SERIALE 

Trapped – uwięzieni w koszmarze [recenzja]

W zeszłym roku mieliśmy tajemniczy kryminał w bardzo mroźnej scenerii w postaci „Fortitude”, a w tym roku możemy obejrzeć równie ekstremalny pogodowo, islandzki „Trapped”.
Historia w „Trapped” rozgrywa się nieśpiesznie, oferując w zamian coraz to bardziej intrygujące zwroty akcji.

Tytuł właściwie mówi nam już wszystko, jest on idealnie dobrany do charakteru i rozwoju fabularnych wydarzeń. Oto do niedużego, islandzkiego portu przypływa górujący nad miasteczkiem, duński prom, a w tym samym czasie miejscowy kuter wyławia z wody brutalnie okaleczone ciało – bez głowy i z poucinanymi kończynami. Lokalna policja dochodzi do wniosku, że do morderstwa musiało dojść na promie, ponieważ na miejscu takie rzeczy po prostu się nie zdarzają. Ponad setka pasażerów i pracownicy duńskiego giganta muszą zostać przepytani i najlepiej odizolowani. Nie jest to łatwe do przeprowadzenia, zwłaszcza że w komisariacie pracują zaledwie trzy osoby, wezwana ze stolicy pomoc nie jest w stanie przybyć z powodu fatalnych warunków pogodowych. Na dodatek wygląda na to, że te wydarzenie rozkręca spiralę kolejnych problemów, które coraz bardziej komplikują sytuację nieprzygotowanych na eskalację wydarzeń stróżów prawa i pozostałych mieszkańców miasteczka.

To zaledwie zarys skomplikowanej sieci fabularnych powiązań, które zapoczątkowuje odnalezienie niezidentyfikowanego przez długi czas ciała. Na dodatek historia rozgrywa się tu nieśpiesznie, czyli tak jak powinna w solidnych kryminałach, oferując w zamian coraz to bardziej intrygujące (oraz  podawane przy dźwiękach tworzących mroczną atmosferę instrumentów smyczkowych) zwroty akcji. Gęstniejąca atmosfera jest tu idealnie zrównoważona z rozwojem fabuły, sieci zależności między bohaterami coraz mocniej pogmatwane, a widz z każdym odcinkiem coraz bardziej przytłoczony wydarzeniami mającymi posmak koszmaru, z którego nie widać możliwości ucieczki. Niektórych odbiorców być może powolny rozwój historii nieco znuży, ale to dreptanie w miejscu ma swój posępny urok, który sprawia, że po obejrzeniu epizodu natychmiast chce się odtworzyć kolejny.

Na pewno „Trapped” nie uniknie porównań z wspomnianym we wstępie „Fortitude” (może też się nałożyć „Sztorm stulecia” według scenariusza Kinga). W obu serialach mamy brutalne morderstwo, zimową scenerię, małe, odizolowane miasto i skrywane pod maską normalności, buzujące, ludzkie emocje. Jest jeszcze podobny motyw wtargnięcia do miasteczka wielkich inwestorów, a zatem i wielkich pieniędzy, które mogą zakłócić spokojny (na pozór) rytm życia mieszkańców. Są jednak między serialami podstawowe różnice, które tym bardziej powinny cieszyć widza lubującego się w mroźnych klimatach i skomplikowanych zagadkach kryminalnych.

W „Fortidude” fascynowała właśnie sama zagadka i gatunkowa niedookreśloność, przez długi czas tak naprawdę nie było do końca wiadomo czy mamy do czynienia jedynie z kryminałem, czy też może z horrorem science fiction. „Trapped”, mimo że nic w sobie z fantastyki nie ma, z horrorem budzi skojarzenia poprzez wspomnianą wyżej, przytłaczającą atmosferę rodem z koszmaru. W „Fortitude” chcieliśmy wyjaśnienia, chcieliśmy dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi, w „Trapped” chcemy, żeby ów niemal nie do zniesienia koszmar, w którym bohaterowie i widz błądzą po omacku, wreszcie się skończył. Chcemy tego tym bardziej, że dość łatwo przychodzi nam utożsamienie się z postaciami serialu, choćby z racji, że odtwarzają je aktorzy z nieopatrzonymi (czyli inaczej niż w „Fortitude”), często przyziemnymi twarzami. No i jest tu jeszcze, oprócz śniegu, mrozu, a nawet lawiny, także ogień, żywioł szczególnie istotny w tym serialu, co widać w dramatycznym prologu z pierwszego odcinka. Ogień pojawia się w „Trapped” nie raz i być może w finale historii jego zadaniem będzie ostatecznie wypalić rany po koszmarnych przeżyciach – jeśli tylko dla bohaterów ów koszmar w ogóle się skończy.

Egmont
Poprzedni

Star Wars Komiks 2/2016: Lando Calrissian - W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku [recenzja]

Egmont
Następny

Cromwell Stone - misterna intryga w oparach grozy [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz