KOMIKS 

Azymut #2: Niech piękna zdycha – w poszukiwaniu ptaka czasu [recenzja]

W drugim tomie “Azymutu” mamy do czynienia z jeszcze większą ilością zwariowanych i nieszablonowych pomysłów oraz fenomenalnych ilustracji, od których nie można oderwać wzroku.

Lupano kontynuuje wątki rozpoczęte w “Poszukiwaczach zaginionego czasu”, jednym pozwala rozwinąć się i odkryć swe tajemnice, inne gmatwa jeszcze bardziej podsuwając kolejne nieoczywiste tropy. Balonowi uciekinierzy trafiają do osobliwego pałacu w chmurach należącego do Barona Smutka, a detektyw i naukowiec rozwiązują istotną zagadkę postawioną w poprzednim albumie. Te dwa główne wątki w pewnym momencie, zupełnie nieoczekiwanie i tylko na chwilę, przetną się ze sobą, by dalej podążać w wyznaczonym kierunku. Oprócz tego scenarzysta dość enigmatycznie wprowadza kolejne, które zapewne zyskają na znaczeniu dopiero w dalszych tomach opowieści.

Cała intryga rozwija się w wolnym tempie. Lupano trochę chaotycznie przeplata kolejne motywy i można się w nich pogubić, ale za to nieco rozwlekłą fabułę nadrabia wciąż ogromną wyobraźnią. Wymyślony przez niego świat nadal fascynuje bogactwem, szczegółami i niezwykłymi patentami. Bohaterowie rozwijają się w dość nieoczekiwanych kierunkach i zyskują na atrakcyjności, zwłaszcza ci, którzy wcześniej wydawali się mało istotni. Zachwycają przede wszystkim Dziwoczki, istoty zrodzone z jaj, które są tak różne i tak egzotyczne, że nie ustępują nawet piaskowej, zjawiskowej bogini czy złowieszczemu Bankowi Czasu.

Ale te wszystkie kreacje Lupano w ogóle nie robiłyby wrażenia gdyby nie niezwykłe graficzne umiejętności Andreae, który przekuwa oryginalne i nietypowe pomysły w unikatowe obrazy. Każda jedna plansza to małe arcydzieło – pełne szczegółów, niestandardowego podejścia, fantastycznych kolorów i tworów z przeciwległych biegunów estetycznych. W pewnym momencie można się przyłapać, że album bardziej się ogląda niż czyta.

“Azymut” to seria zjawiskowa, która autentycznie zachwyca i porusza wrażliwe struny. Należy ją traktować jako nierozerwalną całość – każdy kolejny tom to dodatkowy fragment większej układanki, której pełny obraz poznamy dopiero w finale. I choć fabuła póki co może sprawiać wrażenie mało wyrazistej, wierzę, że z kolejnymi tomami nabierze większych rumieńców.

POP Films
Poprzedni

Synchronicity - burzliwe zabawy z czasem [recenzja]

Twarz aniola
Następny

Twarz anioła - Sukces i porażka w jednym [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz