SERIALE 

Tripped – kształcąca podróż przez alternatywne światy [recenzja]

„Tripped” to brytyjski serial science-fiction o podróży przez alternatywne światy, który obywa się bez efektów specjalnych i wystawnych dekoracji.  Nieduży budżet rekompensowany jest ciekawą historią i dwójką wyrazistych, głównych bohaterów.
W warstwie fabularnej „Tripped” można traktować jak połączenie „Wspaniałej przygody Billa i Teda ” z serialem „Sliders: Piąty wymiar”.

Pisaliśmy już kiedyś o specyfice serialowego rynku na Wyspach. Powstaje tam multum seriali, które jednak nie mają takiej siły przebicia jak amerykańskie produkcje.  Ponadto mniej pieniędzy na ich realizację sprawia, że stojące za nimi ekipy muszą naprawdę solidnie pogłówkować i nad scenariuszem, i nad wykorzystywaną na planie scenerią. Najcięższe wyzwania stoją oczywiście przed twórcami seriali fantastycznych – tylko topowe produkcje mogą liczyć na większe fundusze, ale to wcale nikogo nie zniechęca. Co i rusz pojawiają się, zdobywając mniejszą, lub większą popularność seriale, które mimo braku cieszących oczy efektów specjalnych intrygują pomysłem na fabułę oraz urzekają zwyczajnością bohaterów i ich nieopatrzonymi, aktorskimi twarzami („Misfits”, „In The Flesh”). „Tripped” idealnie wpasowuje się w ów trend.

W życiu dwóch kumpli, Milo i Danny’ego, nadchodzi wielka zmiana. Danny właśnie urządza przyjęcie zaręczynowe, za parę miesięcy weźmie ślub i zacznie życie zwyczajnego, dorosłego człowieka z normalną rodziną i przyziemną pracą.  Milo ma z tym problem  – dla niego oznacza to stratę kumpla. Radzi sobie z tym szukając pocieszenia w używkach, ale przez to tylko oddala się od Danny’ego i zawala kilka ważnych spraw, skutkiem czego przyjaciel na swojego drużbę wybiera kogoś innego. I gdy przyszłość wydaje się już przesądzona, życie dwójki bohaterów zostaje wywrócone do góry nogami. Totalnie.

Tak naprawdę przedstawiona powyżej fabuła zarysowana jest w krótkiej retrospekcji z przyjęcia zaręczynowego Danny’ego. Poprzedza ją sekwencja z pierwszych minut serialu, w której pogrążonemu na poły w żalu, na poły w narkotycznym transie Milo przytrafia się coś niezwykłego. W jego mieszkaniu pojawia się nagle, wypadając z jakiegoś czasoprzestrzennego wiru inna wersja jego przyjaciela. Nowy Danny ma długie włosy i brodę, za ubiór służy mu prowizoryczna zbroja, a jeśli jest zbroja, to przecież nie może obyć się bez miecza. Przybysz, bez zbędnych ceregieli wyjawia  odurzonemu Milo, że istnieją miliony alternatywnych światów i w każdym z nich istnieje wersja ich obu. Przez owe światy podąża tajemniczy zabójca z zamiarem usunięcia wszystkich wersji pary bohaterów.  Po tych słowach ów enigmatyczny osobnik natychmiast się pojawia , również z mieczem w ręku i między nim, a kozackim odpowiednikiem Danny’ego rozpoczyna się bezpardonowa walka. Jej bezpośrednią konsekwencją będzie początek szalonej podróży „naszej” dwójki bohaterów przez alternatywne światy.

W warstwie fabularnej „Tripped” można traktować jak połączenie „Wspaniałej przygody Billa i Teda ” z serialem „Sliders: Piąty wymiar”. Mamy dwójkę kumpli, nie aż tak nierozgarniętych jak para z kultowego filmu, ale przeżywających trochę pokrewne perypetie, tyle że w równoległych światach. Owszem, sporo tu rubasznego i sytuacyjnego humoru, ale z czasem przebijają  spod niego coraz poważniejsze tony. W każdym ze światów bohaterowie natykają się na inny obraz rzeczywistości i samych siebie, doświadczając życiowych paradoksów i zaczynając rozumieć nieprzewidywalność losu. Z jednej strony jest to klasyczna opowieść o końcu niewinności i nieuniknionym wejściu w dorosły wiek, z drugiej przypowiastka o dokonywanych wyborach, których istoty zdarza nam się czasem nie dostrzegać. Co ciekawe, twórcy postanowili nie ciągnąć przygód bohaterów przez niezliczoną ilość odcinków – „Tripped” ma raptem cztery epizody, które w zupełności wystarczają, by przeprowadzić tę dwójkę przez koleiny alternatywnych żywotów, na koniec stawiając jednego z nich przed najtrudniejszym z wyborów. Finał zapowiada co prawda dalszy ciąg, choć nie wiem, czy nie lepiej byłoby zamknąć tę historię w tych czterech, intensywnych odcinkach. Cóż, takie są prawa serialowego świata i może zobaczymy jeszcze kolejne przygody Milo i Danny’ego, choć oni sami woleliby już pewnie mieć święty spokój i na dobre wrócić do domu i najlepiej, gdyby ów dom znowu nie okazał się alternatywnym.

Miss Mosh DB 53
Poprzedni

Miss Mosh - nowoczesny, agresywny pin-up [galeria NSFW]

Blastr
Następny

Stephen King kontra Archiwum X

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz