SERIALE 

Bosch sezon 2 – w piekle Los Angeles [recenzja]

Detektyw Harry Bosch powrócił. Tym razem będzie ścigał seryjnego zabójcę, próbował odkryć kto zabił pewnego producenta filmów porno i zmagał się z przeszłością. A wszystko to w stylu jeszcze lepszym niż w sezonie pierwszym.

 

Scenarzysta Eric Overmyer znów to zarobił. Spokojnie, bez większego pośpiechu adaptował na potrzeby serialu kolejne trzy powieści Michaela Connelly’ego. Tym razem padło na „Muzykę z kufra”, „Ostatniego kojota” i „Upadek”. Z każdej z nich scenarzyście wybrali charakterystyczny motyw, budując na nich narrację całego sezonu. Bo podobnie jak w przypadku sezonu pierwszego i tu „Bosch” to tak naprawdę dziesięciogodzinny, długi film kryminalny.

Pól roku po zdarzeniach w pierwszym sezonie Bosch powoli wraca do pracy. Wspólnie ze swoim partnerem odwiedzi dom pewnego człowieka, który udaje własnego ojca (motyw z „Upadku”), a potem szybko zostanie wezwany do trupa znalezionego w bagażniku. Sprawa, która wygląda na mafijną egzekucję niebawem wciągnie Boscha w świat pornografii (motywy z „Muzyki z kufra”). Jakby tego było mało jakaś kobieta dzwoni do dziennikarki z informacjami na temat zamordowanej przez laty matki Boscha („Ostatni kojot”).

Overmyer i jego ekipa scenarzystów (niemal w całości przeniesiona z serialu „The Wire”) kapitalnie łączy tu wątki z różnych powieści układając je w jedną spójną opowieść. Oczywiście podobnie jak w pierwszym sezonie mamy tu kilka zmian względem książek. Bosch nie jest weteranem wojny w Wietnamie a pierwszej wojny w Zatoce. Jest sporo młodszy niż w „Upadku” (gdzie powrócił już z emerytury), ale to tylko kosmetyka. Reszta bowiem zgadza się w stu procentach. A zatem Bosch o twarzy Titusa Wellivera to zmęczony życiem indywidualista, który kocha jazz, wolność i próbuje żyć w piekle Los Angeles. Ma córkę, o którą próbuje dbać i rozpadające się życie osobiste, które chowa przed wszystkimi, nawet przed samym sobą. Jedyne, bowiem co dla Boscha się liczy to praca. Niczego innego bowiem poza łapaniem drani nie potrafi.

Niby to banał i policyjny schemat, ale w wykonaniu Overmyera wszystko tu brzmi świeżo i intrygująco. Narracja toczy się niespiesznie, a my z każdym odcinkiem coraz głębiej zanurzamy się w zdegenerowany świat Los Angeles i coraz lepiej rozumiemy Boscha. Ostatniego kojota, policyjnego indywidualistę, który ratuje świat przed kompletnym rozpadem. I choć zawsze to mu się udaje, a nad Los Angeles wznów wschodzi słońce, nikt mu za to nie dziękuje.

 

Wally Wood DB
Poprzedni

Wally Wood - wiele twarzy ikony science fiction [galeria NSFW]

Filmostrada
Następny

Steve Jobs - emocjonalny psychopata [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz