KOMIKS 

Azymut #3: Antropotamy Nihilu – przepiękna jazda bez trzymanki [recenzja]

“Azymut” nadal czaruje i zachwyca zjawiskowymi rysunkami Andreae i w końcu, choć jeszcze nieśmiało, zaczyna ujawniać też szerzej zakrojoną intrygę.

“Antropotamy Nihilu”, podobnie jak poprzednie albumy, to nadal zlepek bardzo luźno powiązanych ze sobą scen i wątków, które do pewnego momentu nie zdradzają kierunku i celu zaplanowanej fabuły. Wciąż śledzimy losy kilku postaci, które mniej lub bardziej odkrywają przed nami tajniki świata przedstawionego. Piękna Manii i jej towarzysze uciekają przed bezwzględną matką bohaterki, profesor Arystydes oddaje się szaleńczej misji odkrycia tajemnicy czasu, piaskowa boginka i detektyw trafiają na trop kolejnej zagadki, a hrabia de la Perue na mechanicznym ptaku zmierza w stronę tajemniczej i złowieszczej budowli. Nie wszystkie wątki traktowane są na równi, zwłaszcza ten ostatni, przedstawiony w formie klamry, trochę pretekstowo, ale to w nim zdaje się kryć największy potencjał, źródło całego zamieszania i odpowiedzi na wiele z postawionych do tej pory pytań. Powoli więc, ale konsekwentnie, Lupano zmierza do postawionego przed sobą celu, który w końcu zaczyna nabierać kształtów.

Zanurzanie się w tym świecie, odkrywanie jego walorów i zagadek to czysta przyjemność, której nie da się do niczego przyrównać.

Fabularnie scenarzysta póki co jeszcze nie rozpieszcza ale pod względem kreatywności światotwórczej nie ma sobie równych. Wszystkie detale są niezwykle pomysłowe, dopieszczone pod wieloma względami, spójne, a jako całość robią ogromne wrażenie. Zanurzanie się w tym świecie, odkrywanie jego walorów i zagadek to czysta przyjemność, której nie da się do niczego przyrównać. Zwłaszcza, że serię wizualizuje Jean-Baptiste Andreae, którego styl i kreska autentycznie hipnotyzują. Kolejne dziwności fauny i flory, zapierające dech krainy i niespotykana architektura potrafią skutecznie odwrócić uwagę od fabuły na długi czas.

Fani serii nie będą zawiedzeni, a syndrom odstawienia ponownie da o sobie znać w finale albumu. Do rozwiązania zagadki i zrozumienia o co tak właściwie scenarzyście chodzi jeszcze daleka droga, ale całość jest tak piękna estetycznie i dopracowana w detalach, że nawet jeśli przed nami jest jeszcze kilkanaście tomów, to nikt nie będzie miał tego autorom za złe.

Wydawnictwo Albatros
Poprzedni

Miasto - nieco inny, równie znakomity Koontz [recenzja]

narcos-netflix-1
Następny

Kartele X Muzy - ranking najciekawszych filmów o narko-biznesie

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz