SERIALE 

The Expanse – kosmiczno-polityczne sci-fi [recenzja] [serial]

W świat „The Expanse” nie wchodzi się łatwo. Kilka wątków, które twórcy prezentują w pilocie tworzy dosyć chaotyczną mieszankę. Na szczęście, z każdym następnym odcinkiem jest coraz lepiej i ciekawiej.
„The Expanse” to solidna space-opera z domieszką czarnego kryminału, której fabuła toczy się  w scenerii dwudziestego trzeciego wieku, w zaludnionym Układzie Słonecznym.

Mniej więcej rok temu mieliśmy premierę „Ascension”,  telewizyjnej mini serii stacji SyFy, która niestety nie doczekała się kontynuacji. Podobnie jak w The Expanse”. nie było w „Ascension”  wybijającego się bohatera, ale historia miała na tyle ciekawe fabularne wolty, że potrafiła przykuć do ekranu. Była zatem duża szansa na nieco ambitniejszy serial science-fiction, ale włodarze stacji zdecydowali inaczej. W 2015 roku, po emisji  „Ascension”  zadebiutowały nowe produkcje mające za scenerię kosmiczne przestworza, ale zarówno „Killjoys”, jak „Dark Matter” nie spełniły oczekiwań tych widzów, którym marzył się serial podobny z ducha, problematyki i zasięgu fabuły do nieocenionego „Battlestar Galactica”. Przyszedł jednak czas na premierę „The Expanse” i wreszcie ci, którzy czekali na ambitniejsze, wielowątkowe science-fiction mają co oglądać, chociaż sam pilot  nie zapowiadał aż tak dobrej historii.

„The Expanse” jest ekranizacją wydanej także u nas powieści Jamesa S.A. Coreya, „Przebudzenie Lewiatana”. To solidna space-opera z domieszką czarnego kryminału, której fabuła toczy się  w scenerii dwudziestego trzeciego wieku, w zaludnionym Układzie Słonecznym.  Historia rozgrywa się na kilku płaszczyznach i trochę czasu musi zająć, zanim dokładnie zorientujemy się w nowym, geo-politycznym układzie. Ziemia i Księżyc rządzone są przez  Narody Zjednoczone. Mars wybił sie na niepodległość i jest militarną potęgą. Wewnętrzne planety Układu Słonecznego uzależnione są od dostaw z tzw. Pasa, czyli zespołu asteroid, na których znajdują się stacje, będące odpowiednikami ziemskich portów przeładunkowych. Pas pozostaje wciąż pod kontrolą Ziemi, ale władze Marsa z pewnością bardzo chętnie przejęłyby nad nim kuratelę. Dla żyjących tu ludzi, nazywających się Pasiarzami, możliwość konfliktu nie zmieniłaby wcale ich sytuacji – są po prostu tanią siłą roboczą i sami marzą o niezależności. Z tego pragnienia rodzą się rzecz jasna różne polityczne ruchy i bojówki, a oliwy do ognia dolewa swoimi działaniami, na razie mocno niedookreślony w zaprezentowanych dotychczas odcinkach, Sojusz Zewnętrznych Planet.

Pilot „The Expanse” był nie tylko przeładowany tego rodzaju informacjami odnośnie świata przedstawionego, ale także miał dość chaotyczną ekspozycję, w której prezentowano nam kluczowych dla fabuły bohaterów. Na Ceres, jednej ze stacji Pasa poznaliśmy policyjnego detektywa Joe Millera, który oprócz tego, że zajmuje się utrzymywaniem ładu i porządku, prowadzi samodzielne śledztwo w sprawie zniknięcia sympatyzującej z rewolucyjnymi ruchami  córki lokalnego prominenta. Na Ziemi toczy się wątek kobiety ze szczytów władzy o wyraźnie indyjskim rodowodzie, która zajmuje się sprawami bezpieczeństwa. I wreszcie trzecie miejsce akcji, czyli kosmiczny holownik lodu  „Cantenbury”, na którym od lat pełni służbę posiadający ziemski rodowód Jim Holden. To właśnie za jego sprawą, „Cantenbury” odpowiada na tajemniczy sygnał SOS i rusza na ratunek, co będzie miało  najistotniejszy wpływ na dalsze losy fabuły i z biegiem czasu powiąże wszystkie wątki.

Z pewnością pierwszy odcinek wymaga od widza sporo skupienia, bo dzieje się w nim dużo i poznajemy wielu bohaterów. Ekspozycji brakuje niestety płynności pamiętnego, wyjątkowego pilota „Battlestar Galactica”, w którym też przecież mieliśmy wiele postaci, ale w fabułę wchodziło się znacznie łatwiej. „The Expanse” broni się jednak obraną tematyką – na razie nie mamy tu żadnych obcych, rozpalających wyobraźnie międzygalaktycznych konfliktów, czy jasnego podziału na dobrych i złych. Jest za to wiarygodny portret naszej hipotetycznej, dalekiej przyszłości, który tkwi niebezpiecznie blisko znanych nam historycznych realiów –  jak żywo przypomina dawne, kolonialne podziały. Pytanie, czy dzisiejszy widz chce oglądać tego rodzaju  science-fiction, zmuszające nasze szare komórki do efektywniejszej pracy?  Ciekawa rzecz, bo wygląda na to, że przez te kilka lat od zakończenia „Battlestar Galactica” po prostu odzwyczailiśmy się od bardziej skomplikowanych, kosmicznych fabuł. A przecież „The Expanse” oferuje również i tajemnicę w początkowej sekwencji,  i kosmiczne bitwy, z tymże bardziej kładzie ciężar na wiarygodność przedstawianej, odległej w czasie  wizji, co w dobie szaleństwa wokół „Przebudzenia Mocy” może wydawać się strzałem w stopę. Nowy serial to zatem rodzaj alternatywy dla widzów poszukujących czegoś zupełnie odmiennego od gwiezdnej sagi. Gdyby jeszcze twórcy, oraz wykonawcy najważniejszych ról  bardziej zadbali o rozwój, charyzmę i wiarygodność swoich bohaterów (błagam, Thomas Jane z tym kapelutkiem na głowie!?), mielibyśmy do czynienia z naprawdę znakomitym science-fiction. Ale nie ma co narzekać,  jak na razie  i tak jest bardzo dobrze.

 

Sexy Star Wars DB
Poprzedni

Gwiezdne Wojny dla dorosłych [galeria NSFW]

Vue Movie
Następny

Carol - zakochane kobiety [recenzja] [film] [dramat] [romans]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

1 Comment

  1. 2015-12-20 at 16:17 — Odpowiedz

    Najlepsza space opera ever! Chociaz dopiero jestem na drugim tomie, ale jeżeli będa trzymali się książkowej fabuły to wróżę sukces własnie na miarę Battlestar Galactica.

Dodaj komentarz