SERIALE 

The Whispers [serial] [thriller] [sci-fi]

Nadchodzi czasem taki moment, nazwijmy go momentem (od)twórczego przesilenia, kiedy ludziom od telewizji kończą się pomysły. Ostatnią deską ratunku staje się wtedy skrywana w zanadrzu producenckich gabinetów maszyna gatunkowo-losująca. Wrzuca się do niej najpierw główny składnik, czyli w tym przypadku opowiadanie Raya Bradbury, a potem maszyna już na chybił trafił dobiera kolejne elementy.  W  efekcie, z takiej mieszaniny powstaje właśnie coś w rodzaju „The Whispers”.

No dobrze, nie ma co narzekać,  mamy przecież początek sezonu ogórkowego. Niby tak, ale skąd w sezonie ogórkowym taki „Hannibal”, czy „True Detective”? I rzeczywiście, w tak zwanym midseason trafiają się coraz częściej telewizyjne perełki, ale lato to przede wszystkim okres serialowych zapychaczy. Część z nich polegnie po pierwszym sezonie, niemniej podstawowy plan zapełnienia czasu antenowego czymś nowym zostanie zrealizowany i odhaczony. A my przecież często łapiemy się na coś nowego, bo filmowcy nauczyli się przynajmniej robić dobre trailery do takich sobie seriali. Poza tym zawsze będziemy pragnąć nowych wrażeń i nowych historii, niekoniecznie tak mrocznych i pojechanych jak „Hannibal”. Oglądając wakacyjny serial można sobie przysnąć bez większych konsekwencji i dla samego siebie i dla fabuły. W zeszłym roku miałem tak z „Extant”, którego oglądanie odpuściłem bodajże po siódmym odcinku, ale może kiedyś jeszcze do serialu wrócę. Coś czuję, że to samo będę miał z „The Whispers”, choć muszę przyznać, że z takim połączeniem nie miałem jeszcze do czynienia.

A zatem, co w przypadku „The Whispers” wrzucono do maszyny gatunkowo-losującej? Ze dwa, może trzy horrory o dzieciakach, które mają kontakt z nadprzyrodzoną siłą. Dzieci zawsze lubią sobie  poszeptać z kimś, kogo dorośli nie są w stanie zobaczyć, ani usłyszeć, no i lubią też sobie pograć. W „Whispers” maluchy gadają i bawią się z niewidocznym mości Drillem, który zachęca je przykładowo do zdetonowania bomby, bądź włamania się do służbowego komputera rodzica. Co dalej? Do maszyny wrzucono też pierwszy sezon „Homeland”. Dlatego też, z całego ambarasu z dzieciakami i ich niewidzialnym rozmówcą robi się nagle realne zagrożenie terrorystyczne. Jest tu też pewien brodaty i wytatuowany pan, który zachowuje się jakby wyprano mu mózg i może nie będę teraz więcej zdradzał. Co tam jeszcze wpadło do maszyny? Na pewno szczypta „Zagubionych”, bo jest i samolot, który znika z radarów na dalekiej północy, a potem jest jeszcze tajemnicze znalezisko gdzieś na afrykańskiej pustyni, z tym znikniętym samolotem w roli głównej. Są jeszcze agenci FBI, bo od czasów Muldera i Scully agenci FBI zajmują się w amerykańskich serialach przede wszystkim zjawiskami paranormalnymi. Dobrze przynajmniej, że w roli głównej jest przyciągająca uwagę Lily Rabe, która, przyznajmy to uczciwie, więcej do zagrania miała jednak w „American Horror Story”. W każdym razie jest tajemniczo, niby nie wiadomo o co chodzi, ale jeśli w amerykańskim serialu nie wiadomo o co chodzi, to jest wielce prawdopodobne – i nie jest to żaden spoiler, tylko samoistnie nasuwający się wniosek – że za wszystkim stoją kosmici.

Na nasze szczęście, mamy tę całą maszynę gatunkową-losującą. Podejrzewam, że w momencie gdy zabrakło w telewizji „Z Archiwum X”, amerykańskim filmowcom dostarczyło maszynę słynne, zwariowane trio Samotnych Strzelców z produkcji o Mulderze i Scully (tak, tak,  wiem że Samotni Strzelcy mieli przez chwilę własny serial). Dzięki temu, co roku dostajemy w formie zapakowanego w lekko kuriozalną fabułę instruktażu kilka produkcji, które uczą nas jak powinniśmy zachować się w przypadku niespodziewanej inwazji Obcych. Co więcej,  sam fakt że „Z Archiwum X” wraca niedługo na ekrany świadczy o tym, że inwazja jest pewnie bliżej, niż moglibyśmy przypuszczać. A zatem oglądajmy letnie seriale i czerpmy z nich naukę. Bo tylko dzięki nim będziemy wiedzieli co należy uczynić, kiedy kosmita zapuka do naszych drzwi.

Mucha Comics
Poprzedni

Chew #2: Międzynarodowy smak [recenzja]

Vesper
Następny

Terror [patronat]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz