SERIALE 

Humans [serial] [sci-fi]

Science fiction małymi kroczkami ponownie zaczyna podbijać małe ekrany i stale przekonuje, że potrafi opowiadać skomplikowane, wciągające i niepokojące fabuły. Dowodem na to jest najnowsza brytyjska produkcja „Humans” – kameralna opowieść o robotach idąca ścieżką „Black Mirror”.

W niedalekiej przyszłości, czy też może alternatywnej rzeczywistości różniącej się od naszej tylko jednym szczegółem, androidy będące idealną kopią ludzi stanowią nieodłączny element życia codziennego. Pełnią rolę robotników, sprzedawców, seks zabawek, domowych pomocników, opiekunów osób starszych, itd. – jednym słowem, zastępują człowieka w najbardziej niewdzięcznych pracach. Przy tym nie skarżą się, nie myślą, nie mają świadomości, nie używają zbędnych słów. Sprowadzone są do roli modnych, wygodnych i użytecznych gadżetów posiadających gwarancję i możliwość zwrotu do trzydziestu dni. A co jeśli niektóre z tych maszyn potrafią samodzielnie myśleć i czuć?

Ten sam temat był już co prawda podejmowany, chociażby w „Ja, robot” na podstawie opowiadań Isaaca Asimova (z których i do „Humans” zaczerpnięto trzy prawa robotyki), średnio udanym „Extant” czy w nieodżałowanym „Almost Human”, ale Brytyjczycy prawie całkowicie zrezygnowali z sensacyjnej otoczki na rzecz budowania atmosfery i roztrząsania zagadnień natury etycznej, moralnej i zagrożeń związanych z nadmiernym rozwojem technologii. Pod tym względem bliżej serialowi właśnie do ostrzegawczego „Black Mirror”, które dekomponuje podobne kwestie w skali mikro.

W „Humans” twórcy tworzą kameralny dramat w trzech równoległych, splatających się nieśmiało wątkach. Przepracowany ojciec trójki dzieci decyduje się zakupić własnego syntha, który nie tylko odciąży go od codziennych zajęć ale i pozwoli mu bardziej zbliżyć się do żony będącej w ciągłych rozjazdach. Genialny naukowiec na emeryturze, współtwórca projektu humanoidów nie potrafiący rozstać się z przestarzałym robotem ze względu na łączącą ich szczególną więź. Androidy o wykształconej świadomości i uczuciach ukrywające się przed ludźmi, nielegalnymi handlarzami i biznesmanem wieszczącym rychły bunt maszyn i zagładę ludzkości. Całość rozgrywa się spokojnie, powoli, a w każdym z tych trzech tematów główne skrzypce odgrywają drobne detale, emocje i tajemnice, które napędzają całą fabułę i podsycają napięcie. Twórcy jedną, z pozoru mało znaczącą sceną zbudowaną na dialogu potrafią wywołać ciarki na plecach, a powtarzalne motywy muzyczne autorstwa Cristobala Tapia de Veera (tego od „Utopii”) wprowadzają jeszcze głębszy niepokój. To wszystko tylko potwierdza tezę, że dobre science fiction potrafi obejść się bez epickich efektów specjalnych, a najważniejsze w nim jest mądre rozegranie podjętych kwestii.

Stworzone przez Brytyjczyków „Humans”, mające szansę stania się serialowym hitem tego lata, jest remakiem szwedzkiego „Real Humans” („Äkta människor”). Co ciekawe fabuła jak na razie skopiowana jest toczka w toczkę, ale produkcja stacji Channel 4 (tej samej, która dała nam i „Black Mirror” i „Utopię”) ma ogromną przewagę nad szwedzką: nie nudzi. Choć Skandynawowie byli pierwsi, ich seria pozbawiona była odrobiny dynamizmu, narracja była wręcz ślamazarna, a fabuła za bardzo rozwlekła. Owszem wciąż jest to tytuł bardzo dobry pod względem koncepcyjnym, ale mimo wszystko Brytyjczykom udało sie tchnąć weń bardzo potrzebnego, ożywczego ducha, który jest w stanie zjednać sobie znacznie szerszą publikę. Mam też wrażenie, że z czasem „Humans” przeistoczy się w trzymający w napięciu thriller, a póki co, po obejrzeniu pilota, mogę stwierdzić, że to świetnie napisany, inteligentny, niepokojący i  dobrze zagrany dramat science fiction.

sponsor
Poprzedni

Sponsoring, czyli poligon skur…syństwa

Hachette
Następny

Marvel Knights Spider-Man #2: Jadowity [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

2 Comments

  1. 2015-06-24 at 10:52 — Odpowiedz

    Szwedzki oryginał wcale nie jest nudny, po prostu inaczej jest prowadzona narracja i to jest przynajmniej ciekawsze, inne, pozbawione przewidywalnych schematów tak częstych w produkcjach amerykańskich.Skoro jednak nową wersję robi BBC, może nie będzie tak źle, może faktycznie dotrze do szerszej publiczności ale ja i tak będę bronić oryginalnej serii bo jest po prostu świetna.Pomysł, wykonanie, aktorstwo, wykreowane androidy, z których niektóre męskie okazy wyglądają tak Ken od Barbie co w genialny sposób akcentuje ich sztuczność.Niby wyglądają jak ludzie ale jednocześnie nie można ich z ludźmi pomylić,na pierwszy rzut oka widzimy, że to maszyna, z małymi wyjątkami oczywiście.Byłam zachwycona tą serią i wiadomość o jej angielskiej wersji wcale mnie nie ucieszyła.Widzowie są chyba zbyt leniwi żeby czytać napisy i nie lubią słuchać obcego języka płynącego z ekranu. Wszystko musi być robione na nowo po angielsku.Trochę mnie to wkurza bo potem właśnie nie docenia się oryginału, zachwyca za to nowymi wersjami.Trochę to niesprawiedliwe bo nie każda nowa wersja jest lepsza od pierwowzoru.Chcecie oglądać „Humans”- oglądajcie ale najpierw zobaczcie szewdzki oryginał.Będziecie mieć przynajmniej porównanie.;)

  2. Paweł Deptuch
    2015-06-24 at 11:16 — Odpowiedz

    Tak, tak, zgadzam się, że robienie wielu remaków nie ma sensu – przykład z brzegu „Life on Mars” czy „Utopia” właśnie – ale bardziej jestem tolerancyjny w przypadku seriali niż filmów. Szwedzka produkcja jest bardzo dobra, nie zamierzam jej umniejszać, ale narracja autentycznie mnie męczyła i długo musiałem się do niej dostrajać – co nie znaczy, że nie doceniam oryginału. Polecam jednak i jedną i drugą produkcję.

Dodaj komentarz