SERIALE 

Blindspot – Dziewczyna z tatuażami [recenzja] [serial]

Blindspot” ma na pewną wyśmienitą sekwencję otwarcia. Gdyby w zapowiadających serial  trailerach twórcy nie pokazali o co chodzi, smakowałaby ona jeszcze bardziej. No dobrze, ale to tylko jakieś trzy minuty. Później mamy już to, co dziesiątki razy widzieliśmy w innych telewizyjnych produkcjach.

Z tą recenzją specjalnie poczekałem do drugiego epizodu. Ciekawiło mnie, czy ze wszystkich atrakcji i rewelacji, którymi przeładowany był pierwszy odcinek, zostanie coś na te kolejne. Coś tam niby zostało, ale i tak „Blindspot” to w zasadzie kolejny procedural, choć twórcy starają się jak mogą, by przysłonić tę proceduralność głównym wątkiem. Ale po kolei.

„Blindspot” to w zasadzie kolejny procedural, choć twórcy starają się jak mogą, by przysłonić tę proceduralność głównym wątkiem.

Wróćmy do otwierającej serial sekwencji. Jest wieczór, miasto, wielki ruch na ulicach i chodnikach. Skupiamy się nagle na jednym punkcie – ktoś pośród tłumu ludzi zostawia wielką torbę podróżną. Zauważa ją policjant, przepytuje wszystkich wokół, nikt nie przyznaje się do znaleziska. No to juz wiemy, jak to się skończy. Ewakuacja, saperzy, będzie się działo. Do torby podchodzi specjalista w chroniącym przed skutkami eksplozji kombinezonie. Napięcie rośnie. I nagle w torbie zaczyna coś się ruszać. Ha, tego jeszcze chyba nie było! Z torby wydostaje się atrakcyjna, nie mającą pojęcia co się dzieje, naga kobitka (w tej roli znana dobrze miłośnikom Marvela, Jaimie Alexander). Ale to jeszcze  nie wszystko. Jej ciało jest niemal w całości pokryte jest tatuażami. Wśród nich, wyróżnia się umieszczony na plecach wielkimi literami napis FBI, oraz jak się za niedługo okazuje, nazwisko agenta tej uwielbianej przez filmowców rządowej instytucji. I tak zaczyna się pełna akcji i zagadek fabuła.

Co zatem mamy? Tatuaże, które okazują się być wskazówkami do nadchodzących wydarzeń, amnezję głównej bohaterki, tajemnice z przeszłości. To wszystko jest całkiem fajne. Pilot i drugi epizod, w którym twórcy trochę spuszczają z tonu, zachowują świetne tempo i w miarę intrygują. Z tymże, to wszystko już gdzieś było. Tatuaże były w „Prison Break”. Amnezja to już naprawdę wyświechtany motyw. Tajemnice z przeszłości i doświadczaną nimi kobiecą bohaterkę wraz z jej uwikłaniem w większą, o spiskowym charakterze historię mamy na bieżąco w „The Blacklist”. Z tego właśnie serialu twórcy „Blindspot” czerpią najwięcej. „The Blacklist” z biegiem czasu stało się rodzajem guilty pleasure. Te kolejne, drugie dna spisków i kwestie rodzinne rodem z „Dynastii” – wszystko to jakoś trzyma się kupy i daje oglądać dzięki znakomitej i jawnie autoironicznej roli Jamesa Spadera. W „Blindspot” natomiast Jamesa Spidera nie ma i w tej chwili nie jestem w stanie przewidzieć, czy aktorzy których nam tu zaprezentowano będą w stanie udźwignąć całą historię. Na razie oglądam z pewną przyjemnością, realizacja, montaż są świetne, ale już drugi epizod pokazał, że nie ma co się spodziewać tu scenariuszowych fajerwerków. Być może wszystko zależy od tego, czy twórcy mają przemyślaną koncepcję na całość, czy też będą dosztukowywać kolejne wątki na bieżąco. Wydaje mi się również, że jak na sam początek zbyt wiele już ujawnili. Pożyjemy, zobaczymy. Jest dobrze, oby nie było gorzej.

Albatros
Poprzedni

Uwodzicielka - Współczesne „Targowisko próżności” [recenzja]

Kultura Gniewu
Następny

Vreckless Vrestlers - "Kung Fury" komiksu [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz