KOMIKS 

Ballada o Halo Jones [recenzja][komiks]

Wydawnictwo Studio Lain kontynuuje przygodę z historiami z legendarnego, brytyjskiego magazynu „2000 AD”. Po „ABC Warriors” i „Absalomie” przyszedł czas na długo wyczekiwany przez polskich czytelników wczesny komiks Alana Moore’a,  space operę „Ballada o Halo Jones”.

Określenie space opera nie do końca pasuje do komiksu Moore’a. Ten podgatunek fantastyki kojarzy się nam zazwyczaj z czymś efektownym i monumentalnym, z dziesiątkami światów i kosmicznych ras, tytaniczną walką i bohaterem rzucanym przez los z miejsca na miejsce. W takim razie, „Ballada o Halo Jones” jest najbardziej przyziemną ze space oper z jakimi miałem do czynienia. Jak ulał pasuje do niej potoczne określenie „brud, smród i ubóstwo”, a wszechobecny w komiksie nastrój beznadziei, potęgowany jest przez czarno-białe rysunki, na których uderzają zmęczone życiem twarze poszczególnych postaci. Co ciekawe, główna bohaterka nie jest wcale marionetką w rękach losu i sama decyduje o swoim życiu, ale za to idąc po linii najmniejszego oporu.  Zresztą w takich, a nie innych warunkach – przeludnienie, brak pracy, obojętność władz – inaczej się nie da. Nie da się również odmówić Halo przysłowiowo ludzkiego pragnienia zmiany. Nieustępliwość i czasem bezradność bohaterki na drodze realizacji tego pragnienia powodują, że między nią, a kibicującym jej poczynaniom czytelnikiem rodzi się pełna zrozumienia, sympatii i współczucia więź. To po prostu normalna, młoda osoba, której przytrafiło się żyć w takich, a nie innych realiach ponurego, pięćdziesiątego wieku. Jest w tym świecie jedną z niewielu postaci, która naprawdę chce coś zrobić ze swoim życiem.  O dziwo, przeszkodą na tej drodze staje sie pełen rozmachu postęp cywilizacyjny, który podążył w zupełnie innym kierunku, niż spodziewała się kiedyś zapatrzona w przyszłość i w jej mamiące obietnice ludzkość.

Fabuła „Halo Jones” rozciąga się w trzech księgach na kilkanaście lat, opisując wkroczenie w dorosły wiek tytułowej bohaterki. Pierwsza księga, rozgrywająca się na olbrzymim, będącym rodzajem getta i pływającym przy wybrzeżach Ameryki „Okręgu”, opowiada o wyprawie Halo i jej najlepszej przyjaciółki Rodice po zakupy, konkretnie po nowe ciuchy. Już na samym początku opowieści  Moore igra sobie z konwencją, kpiąc z ogranego w fantastyce schematu wielkiej wyprawy, każąc wyruszyć  bohaterce nie po jakiegoś Graala, tylko po potrzebne do poprawienia nastroju produkty. Oryginalnie rozdziały „Ballady o Halo Jones” publikowane były w formie kilkustronicowych odcinków i mocno tu czuć tę epizodyczność, choć scenarzysta w pewnym momencie musiał dostrzec potencjał historii i z rozmysłem porozkładał pozornie nie związane ze sobą elementy fabuły, które nagle nabiorą wielkiego znaczenia w jej dalszej części. Druga księga przedstawia rok z życia bohaterki na statku kosmicznym w roli hostessy. Trzecia, najmroczniejsza i przywołująca skojarzenia „Wieczną wojną” Haldemana, opowiada o wojennych doświadczeniach Halo, która z braku perspektyw życiowych decyduje się na wstąpienie do wojska.

W międzyczasie, w drugiej księdze mogliśmy zobaczyć migawki z dalekiej przyszłości, gdzie postać Halo Jones funkcjonuje jako znana historyczna figura, kosmiczna heroina, o której pisze się książki. Moore początkowo planował aż dziewięć ksiąg tej opowieści i rzeczywiście na pierwszy rzut oka odnosi się wrażenie, że została ona przerwana w najciekawszym momencie. Moim zdaniem, ograniczenie się do trzech ksiąg wyszło komiksowi na dobre. Owszem,  dostaliśmy zaledwie genezę postaci, ale to geneza inna od wszystkich, nie pokazuje wcale narodzin wielkiego bohatera, tylko ciężką, życiową orkę, podobną doświadczeniom każdego z nas. Nie zobaczymy żadnego wielkiego przebudzenia, ani nagłej duchowej przemiany. Halo, na samym końcu historii Moore’a robi to, co robiła już wcześniej, podejmuje po prostu kolejną decyzję. I raczej nie ma świadomości, że stanie się ona początkiem czegoś zupełnie nowego, początkiem historii, której nigdy nie będzie dane nam poznać, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy mogli ją sobie wyobrazić. To bardzo prosta historia – o tym, że życie toczy się dalej, ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, jakie niespodzianki może przynieść nam przyszłość.

Albatros
Poprzedni

Linia Krwi

Cobain DVD pack
Następny

Kurt Cobain: Montage of Heck (DVD) [patronat]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz