SERIALE 

Wrecked – kpina z „Zagubionych” [recenzja]

„Wrecked” to serial w sam raz na lato. Śmieszy może tylko momentami, ale za to idealnie odmóżdża.
Inspirujący się „Zagubionymi” „Wrecked” zakrawa na świętokradztwo, bowiem jego bohaterowie to po prostu banda idiotów, na dodatek pozbawionych survivalowych zdolności.

Kilka lat po zakończeniu emisji „Zagubionych” legenda serialu wciąż trwa i jest on powszechnie uznawany za jedną z najważniejszych produkcji w historii telewizji. Choć nie do wszystkich trafiały zaproponowane przez twórców fabularne rozwiązania, to jednego nie można „Zagubionym” odmówić – pamiętnej galerii bohaterów. „Lost” to kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) postaci, z których każda miała do odegrania w serialu istotną rolę, a jeśli na skutek fabularnych zawirowań ktoś z obsady musiał nagle pożegnać się z produkcją, widzowie zawsze ciężko to przeżywali. Tymczasem inspirujący się „Zagubionymi” „Wrecked” zakrawa na świętokradztwo, bowiem jego bohaterowie to po prostu banda idiotów, na dodatek pozbawionych survivalowych zdolności i znajdujących się w dokładnie w takim samym położeniu, co pasażerowie niefortunnego lotu samolotem linii Oceanic Airlines z kultowego serialu.

W pierwszych minutach „Wrecked” oglądamy sceny żywcem wyjęte z pierwowzoru, choć oczywiście są to sceny z komediowym naddatkiem. Przeżywamy moment katastrofy samolotu, a potem chaos na plaży, wśród szczątków wraku. Mamy nawet bohatera bardzo przypominającego Jacka Shepparda, którego dalsze ekranowe losy różnią się bardzo od tych, doświadczanych przez postać odtwarzaną przez Matthew Foxa. Przede wszystkim zaś obserwujemy irracjonalne, choć kto wie – może tak naprawdę bliższe rzeczywistości zachowania poszczególnych bohaterów. Dostajemy festiwal dezorganizacji i nieprzystosowania współczesnych mieszkańców globalnej wioski do nowych, mało cywilizowanych warunków i głównie na tym właśnie kontraście opiera się w dwóch pierwszych odcinkach fabuła serialu. Dzięki zestawieniu przyzwyczajonych do wygodnego życia bohaterów z „urokami” (chyba) bezludnej (też chyba) wyspy, co i rusz dostajemy próbkę humoru, najczęściej sitcomowego z ducha. Trochę tu absurdu, trochę żartów cięższego kalibru, ale to wszystko dosyć łatwo wchodzi, bo przecież obserwowanie w akcji grupki często niefrasobliwie poczynających sobie nieudaczników, ma momentami działanie wręcz terapeutyczne.

Taki to zatem serial. Owszem, średniak, ale z zaskakującym potencjałem, co daje się odczuć w kilku naprawdę pomysłowych scenach. Dobrze by było, gdyby twórcy pokombinowali trochę bardziej w stronę wyśmiania mitologii „Zagubionych”, bo czyż nie jest ona sama w sobie znakomitym materiałem na błyskotliwą parodię? Dlatego przydałoby się we „Wrecked” mniej grubo ciosanego humoru (ciut zbyt częste scenki z wymiotowaniem), a więcej finezji i absurdu. Być może obecność w projekcie Rhysa Darby (jeśli nie kojarzycie, przypomnijcie sobie trzeci epizod nowej serii  „Z Archiwum X” i jego rolę nietypowego potwora) daje nadzieję na większą dawkę inteligentnego humoru, choć na ten, który jak na razie ofiaruje „Wrecked” nie ma co narzekać. Oglądamy, prawie nie myślimy i zaśmiewamy się z tego, co przytrafia się innym, podobnym nam zwykłym ludziom postawionym w obliczu niesprzyjających okoliczności. Sorry, jeśli zabrzmiało to trochę jak pewnego rodzaju sugestia.

 

Scream Comics
Poprzedni

Przed Incalem - klarowny Jodorowsky [recenzja]

Alias1
Następny

Jessica Jones: Alias #1 - porządna detektywistyczna opowieść [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz