SERIALE 

Mozart in the Jungle – serialowo-muzyczny poprawiacz nastroju [recenzja]

Serial „Mozart in the Jungle” powstał na podstawie książki autorstwa Blair Tindall pod tym samym tytułem. W wersji  papierowej ów tytuł jest jednak bardziej rozwinięty. Po pierwszej frazie następuje dopełnienie w postaci raczej niecodziennego zestawienia: seks, narkotyki i muzyka klasyczna.
W „Mozart in the Jungle” widz wsiąka stopniowo w świat muzycznych wyrobników i z każdym kolejnym odcinkiem ogarnia go coraz lepsze samopoczucie.

Mozart in the Jungle” jest tegorocznym zdobywcą Złotego Globa dla najlepszego serialu komediowego. To podobne zaskoczenie, jak w zeszłym roku nagroda dla mało komu znanego „Transparent”. Oba seriale wyprodukowało Amazon Studios i tak, to wcale nie pomyłka – największy na świecie sklep internetowy jakiś czas temu zdecydował się zainwestować w seriale. Dorzućmy jeszcze do tego „Boscha” i widzimy, że firma powoli wyrasta w tej branży na gracza, z którym trzeba się zacząć liczyć. „Mozart in the Jungle” ma już  dwa sezony, a dzięki nagrodzie jego popularność  może tylko rosnąć. Zresztą wcale zasłużenie.

Seks, narkotyki i muzyka klasyczna? Owszem, wszystkie te elementy, na czele przede wszystkim z tym trzecim znajdziemy w serialu. Opowiada on historię Rodrigo, ekscentrycznego dyrygenta latynoskiego pochodzenia, który przejmuje batutę w Filharmonii Nowojorskiej. Rodrigo, w wykonaniu również nagrodzonego za tę rolę Złotym Globem Gaela Garcii Bernala jest bujającym w chmurach, uduchowionym i uznawanym za genialnego artystą, który, jak się można łatwo domyślić, jest dosyć trudny we współpracy. A że filharmonia dla zarządzających i pracujących w niej na etacie osób to nie tylko świątynia muzyki, ale zwykła, mająca zarabiać na siebie firma (przywołajmy padający w serialu cudowny cytat: „muzyka klasyczna nie jest dochodowa od pięciuset lat”), możemy spodziewać się przeróżnych zabawnych i konfliktowych sytuacji prowokowanych, często nieświadomie, przez nowego dyrygenta. Co jednak ciekawe, największa siła serialu nie tkwi jedynie w eksponowanych przez scenarzystów, mniej lub bardziej zwariowanych wydarzeniach.

No właśnie, a co z tym seksem i narkotykami? Są. Tylko jakoś tak mało kontrowersyjne,  bo po prostu zwyczajne. Twórcy skupiają się na podpatrywaniu prozy życia ludzi związanych zawodowo z muzyką, którzy łapią się przeróżnych fuch, żeby wiązać jakoś koniec z końcem, stosują hurtowo farmakologiczne wspomagacze (i naturalnie rzucane przekleństwa) by trwać jakoś w formie, pilnują przerw na siku podczas prób w filharmonii i czasem muszą odreagować, organizując nocne przyjęcia, na których człowiek sam chętnie by się znalazł – tak pozytywną energią emanują. Rano, na kacu, trzeba co prawda – tak jak musi młoda Hailey, główna kobieca bohaterka serialu – biec na udzielenie lekcji gry na oboju wpatrującemu się w jej dekolt młodzieńcowi, ale widać życie w kręgu muzyki i kochających ją ludzi jest tego warte. Choć jest ciężko, jakoś nie robią z tego tragedii.

W „Mozart in the Jungle” znajdziemy wiele podobieństwa do pokrewnego, choć skupionego bardziej na mrocznej  stronie sztuki  serialu o balecie, „Flesh and Bone„. W produkcji Amazonu również mamy codzienne życie artystycznych wyrobników i ich najczęściej niespełnione marzenia, ale także pewność bohaterów, że i tak nie cofnęliby  czasu, nie zamienili swojego zawodu na jakiś inny. Widz wsiąka stopniowo w ów świat i z każdym kolejnym odcinkiem ogarnia go coraz lepsze samopoczucie. To komedia, na której nie rechoczemy i nie parskamy, bo uśmiech, lekki i niepoprawny, nie schodzi nam z twarzy przez cały seans. Bez wstrząsów, kołysani muzyką Czajkowskiego lub Mozarta, nawet nie zauważamy, kiedy przed naszymi oczami przelatuje cały sezon. Złoty Glob w pełni zasłużony.

john rambo
Poprzedni

Zabójcza broń w telewizji - czyli seriale na podstawie filmów

life
Następny

Life - James Dean w obiektywie [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz