SERIALE 

Dead of Summer – strachy nad jeziorem [recenzja]

Obóz dla młodzieży to jedna z – jeśli można tak to ująć – najwdzięczniejszych scenerii dla ociekającego krwią horroru. „Dead of Summer” wyłamuje się z tej formuły, i to nie tylko wskutek swej telewizyjnej przynależności.
W „Dead of Summer” młodzi aktorzy będą nas drażnić swoim zachowaniem, będą robić wszystkie rzeczy, których bohaterowie horroru robić nie powinni, ale chyba o to w tym wszystkim chodzi.

Trzeba przyznać, że twórcy „Dead of Summer” postawili na dźwięczny i chwytliwy tytuł – jego brzmienie z miejsca wywołuje szeroki uśmiech i klarowny zestaw oczekiwań u fanów czasem mniej, czasem bardziej tandetnych horrorów. Trzeba jednakże dodać, że ludzie stojący za nową produkcją stanęli w rozkroku między poważną chęcią straszenia, a ugrzecznioną, wygładzoną formułą opowieści, przez co nie do końca wiadomo, do jakiej konkretnie grupy odbiorców skierowany jest serial. Krwi właściwie nie widać (czasami bulgocze w wodzie), nastolatki nie rzucają mięchem, ale twórcy przynajmniej nie uciekają od eksponowania ich seksualności. Miejscami jest klimatycznie i ciekawie, a miejscami nieznośnie – bo jeśli mamy do czynienia z wchodzącymi w dorosłość nastolatkami, to przecież musimy dostać typowe dla nich zachowania bądź rozterki. Całość zatem nie do końca przekonuje, momentami razi zestawem wyeksploatowanych motywów i nachalną symboliką ale i broni się wyjściowym pomysłem i rozbudową poszczególnych postaci. Dlatego też widz czuje się rozdarty między niechęcią, a ciekawością, bo mimo wszystko ta historia coś jednak w sobie ma. Coś pomiędzy hołdem dla poprzedników („Piątek trzynastego”), odcinaniem kuponów i próbą stworzenia nowej jakości.

Po pierwszym odcinku można było być święcie przekonanym, że na główną bohaterkę serialu twórcy wybrali dobrze wychowaną Amy, ale kolejne epizody rozwiały to przekonanie. Każda z postaci dostanie tu swoje pięć, czy raczej czterdzieści minut, a to dlatego, że każdy kolejny odcinek skupia się na jednej osobie z grupy młodych wychowawców. Grupka składa się w większości z byłych znajomych, którzy jako dzieci spotykali sie latem nad jeziorem, potem obóz jednak zamknięto i obecna rewizyta przynosi wiele zaskoczeń. Pięć lat temu byli trzynastoletnimi dzieciakami, dzisiaj są osiemnastolatkami z nierzadko mroczną przeszłością i tajemnicami. Kiedy wracają do miejsca, w którym świetnie bawili się jako niegdysiejsze dzieciaki bez trosk, nad jeziorem zaczynają dziać się dziwne, niepokojące rzeczy.

W „Dead of Summer” dostajemy kompilację przeróżnych chwytów z opowieści grozy, na czele z reperkusjami z odległej przeszłości – w pierwszych minutach serialu cofamy się wiele lat wstecz (Wojna Secesyjna?), w jeziorze pływają trupy żołnierzy, a w samotnej chatce, na fortepianie gra najwyraźniej odpowiedzialny za te zgony, oszalały, czarnoskóry mężczyzna ( w tej roli przerażający jak zwykle Tony Todd). Mężczyznę zaczynają widywać w 1989 roku niektórzy uczestnicy obozu, co rzecz jasna nie może się skończyć dla nich dobrze. Ale strachów, tropów i tajemnic jest więcej, nawet w pewnym momencie serial zdaje się być przeładowany tego rodzaju wątkami, a ich mnogość nie prowadzi fabuły w jasno sprecyzowanym kierunku –  na szczęście niektóre z nich potrafią dostarczyć sporo frajdy i wzbudzają autentyczną ciekawość. Szczególnie, kiedy nie do końca wiemy, czy to co widzimy to jedynie gry pobudzonej wyobraźni poszczególnych obozowiczów, czy też wszystko dzieje się naprawdę.

Ów splot przerażającego z wyobrażonym wypadł chyba w „Dead of Summer” najlepiej, głównie za sprawą rozszerzonej fabuły i tym samym możliwości głębszej rozbudowy każdego z osiemnastoletnich bohaterów. Owszem, młodzi aktorzy będą nas drażnić swoim zachowaniem, będą robić wszystkie rzeczy, których bohaterowie horroru robić nie powinni, ale chyba o to w tym wszystkim chodzi. Żeby patrzeć jak inni boją się i biorą nogi za pas wrzeszcząc ze strachu i w efekcie najczęściej ponoszą konsekwencje swych spontanicznych, nieprzemyślanych decyzji, podczas gdy my siedzimy sobie bezpiecznie w domowym zaciszu, wpatrzeni w ekran, czasem tylko podskakując, gdy coś strasznego wychynie nagle zza winkla. I w tym, najistotniejszym przecież aspekcie, „Dead of Summer” sprawdza się całkiem dobrze. Na lato może być.

 

the-tick-kleszcz
Poprzedni

Najciekawsze seriale animowane dla dorosłych

Star-Trek-W-nieznane-_bn44746
Następny

Star Trek: W nieznane - w dobrze znane [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz