SERIALE 

Dragon Ball Super – powrót kultowego anime [recenzja] [serial] [anime]

Wraz z wielką falą powrotów seriali sprzed lat przybyła też jedna z najpopularniejszych animacji wszechczasów – „Dragon Ball”. Czy produkcja, u sterów której zasiadł ojciec franczyzy, Akira Toriyama, ma szansę powtórzyć sukces anime z lat 80-tych?

Najpierw pozwolę sobie na odrobinę prywaty. W latach 90. ominął mnie cały ten szał związany z „Dragon Ballem”. Do podmiejskiej wioski docierało tylko pięć kanałów przez antenę naziemną, więc o poczynaniach dzielnego Son Goku dowiadywałem się z relacji znajomych, którzy z wypiekami na twarzy opowiadali ze szczegółami każdy odcinek. Trochę im zazdrościłem, czułem się przez to wykluczony, ale ratowała mnie wówczas rzetelna prasa branżowa, która szeroko rozpisywała się o zjawisku. Znałem więc tytuł niejako od podszewki, jak lizaka przez papierek, a nazwisko Toriyamy nie było mi obce. Dopiero kilka ładnych lat później, gdy na rynku pojawiła się manga, zaopatrzyłem się w komplet czterdziestu dwóch tomów i dałem się pochłonąć na całe dwa tygodnie. Wtedy dopiero pokochałem „Dragon Balla” miłością serdeczną i wierną, zupełnie inną niż tą reprezentowaną przez znajomych, którzy o serialu już zdążyli zapomnieć. Teraz gdy ten powraca, spróbuję dać mu się porwać ten pierwszy raz i odnaleźć w sobie wewnętrznego nastolatka z pokolenia RTL7.

Do oglądania nowej animacji mogą zasiąść zarówno fani serialu sprzed lat jak i czytelnicy mangi, którzy go nie oglądali. Zupełnie nowi widzowie nie mają tu czego szukać.

„Dragon Ball Super” jest bezpośrednią kontynuacją „Dragon Ball Z” i zarazem pięćset siedemnastego rozdziału mangi pt. „To zakończenie, a potem…”. W komiksie Toriyama wybiegł jeszcze dziesięć lat do przodu (ostatnie epizody: 518 i 519) aby pokazać spokojne i ułożone życie wszystkich bohaterów, ale ten okres pomiędzy pozostawał białą plamą, która właśnie zostaje odkrywana. Tak więc mamy do czynienia ze ścisłym kanonem i dalszym rozwijaniem uniwersum, a nie kolejnym niekontrolowanym wybrykiem („Dragon Ball GT”) czy niepowiązanymi, samodzielnymi filmami, których powstało kilkanaście. Zatem do oglądania nowej animacji mogą zasiąść zarówno fani serialu sprzed lat jak i czytelnicy mangi, którzy tak jak ja, serialu nie oglądali. Zupełnie nowi widzowie nie mają tu czego szukać.

Pierwszy odcinek „DBS” to klasyczna cisza przed burzą. Po rozprawieniu się z Okrutnym Buu życie wszystkich bohaterów powróciło do względnej normy. Goku, marząc o kolejnych treningach, pracuje na farmie by zapewnić utrzymanie rodzinie, Mr. Satan jak zwykle błyszczy w świetle fleszy i kamer, wielkimi krokami zbliża się ślub Gohana i Videl, a na horyzoncie zarysowuje się kolejny potężny przeciwnik, z którym przyjdzie się zmierzyć Czempionom Ziemi. Tym oponentem będzie prawdopodobnie (o ile twórcy nie szykują jakiejś wolty) Beerus, bóg zniszczenia wprowadzony do kanonu przez Toriyamę w kinowym filmie „Battle of Gods”, który to ma zostać przetworzony na potrzeby serialu. Póki co jest nostalgicznie, zabawnie i swojsko, z drobnym zaznaczeniem bitewnego akcentu, który zapewne lada moment będzie górował nad pozostałymi wątkami.

„Dragon Ball Super” to powrót do świata, który doskonale znamy, kontynuujący wszystkie jego aspekty, nie silący się na zbytnią nowoczesność zarówno pod względem animacji jak i narracji. Czy widownia kupi tę archeologiczną estetykę, a twórcy nie ograniczą się do powielania dobrze znanego, ale mocno zużytego schematu, tego dowiemy się za jakiś czas. Póki co, nostalgia za starymi czasami w zupełności wystarcza by dobrze się bawić.

Taurus Media
Poprzedni

XIII #21: Przynęta - thriller zbyt dosłowny [recenzja] [komiks]

Albatros
Następny

Śmierć w gaju oliwnym - sprawny włoski kryminał [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz