji bohaterowie walczą z trupami i demonami.

1412346319079.cached
Poprzedni

R. L. Stine – większy od Stephena Kinga

MeoMai Disney Princess DB
Następny

Wojownicze księżniczki Disneya [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz