SERIALE 

Minority Report – kolejny nudny procedural [recenzja]

Procedurale to plaga i przekleństwo tego świata. Owszem są seriale wręcz stworzone do poruszania się po tym gatunku i w ramach konwencji sprawdzają się doskonale. Są też takie, których potencjał aż prosi się o wykorzystanie, ale zamiast tego są bezczelnie zamykane w algorytmie powtarzalności, a ich twórcy idą na pretensjonalną łatwiznę. „Minority Report” na nieszczęście należy do tej drugiej grupy.

Serial Maxa Borensteina to bezpośrednia kontynuacja przeboju Stevena Spielberga z Tomem Cruisem, który z kolei był adaptacją opowiadania Philipa K. Dicka. Film całkiem zgrabnie połączył dickowskie paranoje i obawy z trzymającą w napięciu akcją i zapierającą dech wizją przyszłości. Niestety wersja telewizyjna „Raportu mniejszości” to piąta woda po kisielu, w której zniknęła aura tajemniczości, zagrożenia i zaszczucia, a technologiczny futuryzm uległ degeneracji.

Proceduralność można by jeszcze wybaczyć, gdyby w produkcji Borensteina znalazłby się choć jeden element zapewniający mu pewną indywidualność.

Fabuła pierwowzoru opierała się na trójce dziecięcych jasnowidzów, która przewidywała wszelkie zbrodnie zanim te się wydarzyły. Specjalne oddziały policji, z tzw. jednostki przedstępstw, chwytały wskazanych delikwentów na chwilę przed popełnieniem występku. Jakkolwiek działalność proroków była kontrowersyjna i  moralnie wątpliwa, spełniali oni swoja rolę, a wskaźnik przewinień zmalał do zera. Cały ten system rozpirzył Tom Cruise i jego przypadek zakwalifikowany jako tytułowy raport, co w skrócie oznaczało, że jego niedoszłe przestępstwo było jedną z prawdopodobnych przyszłości, a niekoniecznie tą najbardziej możliwą. Program jasnowidzów został zamknięty, a oni sami ukryci gdzieś na odludziu.

Mija dziesięć lat, jeden z precogów, Dash, ma dość ukrywania się i ucieka do cywilizacji, gdzie postanawia wykorzystać swój dar w słusznej sprawie. Nawiązuje kontakt z detektywem Larą Vega by zapobiec zamachowi na kandydata na burmistrza. Tak rozpoczyna się serial, w którym główną rolę odegra zbrodnia tygodnia, a raczej próby jej zapobieżenia.

Nie można powiedzieć, że „Minority report” nie ma potencjału. Nieźle mógłby się sprawdzić jako futurystyczny thriller szpiegowski z wartką akcją obudowana dookoła wielkiej tajemnicy. Ale problem w tym, że taką fabułę trzeba by dobrze przemyśleć, wykombinować kilka sensownych i zaskakujących zwrotów akcji i wymyśleć satysfakcjonujący finał. Ale po co to wszystko skoro można pójść na łatwiznę i całość tworzyć na sprawdzonym, ale wtórnym, schemacie i do tego żerującą na popularności niezłego filmu? Proceduralność można by jeszcze wybaczyć, gdyby w produkcji Borensteina znalazłby się choć jeden element zapewniający mu pewną indywidualność. Charyzmatyczni aktorzy kreujący zapadające w pamięć  i interesujące postacie? Brak. Urzekająca i elektryzująca wizja futurystycznej przyszłości? Brak. Fabuła w jakiś sposób wychodząca poza utarty szablon? Niestety brak.

„Minority report” niestety jest kolejnym nudnym taśmowym proceduralem, który absolutnie nie wnosi do żadnego tematu nic świeżego. W kwestii jasnowidztwa wciąż niedoścignionym wzorem pozostają „Zdarzyło się jutro” Boba Brusha i „Impersonalni” Jonathana Nolana, a póki co jeszcze żaden serial w temacie konstrukcji świata niedalekiej przyszłości nawet odrobinę nie zbliżył się do „Almost Human”. Wolę więc powtórzyć sobie te tytuły i zmiksować je w wyobraźni, niż zasypiać nad „Minority report”. Nie polecam nawet do przysłowiowego kotleta.

smoking
Poprzedni

Stephen King tańczy i straszy w Bollywood

Monolith Films
Następny

Sicario - Czas Bohaterów Minął [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz