SERIALE 

Shades of Blue – J. Lo w policyjnym dramacie [recenzja]

Po dwóch dekadach tłustszych i chudszych lat, kilku mniej lub bardziej rozpoznawalnych filmach i garstce muzycznych szlagierów, Jennifer Lopez wraca tam, gdzie zaczynała – do telewizji. Policyjny dramat „Shades of Blue” jest niczym  odzwierciedlenie jej kariery – ma gorsze i lepsze momenty.
Tym, co ratuje serial przed popadnięciem w fabularną monotonię, jest dobrze zarysowane obyczajowe tło i z każdym odcinkiem coraz ciekawiej budowane wątki poboczne.

Historię zaczynamy oglądać od końca. Jennifer Lopez jako policjantka Herlee Santos, z obitą twarzą świadczącą o ciężkich przeżyciach włącza kamerę w komputerze i nagrywa wyznanie, którego widzowi nie jest jednak dane obejrzeć w całości. Kiedy tylko bohaterka oznajmia, że wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie zdążyła się zorientować, akcja cofa się o dwa tygodnie i twórcy przedstawiają wydarzenia, które doprowadziły do dramatycznego wyznania policjantki. Wcześniej padają z jej ust słowa, które mamy pełne prawo zamiast za objawione prawdy, uznać za wyświechtane komunały – o tym, że Harlee zawsze chciała być dobrą policjantka, aczkolwiek szczerze uznawała, że cel uświęca środki. Teraz, gdy jest na końcu drogi, nie jest w stanie usprawiedliwić niczego z tego, co zaszło. Dla widza to jasny komunikat, że coś w życiu bohaterki, zapewne w dużej części za jej sprawą, dokumentnie się popieprzyło. Słowem – dramat. Pytanie, czy twórcy poprowadzą fabułę tak, że będą nas w stanie tym dramatem autentycznie zainteresować?

I tu właśnie zaczynają się schody. Dostajemy historię, którą w ramach gatunku widzieliśmy już wielokrotnie. To historia o brudnych, uwikłanych w ciemne sprawki gliniarzach (czy przypadkiem nie przypomina nam się od razu „The Shield”?), którym zaczyna deptać po piętach nie tylko Wydział Wewnętrzny, ale też FBI.  Harlee Santos należy do grupy operacyjnej Matta Wozniaka, który był w stanie zaprowadzić w swojej dzielnicy specjalne porządki. Owszem, jego grupa to rzeczywiście uwikłani gliniarze, ale ta sytuacja jest  efektem polegającego na obopólnym kompromisie  układu, który Wozniak zawarł ze środowiskami przestępczymi. W jego myśl,   dilerzy odpuszczają działanie w parkach i szkołach, a  w zamian mogą handlować towarem w innych miejscach. Do tego dochodzą jeszcze opłaty, które lokalni przedsiębiorcy uiszczają policjantom za ochronę i juz dokładniej rysuje nam się ów uświęcający środki cel, o którym wspominała w wyznaniu Harlee. Dla głównej bohaterki wszystko komplikuje się w momencie, kiedy FBI urządza prowokację i aresztuje policjantkę. Aby uniknąć więzienia, Harlee, która nota bene jest samotnie wychowującą córkę matką,  z wielkimi oporami zgadza się na współpracę z federalnym agentem, dla którego głównym celem jest przyskrzynienie Wozniaka. Potem wydarzenia toczą się już lawinowo. Harlee nie mając wyjścia zaczyna grać rolę „kreta”, Wozniak zaś dostaje info, że w jego zespole ktoś poszedł na współpracę i od tej chwili zaczyna się stresująca i niebezpieczna dla obu stron gra w kotka i myszkę.

Przede wszystkim, nie wydaje się, że to motyw, który jest w stanie pociągnąć fabułę przez trzynaście kolejnych odcinków – już po dwóch pierwszych, budujących napięcie między parą kluczowych bohaterów, temat wygląda na nieco wyeksploatowany. Podejrzenia Wozniaka w pierwszej kolejności padają na Harlee i ta musi zrobić wszystko, żeby odwrócić od siebie jego uwagę. Kiedy jej się to udaje, dowódca kieruje  podejrzenia na kolejną osobę, potem na jeszcze  inną i tak właściwie bez końca. Tym, co ratuje serial przed popadnięciem w fabularną monotonię, jest dobrze zarysowane obyczajowe tło i z każdym odcinkiem coraz ciekawiej budowane wątki poboczne, na czele z historią policyjnego żółtodzioba z zespołu Wozniaka, który juz w pierwszych minutach serialu zalicza niefortunną policyjną interwencję. Cieszy również fakt, że to nie kolejny, plastikowy procedural, tylko policyjny dramat niemal pełną gębą, w którym najwyraźniej nie wszystkie postaci ujdą cało z  komplikującej się z każdym, kolejnym epizodem intrygi. Dzięki tym zabiegom otrzymujemy wiarygodny  portret policjantów nie jako szlachetnych stróżów prawa, tylko ludzi doskonale zdających sobie sprawę, jak działa świat i próbujących dostosować swe kontrowersyjne działania do jego realiów.

Z każdym odcinkiem coraz lepiej poznajemy poszczególnych bohaterów, spośród których szczególnie interesujący jest grany przez Raya Liotte, stopniowo popadający w paranoję i ukrywający szczegóły życia osobistego Wozniak. Liotta w niektórych momentach powtarza tu pamiętną rolę (sprzed trzydziestu już lat!) psychopatycznego, tracącego nad sobą kontrolę Raya Sinclaira z „Dzikiej namiętności”. Zaś czterdziestokilkuletnia Jennifer Lopez odtwarza  postać skomplikowanej, uwikłanej także w grzechy przeszłości  kobiety, w której nieustannie ściera się wrodzona wrażliwość z wewnętrzną siłą i zdecydowaniem. Oczywiście J. Lo musi pokazać w serialu kawałek swego wciąż ponętnego ciała i uwodzić przystojnego, młodszego policjanta, ale przy tej aktorce raczej by się inaczej nie dało. W każdym razie dobrze pasuje do roli twardej babki (nawet z tym swoim cienkim głosikiem)  i w miarę skutecznie zdejmuje z siebie w „Shades of Blue” nimb rozkapryszonej, mającej za sobą najlepsze lata gwiazdy. To jej udany powrót do telewizji, a z każdym odcinkiem serial coraz bardziej wciąga i intryguje rozwojem wydarzeń. Dzieje się to niestety wprost proporcjonalnie do spadków oglądalności show – być może widzowie spodziewali się czegoś zupełnie innego po występie wielkiej, latynoskiej gwiazdy. Jeśli jednak komuś brakowało ostatnio w telewizji solidnego, policyjnego dramatu, spokojnie może wziąć się za oglądanie „Shades of Blue”.

Mucha Comics
Poprzedni

Fatale #4: Modlitwa o deszcz - sztuka w sztuce [recenzja]

My All American
Następny

My All American – Nigdy się nie poddawaj [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz