SERIALE 

Krzyk [serial] [horror]

Zrealizowany przez Wesa Cravena i Kevina Williamsona w 1996 roku „Krzyk” był powiewem świeżości w skostniałym gatunku, jakim był horrorowy slasher. Niemal dwadzieścia lat później MTV postanowiło powtórzyć sukces filmu tworząc na jego podstawie serial…

 Sukces „Krzyku” to przede wszystkim błyskotliwy scenariusz. Kevin Williamson wpadł na iście piekielny pomysł, aby napisać horror, w którym granica między tym, co poważne, a tym, co jest kpiną rozpływa się. Żarty z gatunku, pozornie, łopatologiczne tłumaczenie widzom zasad kina grozy mieszały się tu z okrutnymi scenami mordów, a historia zawierała tyle twistów, że można nimi obdzielić kilka filmów. Tym sposobem opowieść o seryjnym mordercy grasującym w sennym miasteczku Woodsboro stała się popkulturową grą z konwencją, która rozpoczęła modę na inteligentne slashery ogrywające prostackie zasady tego gatunku. No i na stałe wprowadził do popkultury pytanie „what’s your favorite scary movie?”. Sam „Krzyk” doczekał się trzech kinowych kontynuacji, które niestety nie dorównały poziomem dowcipu i wyrafinowania jedynce, oraz serii parodii.

Kiedy czwarta część (2011) nie przyniosła oczekiwanych zysków, przyszłość cyklu stanęła pod znakiem zapytania. Wtedy nagle pojawiło się MTV, które zaoferowało się przenieść serię do telewizji, realizując pierwszy serialowy slasher w historii. Tak przynajmniej pisano w prasowych oświadczeniach. Tyle, że prasowym oświadczeniom ufać za bardzo nie można. Wszak kilka lat temu stacja CBS zrealizowała serialową „Wyspę Harpera”, którą także reklamowano, jako pierwszy slasher w telewizji.

W serialowym „Krzyku” Woodsboro zmieniono na miasteczko Lakewood. Żaden z bohaterów filmowej serii tu nie wraca, a całość fabuły skonstruowano od nowa, wymyślając nowego mordercę „ghostface”. Bohaterami są tu (podobnie jak w filmach) nastolatki, które dziesiątkuje zamaskowany zabójca.

Historia zaczyna się w chwili, gdy pewna złośliwa uczennica umieszcza w sieci viralowy filmik, na którym widać dwie całujące się dziewczyny. Nieśmieszny żart odbija się echem w szkolnym środowisku, niszcząc reputacje licealistek. Pewnej nocy ktoś robi porządek z dowcipną uczennicą, rozpoczynać tym samym serię tajemniczych zabójstw.

Niby w serialowym „Krzyku” wykorzystano ten sam pomysł, co w filmie, niby te same żarty (tu także mamy obeznanego z kinem chłopaka, który tłumaczy zawiłości filmów gatunkowych przewidując, co się będzie działo), ale całość w pilotowym odcinku nie przekonuje. Zabrakło przede wszystkim dobrych aktorów, w którym ustach kwestie brzmiałyby przekonująco. Poza tym twórcy serialu tak naprawdę nie dorzucili niczego od siebie. Fabuła oparta jest na tych samych twistach (zapewne w związku z tym, że serial jest dłuższy, będzie ich więcej) i pomysłach. Pewnie, że zrealizowane jest to sprawnie, oglądanie nie nuży, ale po świeżości i lekkości oryginału ślad nie został. No chyba, że w kolejnych odcinkach MTV planuje fabularną rewolucję, ale póki, co nic na to nie wskazuje. A oglądalność pilota raczej sugeruje, że nie dociągną do końca serii. Szkoda. Choć w sumie trzeba uczciwie przyznać, że film wykorzystał cały potencjał takiej zabawy z kinem grozy.

Dzika Banda
Poprzedni

Popkulturowe niedole dzieciństwa

Egmont
Następny

Baśnie #13: Wielki Baśniowy crossover [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz