SERIALE 

The Path – niebezpieczeństwa wiary [recenzja]

Pozostająca w cieniu Netflixa internetowa platforma Hulu ma ostatnio dobrą, serialową passę. Po ciepło przyjętej przez widzów ekranizacji książki Stephena Kinga „11.22.63”, przyszedł czas nowy, intrygujący serial – The Path”.
Eddie, bohater „The Path” zaczyna na własną rękę dochodzić prawdy kryjącej się za fasadami. A jak to zwykle bywa, droga do prawdy może okazać się niezwykle niebezpieczna.

Patrząc na główne nazwiska obsady, wydaje się, że z taką ekipą można serial brać w ciemno. Aaron Paul, Michelle Monaghan i Hugh Dancy powinni gwarantować przynajmniej przyzwoitą jakość produkcji, ale pamiętając wypadek przy drugim sezonie „Detektywa”, czasem nawet nazwiska z pierwszej, aktorskiej ligi nie są w stanie pomóc. Na całe szczęście, nowy serial platformy „Hulu” intryguje swą historią od pierwszych minut i po dwóch jak na razie wyemitowanych odcinkach, rośnie głód na kolejne.

Zaskakuje przede wszystkim apokaliptyczne w swym wymiarze wprowadzenie. Oto widzimy jakiś tajemniczy, chaotyczny krajobraz, na pierwszy rzut oka kojarzący sie z porzuconym, nieuporządkowanym wysypiskiem. Po chwili okazuje się, że to wcale nie jakieś porzucone miejsce, pojawiają się w nim kolejni, zdezorientowani i ciężko doświadczeni  ludzie i dopiero po jakimś czasie wyjaśnia się, że to po prostu obraz zniszczeń po tornadzie. Można przypuszczać, że  zgodnie z zamierzeniem twórców powinniśmy również traktować tę sekwencję jako metaforyczny obraz współczesnego świata. W ów świat wkracza po kilkunastu sekundach porządek w postaci uporządkowanego konwoju pojazdów, z których wysypują się niosący pomoc woluntariusze.   Jak się niebawem okazuje, są to członkowie religijnego ruchu (a nie kultu, czy sekty – jak wielokrotnie podkreślają poszczególni bohaterowie) pod nazwą Meyerizmu. Ów ruch posiada wyraziste logo, choć akurat wszystkowidzące, otoczone promienistym ornamentem oko wcale nie musi kojarzyć się pozytywnie. Tak też będzie od początku – twórcy budują przed nami wiarygodny, sprawiający pozytywne wrażenie obraz Meyeristów, z własnymi, uniwersalnymi zasadami, których należy ściśle przestrzegać. ale kolejne elementy układanki świadczą, że ów obraz wcale nie jest tak różowy, jak z pozoru wygląda.

Centralną postacią dramatu jest Eddie, bohater grany przez pamiętnego z „Breaking Bad” Aarona Paula. Eddie to mężczyzna z burzliwą przeszłością, naznaczony śmiercią uzależnionego od narkotyków brata. Spokojną przystań i rodzinne szczęście odnalazł dopiero pod skrzydłami Meyerizmu – ma trójkę dzieci i kochającą żonę, Sarę (w tej roli Michelle Monaghan), która jest jednym z filarów ruchu. Natomiast wspomniany wyżej Hugh Dancy (wreszcie z nową, bardziej męską fryzurą niż ta z „Hannibala”) gra tu zaradnego i zarazem ślepo wierzącego w swe powołanie wicelidera Meyerizmu. Największa zagadka fabularna dotyczy na razie samego Mayera, twórcy ruchu i jednocześnie autora „Biblii” mayeristów, książki pod tytułem „Drabina”, w której wyłożone są nie tyle zasady rządzące tą społecznością, co sam sposób postrzegania świata i człowieczej w nim roli. Meyeriści mają własne modlitwy, kolejne punkty duchowego wtajemniczenia i wielkie poczucie misji – według nich świat znalazł się właśnie w takim miejscu swojej historii, które przewidział niegdyś ich lider. Lider dodajmy wciąż nieobecny, o którym jedynie się tu mówi, że w odosobnieniu pracuje nad stworzeniem enigmatycznych, ostatnich stopni „Drabiny”. Jednak z przebiegu kolejnych wydarzeń możemy wnioskować, że niekoniecznie ów fakt jest zgodny z prawdą.

Głównym motywem napędzającym fabuły, jest tu – trzeba przyznać, że to dość oryginalny pomysł scenarzystów – kryzys wiary, który ogarnia Eddiego. Co ciekawe, ów kryzys nie jest następstwem lat przemyśleń bądź wątpliwości. Przebywający gdzieś w Meksyku na dwutygodniowych rekolekcjach bohater doświadcza bowiem wizji – ujrzymy ją w okazałości pod  koniec pierwszego odcinka – która wytrąca go z duchowej równowagi i niespodziewanie zasiewa ziarno zwątpienia. Nagle poszczególne zasady i zachowania duchowych współwyznawców zaczynają wydawać mu się nie do końca szczere i Eddie zaczyna na własną rękę dochodzić prawdy kryjącej się za fasadami. A jak to zwykle bywa, droga do prawdy może okazać się niezwykle niebezpieczna – nawet jeśli  bohater odbywa ją wśród najblizszych mu osób.

Twórcom z pewnością należą się brawa za poważne potraktowanie tematu. Nie mamy tu do czynienia z jakimś krzykliwym, opartym na szokowaniu dramatem, tylko z konsekwentnie budowaną wizją, w której uczciwe wyłożone są wszelkie za i przeciw dotyczące nie tylko funkcjonowania pojedynczego, społeczno-religijnego ruchu, ale ogólnie kwestii wiary. Jak bardzo atrakcyjny może być ów motyw, mogliśmy oglądać ostatnio w innym serialu – „Hand of God„. W „The Path” mamy podobny, gęsty klimat oraz podobne pytania, które zaczyna zadawać zarówno główny bohater, jak i w duchu także sam widz. Tylko, czy to w ogóle atrakcyjny materiał na telewizyjny serial? Już samo jego wolne tempo może niektórych odbiorców odrzucić na starcie, ale cóż, po prostu nie wiedzą co tracą. Kwestia wiary, kwestia stojących na przeciwległych szalach w wielu religiach miłosierdzia i fanatyzmu wyznawców, od wieków zapewnia najbardziej spektakularne konflikty w historii świata. Dlatego też jestem pewien, że powolutku rozwijając w serialu poszczególne, kontrowersyjne wątki, twórcy w pewnym momencie doprowadzą do ich zbiegnięcia, które uderzy w nas  z pełną mocą. A zatem jest na co czekać.

Mucha Comics
Poprzedni

Czterej jeźdźcy Apokalipsy - Koniec świata w stylu Expendables [recenzja]

wirus upadek
Następny

Wirus / Upadek - próby wskrzeszenia naprawdę strasznych wampirów [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz