SERIALE 

South of Hell – najgorszy serial roku? [recenzja] [thriller]

„South of Hell” ma intrygujący opis fabuły, dobry tytuł i niezłą czołówkę. I to tyle, co w tym serialu dobrego.
Co to za horror, w którym jest zero atmosfery grozy, a przy każdorazowym ukazaniu się demona parskamy śmiechem?

Za „South of Hell” stoją dwa znane nazwiska. W głównej roli mamy tu Menę Suvari, aktorkę o charakterystycznej urodzie, która dzięki roli w „American Beauty” na zawsze zapisała się w historii kina.  Jednym z producentów serialu jest natomiast Eli Roth, co teoretycznie powinno zapewnić niezłą jakość. Niestety, nie zapewniło. Jest nawet gorzej. Roth wyreżyserował pierwszy odcinek „South of Hell”  i  być może wyszedł mu najgorszy pilot w historii telewizji. Aż przykro patrzeć.

Mena Suvari gra tu Marię Abascal, w której ciele koegzystuje demon o imieniu Abigail. Wiele lat temu demona przywołał  i uwięził w jej ciele nieżyjący już ojciec Marii, Enos, przywódca okultystycznego Zakonu Wieczności. Enos zginął razem z innymi członkami zakonu podczas ceremonii przywoływania demona, przerwanej przez brutalny atak władz (notabene, ta sekwencja wygląda na ekranie po prostu żałośnie). Od tego czasu bohaterka usiłuje pozbyć się z siebie demona, co jak możemy sie domyślać, nie jest wcale takie proste. Na szczęście, dzięki opiekującemu się nią bratu jest w stanie panować nad mieszkającym w jej ciele bytem, a przy okazji, jako egzorcystka, może jeszcze wykonywać dobre uczynki. Czyli przepędzać  demony z ciał innych ludzi. A właściwie nie tylko przepędzać. Podczas egzorcyzmów kontrolę nad Marią przejmuje Abigail, która każdego wypędzonego demona pożera z wielkim smakiem, przez co jej siła stale wzrasta. I tak dalej w ten deseń. Czy jest tu w ogóle jakaś intryga? Jest. Na horyzoncie pojawia się bowiem ojciec Marii, który choć martwy, wcale nie jest pozbawiony mrocznego wpływu i ma sposób by powrócić do ich rodzinnego Charleston.  No i jest jeszcze pastor, czarnoskóry rzecz jasna, który zaczyna pomagać Abigail w powstrzymaniu Enosa, choć sam skrywa związane z przeszłością bohaterki i Zakonu Wieczności tajemnice.

To wszystko nie brzmi jeszcze jakoś strasznie, ot taka paranormalna, pokrewna innym telewizyjnym produkcjom sieczka. Razi przede wszystkim wykonanie, które niejednokrotnie ociera się o śmieszność – nawet kręcone amatorsko horrory potrafią wyglądać lepiej. Demon Marii tym odróżnia się od niej, że wchodząc w rolę Abigail, Suvari ma na usta nałożoną szminkę, jaskrawo-zielone soczewki i nabrzmiałą na czole żyłę,  zaś co do pozostałych  demonów, po prostu  mają soczewki innego koloru. A zatem,  efekty specjalne są be. Pewnie można tłumaczyć to ograniczonym budżetem, ale to nie wszystko. Leży tu dramaturgia, scenariusz i montaż, szczególnie w pilocie w wykonaniu Rotha. To ci dopiero zagadka,  jak mogło to się przytrafić tak doświadczonemu twórcy. Nadludzkim wysiłkiem woli obejrzałem drugi odcinek i przewinąłem trzeci, by sprawdzić, czy jest lepiej. Może kapkę, ale drugi epizod powtarza bezczelnie schemat z pierwszego odcinka. A ukoronowaniem tej serialowej nędzy jest rola Zacharego Bootha jako brata Marii, a właściwie jego patetyczna narracja dochodząca czasami z off’u – takich durnych, wypowiadanych z namaszczeniem bzdetów dawno nie słyszałem w horrorze. No właśnie – horror. Co to za horror, w którym jest zero atmosfery grozy, a przy  każdorazowym ukazaniu się demona parskamy śmiechem? Jak to się w ogóle mogło stać? Potencjał w tej historii nawet jakiś był, ale takiego marnotrawstwa wyjściowego materiału dawno nie widziałem. Nie rozumiem, nie czaję, nie wierzę i jako że nie mam sił na dalsze oglądanie, stawiam w tytule recenzji znak zapytania, bo może demonicznym zrządzeniem losu, w kolejnych odcinkach „South of Hell” zmienia się w arcydzieło, choć bardzo w to wątpię. Ale kto wie, są przecież rzeczy na niebie, na ziemi i na małym ekranie, o których recenzentom się nie śniło.

hoffman po mnie chocby potop
Poprzedni

Jerzy Hoffman: Po mnie choćby „Potop” - Hoffman bez cenzury [recenzja]

night-of-the-living-deb-teaser-poster1
Następny

Night of the Living Deb - zombiaki na wesoło [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz