KOMIKS 

Arab Przyszłości – mocny kandydat na komiks roku [recenzja]

W komiksowej autobiografii Riada Sattoufa jest i śmieszno, i straszno, a przede wszystkim fascynująco. Głównie przez fakt, że wydarzenia i różne części arabskiego w większości świata, obserwujemy z perspektywy kilkuletniego dziecka.
W „Arabie Przyszłości” używając narracji z dziecięcej perspektywy, autorowi udaje się odmalować całą złożoność kulturowych niuansów i absurdów obecnych w krajach rządzonych przez arabskich dyktatorów.

Komiks ma charakterystyczny podtytuł: „Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1978-1984)”, a jego narrator „kupuje” nas już od pierwszego kadru i jego opisu.  Widzimy na nim uroczego malucha z imponującą blond czupryną, który przedstawiając się z imienia, zaczyna opowieść prawdziwie zabójczym w takich ustach stwierdzeniem: „W 1980 roku miałem dwa lata i byłem mężczyzną idealnym”.  Nie jest to rzecz jasna pierwszy w literaturze i sztuce komiksowej zabieg, kiedy chłoniemy świat przedstawiony z dziecięcej perspektywy, wystarczy choćby przypomnieć pierwszy tom „Persepolis” Marjane Satrapi. Zresztą z tym dokładnie tytułem „Arab przyszłości”, przez poruszaną tematykę i geograficzne osadzenie fabuły z pewnością nie uniknie porównań. Choć w zasadzie nie ma sensu tych dzieł porównywać, tylko najlepiej czytać symultanicznie, bo chyba lepiej opisanej historii i narodowych uwikłań na Bliskim Wschodzie, w literaturze i to nie tylko komiksowej, nie znajdziemy. Owszem, są jeszcze reportażowe „Kroniki Jerozolimy” Delisle’a, czy „Palestyna” Sacco, ale  to jednak dzieła w swoim charakterze odmienne. Natomiast „Arab przyszłości” wraz z „Persepolis” tworzą wyjątkowy duet i unikatowe spojrzenie na zawiłości Bliskiego Wschodu. Okazuje się bowiem, że używając narracji z dziecięcej perspektywy, autorowi udaje się odmalować całą złożoność kulturowych niuansów i absurdów obecnych w krajach rządzonych przez arabskich dyktatorów. W „Persepolis” dostawaliśmy opowieść o Iranie z czasów rewolucji islamskiej i rządów Chomeiniego, zaś Riad Sattouf cofa nas do czasów libijskiej dyktatury Kaddafiego i syryjskiej Hafiza al-Asada (czyli ojca dzisiejszego prezydenta najciężej doświadczonego w ostatnich latach państwa na świecie).

No dobrze, powróćmy może do kwestii bujnych blond włosów u bohatera opowieści – skąd ów kolor? Otóż jest efektem międzynarodowego małżeństwa. Ojcem chłopca jest bowiem studiujący w Paryżu Syryjczyk, a matką blond włosa Francuzka. Co ciekawe, matka młodziutkiego bohatera jest w tej historii obecna właściwie tylko fizycznie – niemal się nie odzywa i nie reaguje emocjonalnie (choć jeśli już jej się to zdarza, zawsze adekwatnie komentuje absurdalną rzeczywistość wokół) i wiecznie podąża za miotanym przez los i targanym wewnętrznie przez wygórowane oczekiwania od życia  mężem. Abdel-Razak jest w tej historii postacią najważniejszą, nawet w opisie na okładce znajdziemy fragment, w którym „Arab przyszłości” określany jest jako autobiografia o dzieciństwie spędzonym w cieniu trzech dyktatorów: Mu’ammara al-Kadafiego, Hafiza al-Asada i własnego ojca. Przy takim wyłożeniu sprawy moglibyśmy sądzić, że w komiksie czeka nas coś wyjątkowo strasznego i przykrego, portret tyrana, który niewoli swą rodzinę. Otóż nic bardziej mylnego – ojciec Raida to dyktator w dużym stopniu żałosny, utkany z próżnych nadziei i własnego, nie wyróżniającego się niczym istotnym stylu życia. Na ów styl życia składa się narodowość, płeć, plus garść stereotypowych przekonań i uprzedzeń, które tworzą na poły zabawną, na poły przewidywalną mieszankę obywatela arabskiego świata, pozującego na patriarchę, a nie posiadającego ku temu właściwie żadnych predyspozycji. Dlatego dziwi, podążająca za takim typkiem (mimo wszystko pokazanym w komiksie z odcieniem synowskiej, pobłażliwej miłości) bez słowa żalu francuska żona, ale pamiętajmy, że fabuła rozgrywa się kilkadziesiąt lat temu, w trochę bardziej „męskim” jeszcze świecie, niż dzisiaj. Dodajmy, że ów męski świat, pod rządami wymienionych powyżej dyktatorów staje się dodatkowo światem maskowanej usilnie przez swych architektów klęski. Klęski, którą z prawdziwie groteskowym zacięciem obnaża autor komiksu, punktując wszelkie absurdy dyktatorskich form sprawowania rządów.

Pamiętający PRL czytelnicy powinni bardzo dobrze (acz pewnie niechętnie)odnaleźć się w opisywanej przez autora rzeczywistości. Kraj wyglądający jak wieczny plac budowy, talony na żywność, dziwaczne zarządzenia władz – to wszystko przypomina nam obserwacje poczynione w filmach przez Stanisława Bareję. W takiej perspektywie znika rzecz jasna bardziej dosadna, ciemna strona poszczególnych dyktatur, w czasie trwania których wiele osób było przecież niesłusznie szkalowanych, więzionych lub nawet poniosło śmierć. Droga twórcza  Barei i Sattoufa, uciekająca od martyrologii, stoi po prostu bliżej życia, bliżej zwykłej codzienności. Posługiwanie się ostrzem satyry i zogniskowanie uwagi na absurdach, w przypadku konsekwentnie realizowanej koncepcji formalnej, jest w stanie w niespodziewanym stopniu obnażyć skalę zakłamywania rzeczywistości. W „Arabie Przyszłości” ta forma, to podobnie jak w „Persepolis” cartoonowe z ducha rysunki, „niepoważne” z założenia i z pełną świadomością uciekające od realistycznej kreski. Sattouf nie waha się przy tym odmalowywać niektórych wydarzeń grubszą kreską, używając czarnego humoru i nurzając rzeczywistość w odmętach zaskakującej, dziecięcej irracjonalności. Pamiętajmy, że mały bohater komiksu dopiero poznaje świat, dopiero wyrabia sobie na jego temat pogląd. Ów świat często  aż kłuje nas w oczy swoją nieprawdą, swym zafałszowaniem, a ów efekt jest przez autora osiągany dzięki bezlitośnie uczciwemu sportretowaniu społeczności bliskowschodniego tygla, obarczonej stereotypami na swój temat, ale też wcale nie mającej zamiaru wychodzić poza ów krąg. Społeczności, która chcąc nie chcąc, jakoś w tym dziwacznym świecie próbuje żyć. Mimo wszystko, ów dziwaczny świat wciąż wydaje się lepszy od takiego, który ulega rozpadowi. Bo kiedy nie da się już żyć w rozpadającym się świecie, po prostu trzeba z niego uciekać. Ale o tym, my wszyscy w Europie od jakiegoś czasu doskonale zdajemy sobie sprawę, nie za bardzo przy tym wiedząc, co z tym „fantem” uczynić.

T-shirt Vortex
Poprzedni

Najlepszy cosplay (XIII) – Batgirl v Supergirl [galeria]

MOON DB
Następny

MOON - zmysłowy i ulotny desing [galeria]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz