SERIALE 

Killjoys [serial] [sci-fi]

Tegoroczne lato zapowiada się bardzo owocne dla miłośników science fiction. Po niezłym „Dark Matter” pojawiła się kolejna produkcja z gatunku space opery – w charakterze zupełnie od niego inna, bardziej rozrywkowa, zakorzeniona w takich produkcjach jak „Firefly” czy „Strażnicy Galaktyki”.

„Killjoys” skupia się na trójce łowców nagród – przywódczyni Dutch i braciach Johnie i D’avinie – biorących najróżniejsze zlecenia i ścigających niebezpiecznych przestępców po rozległym systemie gwiezdnym o nazwie Quad. Wiodą oni niełatwy żywot, bo i zawód ciężki i warunki społeczno-polityczne niesprzyjające, a nad całym układem wisi widmo krwawej wojny międzyplanetarnej.

Wykreowany na potrzeby serialu świat pod względem konstrukcyjnym wypada całkiem nieźle. Już pierwszy odcinek serwuje szerokie spektrum lokalizacji – od pustynnych pustkowi, przez ciasne alejki slumsowych dzielnic, po krążące w przestrzeni kolonie karne – a także solidne tło w postaci klasowych nierówności, hegemoni korporacji, religijnych frakcji czy ruchów rebelianckich. Jako całość trzyma się to nawet kupy, choć już na pierwszy rzut oka widać, że jest to fantastyka budowana wyłącznie na kliszach i stereotypach, reprezentująca misz-masz wszystkiego co już dobrze znamy i niesiląca się na jakiekolwiek nowatorstwo.

Tym co jednak jest najważniejsze w tej produkcji to zupełnie bezpretensjonalna akcja pędząca na łeb, na szyję, oferująca całą masę wybuchów, ryzykownych posunięć, efekciarskich gadżetów i ładnych głównych bohaterów, którzy w relacjach między sobą aż tak bardzo nie irytują. Ona jest twardą babką po przejściach, ale nie żadną tam chłopczycą, a wrażliwą osóbką potrafiącą skopać niejeden tyłek; oni to niedogadujący się bracia, jeden robiący za dowcipnisia, a drugi za mięśniaka świecącego klatą. A, no i jest jeszcze Lucy, pyskujący statek kosmiczny robiący za K.I.T.T.a. Ot taka wesoła kompanija będąca naszym przewodnikiem po obskurnych barach, zimnych pokładach okrętów i innych równie interesujących zakamarkach galaktyki.

„Killjoys” to dynamiczny serial sklecony z czystej akcji i odrobiny humoru, czyli elementów składowych „Strażników Galaktyki”, „Firefly” czy nawet „Gwiezdnych Wojen”, zrobiony znacznie mniej efektownie, ale spełniający swą podstawową rolę – dostarcza niezobowiązującej rozrywki, a przy tym nie krzywdzi widza nadmierną głupotą. Na pewno trafi w serca nastolatków i tych, którzy tęsknią za prostymi opowieściami rozgrywającymi się w przestrzeni kosmicznej. A jeśli spragnieni jesteście czegoś nieco bardziej ambitniejszego, musicie poczekać na świetnie zapowiadający się „The Expanse”.

Timof i cisi wspólnicy
Poprzedni

Tysiąc sztormów [recenzja] [komiks]

Kate Lambert Kato Dzika Banda 01
Następny

Kate "Kato" Lambert - steampunk girl [galeria NSFW]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz