SERIALE 

Fear the Walking Dead – Początki zombie apokalipsy [recenzja] [serial]

Po wielkim, komercyjnym sukcesie serialu „The Walking Dead” wiadomym było, że machina marketingowa ruszy pełną parą. Do dzisiaj powstało już kilka książek i gier, których fabuła toczy się w świecie stworzonym przez Roberta Kirkmana. W końcu przyszedł też czas na serialowy spin-off. W „Fear the Walking Dead” cofamy się do  początków zombie apokalipsy.

W październiku zadebiutuje szósty sezon serialu „The Walking Dead”, który popularnością ustępuje chyba tylko „Grze o Tron”. Po kilku latach emisji fani wiedzą już dobrze, czego mogą  spodziewać się po tej telewizyjnej produkcji. Dlatego też „Fear the Walking Dead” pozbawiony jest całkowicie elementu zaskoczenia, co paradoksalnie działa na jego korzyść. Dlaczego? Oglądanie miotających się po ekranie bohaterów, nie mających jeszcze pojęcia jaki los jest im gotowany, stawia widza w uprzywilejowanej pozycji świadomego rozwoju wydarzeń obserwatora, który może czerpać z tej obserwacji rodzaj perwersyjnej przyjemności. W pierwszym odcinku poznajemy kilka powiązanych ze sobą głównie więzami rodzinnymi postaci, z mniej lub bardziej skomplikowanymi, życiowymi problemami. Wiedząc co się święci, śmiejemy się w duchu ze zmagań bohaterów z normalnym życiem i zacieramy ręce z emocji wiedząc, że najgorsze dopiero przed nimi.

W „Fear the Walking Dead” zamiast festiwalu makabry otrzymujemy solidny kawałek obyczajowego dramatu oraz dawkę bardzo powoli, ale skutecznie narastającego napięcia.

Pilot ma dość powolny rytm, nie dzieje się wiele, świat wciąż tkwi w swoich posadach, choć początkowa, makabryczna scena nawiązująca do poetyki pierwowzoru zdawała się sugerować zupełnie inny rozwój wydarzeń. Tymczasem zamiast festiwalu makabry (czy ktoś jeszcze pamięta z pilota „The Walking Dead” scenę z masakrowanym przez zombiaków koniem?) otrzymujemy solidny kawałek obyczajowego dramatu oraz dawkę bardzo powoli, ale skutecznie narastającego napięcia. Przykładowo, wyglądający na typowego nerda chłopak, który najwyraźniej rozkminił co zaczyna się dziać, zostaje przyłapany w szkole na wniesieniu noża, który ponoć służy mu do obrony przed jakimś nadciągającym zagrożeniem. W tej samej szkole nauczyciel odwołuje się na lekcji do twórczości Jacka Londona, poruszając temat starcia człowieka z bezlitosną naturą. Te sygnały są mniej oczywiste niż szerząca się epidemia grypy w będącym miejscem akcji Los Angeles, ale za to bardziej znaczące. Eskalacja sięga szczytu w czasie tragicznych wydarzeń na zakorkowanej trasie, kiedy do ludzi wreszcie dociera, że coś musi być nie tak.

Najciekawszy zabieg fabularny wiąże się z szykowanym prawdopodobnie na głównego bohatera serialu Nickiem. Nick to młody narkoman, który jest świadkiem makabrycznych wydarzeń w kościele z początkowej sceny serialu. Widzi tam coś, co wygląda bardziej jak fragment narkotycznej wizji niż rzeczywistość. Ucieka, wpada pod samochód, ląduje w szpitalu. Pojawia się tam jego rodzina i policja. Na sąsiednim łóżku pojawia się również dziwnie rzeżący pacjent. Coś jest nie w porządku, dzieje się coś złego i w pewnym momencie Nick nie wytrzymuje napięcia. Nie, wcale nie pęka, tylko powodowany troską głównie o własne zdrowie psychiczne, rusza na poszukiwanie odpowiedzi.  A przy tym jest osobą, która z pewnością sporo wie o tym jakie to uczucie, kiedy wali nam się  świat. I być może gdy wydarzy się coś, co nie powinno mieć miejsca w normalnym życiu, będzie wiedział jak zareagować.  Bo przecież Nick już wcześniej został wyrwany z normalnego życia i jakoś musiał sobie z tym radzić.

Pozostali bohaterowie jeszcze nie wiedzą, co tak naprawdę ich czeka. My wiemy, że to początek apokalipsy i czekamy na rozwój wydarzeń. Komu pierwszemu puszczą nerwy? Kto nie da rady i nie przetrwa?  Kto w nowych okolicznościach będzie czuł się jak ryba w wodzie? Tak, widzieliśmy to już wiele razy, co wcale nie przeszkadza, żeby zobaczyć to ponownie. Tematyka apokaliptyczna, w ogóle każda fabuła, w której bohaterów stawia się na krawędzi, jest zawsze doskonałą okazją na pobudzające ćwiczenie dla naszej wyobraźni. Kiedy w miejscu postaci, które obserwujemy na ekranie, stawiamy samych siebie.

Jason Hunt Books
Poprzedni

Thorn, czyli literacki wirus zombie

Gmork
Następny

Zakażenie [patronat]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz