SERIALE 

Into the Badlands – postapokalipsa kung-fu [recenzja]

W dwóch jak dotąd wyemitowanych epizodach „Into the Badlands” trup ściele się tak gęsto i szybko, że nie ma nawet czasu zastanowić się bardziej nad tym, co widzimy. A w nowym serialu stacji AMC widzimy wszystkiego po trochu – jest komiksowa fabuła, postapokaliptyczne realia, sztuki walki i motywy z kina samurajskiego. Aż dziw, że wyszła z tego tak udana mieszanka.
Z oglądania „Into the Badlands” czerpiemy naprawdę dużą dawkę przyjemności, mimo że mamy tu praktycznie kliszę na kliszy, ale z rodzaju tych, które lubimy najbardziej.

Fabuła „Into the Badlands” intryguje od samego początku. Na piaszczystej drodze, rozciągającej się  między polami czerwonych maków, widzimy jadącego na motorze mężczyzn z przytroczonym do pleców mieczem, a w tle narrator wypowiada kilka zdań nakreślających realia świata. Dawno, dawno temu, przez ów świat przetoczyły się wojny, o których juz mało kto pamięta. Po latach chaosu nastały czasy względnego ładu. Ten ład zapewnia siedem rodzin, które z początku zapewniały ludziom ochronę, by z czasem zmienić ich w poddanych. Władający poszczególnymi terytoriami baronowie zakazali używania broni palnej i stworzyli własne armie w postaci trenowanych od dzieciństwa w sztukach walk wojowników. Jednym z nich jest ów mknący na motorze mężczyzna. Za kilka minut rozprawi się efektownie z kilkunastoma przeciwnikami, określanymi tu jako Nomadowie, a potem wydostanie ze skrzyni młodego, wystraszonego chłopaka, który jak możemy słusznie oczekiwać, będzie kluczowym ogniwem tej historii.

Później wydarza się dokładnie to, czego oczekujemy od tego typu fabuł. Z seansu czerpiemy naprawdę dużą dawkę przyjemności, mimo że mamy tu praktycznie kliszę na kliszy, ale z rodzaju tych, które lubimy najbardziej. Mężczyzna na motorze to Sunny, uosobienie super-wojownika, w którym rozsądek i poczucie obowiązku walczy ze szlachetnymi porywami serca. Pracuje on dla okrutnego, rządzącego twardą ręką barona, którego dziedzicem jest odpychający i wredny synalek. W serialu czekają nas nie tylko efektownie zaaranżowane sceny walk, ale też spiski, intrygi i słowa o tajemniczej, odległej krainie, gdzieś za tytułowymi pustkowiami, z którą w tajemniczy sposób związany jest chłopiec ze skrzyni. Nie zabrakło także kobiecych bohaterek – wśród nich jest intrygująca Wdowa, która przejęła schedę po zmarłym mężu, baronie, co nie podoba się męskim głowom pozostałych rodzin. To właśnie w jej wykonaniu, czeka nas w drugim odcinku chyba najefektowniejsza scena walki, z zaprezentowanych jak dotąd w serialu.

Dobrze, że ze serialem stoi stacja kablowa, czyli odpowiedzialna między innymi za „The Walking Dead” i „Breaking Bad” AMC. Dzięki temu jest mrocznie, krew tryska jak należy, choć i tak, dzięki przyjętej konwencji i nawiązaniu do stylistyki azjatyckich filmów kung-fu, odczuwamy wrażenie pewnej umowności, która wielokrotnie nie pozwalała odbiorcom europejskim i amerykańskim wczuć się w pełni w oglądaną historię. Na szczęście, w „Into the Badlans” mariaż motywów kina azjatyckiego z kliszami zachodniej popkultury wybrzmiewa zaskakująco udanie. Jeśli można do czegoś się przyczepić, to jest to wizja całości. Do końca nie wiadomo, czy mamy tę fabułę traktować jako typową hollywoodzką historię, czy jako okrutną, przytłaczającą brutalnością realiów przypowieść. Wszystko właśnie przez tę quasi brutalność i quasi okrucieństwo, których efektowność wygląda trochę jak sztuka dla sztuki.  Dlaczego? Bo… Ech, stop! Nie ma się nad czym zastanawiać i roztrząsać  jałowych w istocie problemów. „Into the Badlands to po prostu pierwszorzędna rozrywka i niech to wystarczy za rekomendację.

Sonia Draga
Poprzedni

Rodzinny interes - Historia przemocy [recenzja] [książka] [thriller]

Juan Solo
Następny

Juan Solo 1: Spluwysyn/Psy władzy - morderca, wyrzutek... święty? [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz