SERIALE 

BrainDead – polityka, kosmiczne mrówki i eksplodujące mózgi [recenzja]

W gorącym politycznie okresie w USA, raptem na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, Amerykanie wypuścili pokręconą, serialową satyrę, w której równie ważni co polityka, okazują się przybysze z kosmosu.
Ci z widzów „BrainDead”, którzy liczyli na powtórkę „Z Archiwum X” dostaną za mało tajemnicy w tajemnicy. Ci zaś, którzy chcieli politycznej satyry dostaną ją w dziwacznym, kosmicznym opakowaniu.
Na pierwszy rzut oka tytuł serialu, czyli efektowne i smakowite dla koneserów komediowych horrorów „BrainDead”, z pewnością mało kojarzy się z politycznymi przepychankami między Demokratami i Republikanami. Z kolei, jeśli uświadomimy sobie, jak często przychodzi nam mówić o sferach rządzących mocnymi słowami, określenie z tytułu przestaje już brzmieć obco. Ileż to razy myśleliśmy o politykach jako o bezmózgich indywiduach albo po prostu jako o kosmitach? W postaci „BrainDead” wreszcie uzyskaliśmy potwierdzenie naszych podejrzeń. Politycy to marionetki sterowane przez kosmiczne mrówki, które docierają do ludzkich mózgów najprostszą z dróg, przez ucho. Szkopuł w tym, że ta dyskretna inwazja zapoczątkowana przez deszcz meteorytów, nie na wszystkie ofiary działa podobnie. Dla niektórych kończy się bowiem wielkim bum, na skutek którego głowa delikwenta efektownie eksploduje.
Czyli co? „BrainDead” to rodzaj zabawowej powtórki z „Marsjanie atakują!” Tima Burtona? Po części tak, choć to tylko jedna strona medalu w najnowszej produkcji autorstwa odpowiedzialnych za „The Good Wife” Michelle i Roberta Kingów. I z tym właśnie serialem, a może nawet bardziej z „House of Cards” kojarzy się „BrainDead”. Prawda, że zaskakujące połączenie? Obserwujemy bowiem typowe dla wymienionych wyżej seriali polityczne przepychanki (czując się przy okazji dumni, że nie trzeba juz nam tłumaczyć co to takiego PAC i kim jest Whip) i to osadzone w naszej rzeczywistości, z pojawiającymi się na telewizyjnych ekranach Hillary Clinton i Donaldem Trumpem. A do tego jeszcze kosmiczne mrówki, wariaci na ważnych stanowiskach oraz paradoksalne w swym charakterze wrażenie, że twórcy w jakiś pokrętny sposób oddali ducha czasów. Jest jednak pewien problem. Otóż, tak naprawdę nie wiadomo, do kogo konkretnie skierowany jest ów serial.
Najprostszą odpowiedzią jest – dla widza inteligentnego. Tylko kto dzisiaj chce inteligentnych (przede wszystkim) seriali? Na pierwszym miejscu muszą być emocje, muszą być cliffhangery i to wszystko zebrane do kupy musi budowac wciągającą fabułę, a nie być jedynie – bo do tego „BraiDead” się sprowadza – rodzajem prześmiewczego komentarza dla prawdziwych wydarzeń. Ci, którzy liczą na powtórke „Z Archiwum X” dostaną za mało tajemnicy w tajemnicy. Ci zaś, którzy chcą politycznej satyry – dostaną ją w dziwacznym, kosmicznym opakowaniu. W rezultacie może być tak, że serial nikogo nie będzie w stanie zadowolić. Jest jednak światełko w tunelu, dla którego warto oglądać tę nową produkcję.
Tym światełkiem jest obsadzona w głównej roli Mary Elizabeth Winstead. Większej widowni dała się niedawno poznać jako bohaterka „Cloverfield Lane 10”, niektórzy pamiętają ją ze „Scotta Pilgrima kontra świat”. Mary Elizabeth Winstead po prostu coś w sobie ma i nie chodzi tylko o to, że przyjemnie jest na nią popatrzeć. W „BrainDead” gra postać, która trochę z przypadku podjąwszy pracę w rządowych strukturach, zaczyna dostrzegać, że wokół zaczyna dziać się coś dziwnego. Wydaje się być jedyną normalną, racjonalną osobą w nieuporządkowanym, stojącym najprawdopodobniej na krawędzi zagłady świecie, wskutek czego między jej bohaterką i widzem nawiązuje się autentyczna więź. Tylko jak ma się racjonalność do kosmiczno-absurdalnego rozwoju wydarzeń? Cóż, ma się całkiem dobrze, jeśli tylko ustawimy sobie w głowie znak równości między politykami i kosmitami. Jedynie z takim nastawieniem będziemy czerpać z „BrainDead” sporą dawkę przyjemności.

got6_poster_one_digital-copy
Poprzedni

Gra o tron: Sezon 6 - Punkt zwrotny [recenzja]

Tarzan_Legenda
Następny

Tarzan: Legenda - udany powrót Władcy Małp [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz