KOMIKS 

All New X-Men #2: Tu zostajemy – starzy kontra młodzi [recenzja]

Pierwszy skład X-Men, jeszcze z czasów gdy tworzył ich Stan Lee, trafia do współczesności, kiedy to mutanci przeżywają kolejny wielki kryzys. Naiwni, ufni i pełni wiary w utopijne ideały zostają skonfrontowani z realiami zupełnie odstającymi od ich młodzieńczych wyobrażeń. Mimo to postanawiają zostać.

Bendis tworzy mnóstwo niuansów i niejednoznaczności sprawiając, że wszystkie relacje nabierają rumieńców i wywołują autentyczne emocje, a z mało porywających bohaterów tworzy pełnokrwistych buntowników.

“Tu zostajemy” uspokaja nieco akcję. Po intensywnych wydarzeniach z poprzedniego tomu, pełnych nieporozumień, walk i zaskoczeń, napięta atmosfera opada, a do głosu dochodzi wreszcie rozum. Z nową sytuacją oswajają się zarówno starzy X-Men jak i młodzi, ale też Avengersi i radykałowie Cyclopsa. Bendis w swoim stylu skupia się na relacjach między większością bohaterów i pogłębia ich charakterologicznie, ale na pierwszy plan wysuwa młodego Scotta Summera i Jean Grey. I robi to w naprawdę dobrym stylu, bo oba wątki są faktycznie tymi najbardziej wciągającymi. Summers, na którym ciąży piętno starszego ja, wcale nie próbuje się pogodzić z zastaną rzeczywistością, choć wyraźnie mu ona doskwiera. Grey znacznie szybciej odkrywa swoje moce, ale wraz z nowymi doświadczeniami i brakiem Xaviera, który by ją ukierunkował, pojawiają się nieco mroczniejsze ścieżki (ale przy tym bardzo intrygujące), którymi może podążyć bohaterka. Okazuje się, że obie postacie muszą w jednej chwili zrezygnować ze swych młodzieńczych ideałów i w mgnieniu oka dorosnąć, a nowi wychowawcy wcale im tego nie ułatwiają.

Bendis tworzy mnóstwo niuansów i niejednoznaczności sprawiając, że wszystkie relacje nabierają rumieńców i wywołują autentyczne emocje, a z mało porywających bohaterów tworzy pełnokrwistych buntowników chcących wziąć sprawy w swoje ręce. Zresztą cała opowieść opiera się praktycznie na postaciach, niewiele tu emocjonujących wydarzeń w postaci bitew i potyczek, za to sporo rozmyślań i odrobina humoru. I bardzo dobrze, bo takie historie o superbohaterach walczących z własnymi uczuciami, wątpliwościami i problemami natury etyczno-moralnej znacznie bardziej do mnie przemawiają niż epickie pojedynki na lasery i moce. Poza tym “Tu zostajemy” to na pewno cisza przed ogromną burzą, więc tym bardziej Bendsowi należy się uznanie za rozwijanie bohaterów.

W albumie na trzy rozdziały obowiązki rysownika przejmuje David Marquez, którego kreska jest bardziej sztywna od tej Immonena, a autorowi brakuje nieco warsztatu, ale w ogólnym rozrachunku jego rysunki wypadają całkiem nieźle. Graficznie więc zachowana jest ciągłość, co bardzo lubię.

“Tu zostajemy” solidnie i w interesujący sposób rozwija pomysł skonfrontowania “starego” z “nowym”, łączy nowoczesną dynamikę narracji z kwestiami z zupełnie innej epoki i jak przystało na komiks superbohaterski dostarcza solidnej rozrywki na wysokim poziomie.

Ipecac
Poprzedni

Houston - narodziny Dark Marka [recenzja]

kosogłos 2
Następny

Igrzyska śmierci - nie tylko Kosogłos [ranking]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz