SERIALE 

Jonathan Strange & Mr Norrell [serial] [historyczny]

I stało się. Po obejrzeniu trzech odcinków serialu BBC sięgnąłem w końcu po wiernie czekającą  na półce książkę Susanny Clark. Telewizyjna produkcja okazała się być jej bardzo wierną adaptacją. W obu przypadkach to fantasy kompletnie wymykająca się gatunkowym ograniczeniom, inna niż wszystko do czego przyzwyczajeni są fani.

Zbija z tropu już sam okres, w którym osadzono fabułę. Era Napoleona Bonaparte jakoś nigdy nie kojarzyła się z gatunkiem fantasy. „Jonathan Strange i Pan Norrell” to w wielkim skrócie historia o odrodzeniu się praktycznie nieobecnej od kilku stuleci w Anglii magii, którą parają się dwaj tytułowi bohaterowie. W serialu, podobnie jak w książce musi minąć trochę czasu, zanim przekonamy się do nietypowej konwencji. Czy jest to po prostu serial historyczny z elementami fantasy? Z telewizyjnym show jest o tyle prościej, że skupia się w dużej mierze na wizualnych atrakcjach związanych z nadnaturalnymi wątkami. Książka natomiast przypomina w formie dziewiętnastowieczne powieści, budzi skojarzenia z prozą Dickensa, ale też dzięki dawce humoru i przenikliwych, autorskich wtrętów wyczuwa się w niej ducha  Marka Twaina, czy Jonathana Swifta.  Ta część w serialu rzecz jasna znika, ale wciąż pozostaje nam fascynujące studium charakterów, plus wnikliwa obserwacja skupiająca się na zagadnieniu, w jaki sposób ludzka wiedza o  magicznej, nadprzyrodzonej sferze i samo wykorzystanie jej narzędzi działałoby w takich, a nie innych, historycznych realiach. Na pierwszy rzut oka to zestawienie pasuje jak pięść do nosa, choć przecież wiemy, że trochę późniejszy historyczny okres stał się zalążkiem steampunku. W serialu BBC ważne, polityczne figury patrzą na magię z pobłażaniem, jednocześnie traktując ją całkowicie instrumentalnie. Wykorzystujący na wojnie swoje magiczne umiejętności Jonathan Strange nie wzbudza respektu u wojskowych dowódców, za to z biegiem czasu zyskuje coraz większy szacunek u zwykłych żołnierzy. W realiach historycznych, gdzie ważniejsze są gry polityczne, nawet sfera cudowności zostaje wykorzystana do przyziemnych celów, nieważne jak efektowne będzie ich wykonanie. Gdzieś w tej myśli tkwi sedno zarówno książki i serialu, które mamią odbiorcę cudami w wykonaniu magów, by po chwili uderzyć nieprzewidzianymi konsekwencjami tych działań.

No właśnie, magowie. Chyba nawet J.K.Rowling nie udało się stworzyć tak pospolitej w swych ludzkich pragnieniach, zadufanej w sobie i uciekającej od konsekwencji swych działań postaci, jaką jest pan Norrell. Występujący w tej roli Eddie Marsan to castingowy strzał w dziesiątkę, jego inne role, choćby z filmu „To już jest koniec”, czy serialu „Southcliffe” tylko potwierdzają, że ten aktor o niepozornej sylwetce i charakterystycznej, trochę dziecinnej twarzy był wymarzonym kandydatem do roli Norrella. Jego niepozorność budzi z początku u widza uczucie pobłażania, z biegiem czasu ogarnia nas jednak coraz większy niepokój, gdy zdajemy sobie sprawę czym może grozić oddanie losu innych bohaterów w ręce tego pełnego kompleksów i pychy człowieczka. Sympatię budzi grany przez Bertie Carvela drugi z magów, z pewnością przystojniejszy i bardziej ludzki w obcowaniu z bliźnimi, Jonathan Strange. Zawsze skory do działania, choć jego sposób traktowania magii w zasadzie bez respektu i miejscami mocno eksperymentalnie, może w końcu obrócić się przeciw niemu.

W ogóle magia w tym serialu prezentuje bardziej mroczną, niż cudowną stronę. Po części dzieje się tak przez władających nią bohaterów, którzy nie kojarzą się z utrwalonym w popkulturze wizerunkiem magów i nie chodzi tu tylko o brak brody, czy typowych, magicznych rekwizytów. Magia to żywioł, który może łatwo wymknąć się spod kontroli. Wydawałoby się, że skupiony w sobie i traktujący magię z olbrzymim szacunkiem Norrell ustrzeże się od nierozważnych czynów. Ludzka ambicja jest jednak niepowstrzymana. Aby wejść w polityczne łaski,  bohater decyduje się na  użycie pradawnej odmiany magii w celu ożywienia zmarłej przedwcześnie narzeczonej angielskiego posła, który mógłby wprowadzić maga na polityczne salony. Konsekwencje są naprawdę nieprzewidziane, w serialu pojawia się tajemnicza, na pierwszy rzut oka groteskowa postać, której późniejsze działania dowodzą, że leżącą odłogiem pradawną magię lepiej było zostawić w spokoju. Najwięcej korzyści z opisanych wydarzeń czerpie widz, który w tym przypadku dostaje najciekawszy, ocierający się o prawdziwy horror i unurzany w sennych koszmarach wątek. Serial zresztą ma mroczniejszą tonację niż książka. Susanna Clark traktuje opowiadaną historię z przymrużeniem oka, bawiąc się konwencją i często uciekając w dygresje. W serialu na dygresje nie ma miejsca.  Owszem, czasem też jest lekko i zabawnie, ale nie można pozbyć się powracającego w pewnych momentach, dziwnego wrażenia, że twórcy trzymają na naszym gardle nóż. I jeśli będziemy uśmiechać się zbyt często, użyją go bez wahania.

Media Rodzina
Poprzedni

Pax #2: Grim [recenzja]

ABC
Następny

Serialowe trendy #1: Mindfuck

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz