KOMIKS 

Azymut #1: Poszukiwacze zaginionego czasu – zjawiskowa fantasy [recenzja]

Już dawno nie widziałem tak pięknego, urodziwego i dziwnego komiksu. Pierwszy tom “Azymutu” to świetne otwarcie obiecującego cyklu fantasy.

Pamiętacie “Przygody Barona Munchausena” Terry’ego Gilliama? Album Lupano i Andreae to mniej więcej ten sam poziom szaleńczej, baśniowej kreatywności. Co prawda nie ma w nim tak ogromnej ilości absurdalnego humoru, ale ten nadrabiany jest przez nieokiełznaną wyobraźnię obu autorów.

Świat Azymutu opiera się wielu prawom fizyki. Czas jest tu czymś namacalnym, można go stracić, zdobyć, sprzedać. Funkcjonuje w nim wiele gatunków osobliwych zwierząt ściśle z tym czasem związanych, oddziałujących nań, wykorzystujących jego właściwości. Ich fenomenem zajmuje się ekscentryczny profesor Arystedes Brelokint, którego losy zostaną związane z łowcami nagród ścigającymi zjawiskowo piękną złodziejkę królewskich klejnotów.

Tym co najbardziej zachwyca w albumie są przecudne ilustracje Jean-Baptiste Andreae – próbkę jego możliwości znajdziecie w naszej galerii. Artysta kreuje niezwykle wciągający wizualnie świat, pełen ciepłych kolorów, uroczych i osobliwych pejzaży, pomysłowo zaprojektowanych urządzeń, fikuśnej fauny i flory, cudacznych osobników (tzw. dziwoszków rodzących się z jaj mechanicznych ptaków) i czarownych piękności. Ten śliczny obrazek dopełniają jeszcze groteskowe postacie ludzkie, z których każda jedna ma w sobie coś dziwacznego. Tym samym grafika po prostu oszałamia.

Ale jest jeszcze przecież fabuła. Ta wciąga na równi z rysunkami. Wilfrid Lupano serwuje intrygującą mieszankę surrealizmu, realizmu i fantastyki. Wymyślony przez siebie świat (łączący steampunk z clockpunkiem) zapełnia przedziwnymi zjawiskami, zasadami, ekscentrycznymi bohaterami i szaloną akcją rozbitą na kilka intrygujących wątków. Pomysł zniknięcia Bieguna Północnego i związane z tym konsekwencje jest nietuzinkowy i naprawdę ciekawy.

“Azymut” to jedna z najoryginalniejszych serii frankofońskich jakie pojawiły się w ostatnim czasie na naszym rynku. Urocza, zabawna, pomysłowa, garściami czerpiąca z fantastyki przygodowej spod znaku Juliusza Verne’a, którą ogranicza jedynie wyobraźnia autorów, a ta jest przecież ogromna i nieposkromiona. Bawiłem się przy tym komiksie jak prosię.

Warner Bros
Poprzedni

Duch, który nawiedził sielską Amerykę

closer to the people
Następny

Closer to the People - Tanita Tikaram inna niż kiedyś [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz