KOMIKS 

Baśnie #13: Wielki Baśniowy crossover [recenzja]

„Baśnie” Willinghama dołączyły do zaszczytnego grona komiksów, które rozlały się na całą popkulturę. Kolejne zeszyty zdobywają rzesze nowych czytelników, furorę robi też „Wolf Among Us”, komputerowy prequel od Telltale Games. Tymczasem na polskim rynku ukazał się trzynasty tom serii.

Mieszkańcy wkraczają w nowy rozdział. Poprzednia część przyniosła epickie rozwiązanie kwestii Gepetto. Adwersarz został pokonany i… wcielony do społeczności Baśniogrodu. To jednak nie koniec zagrożeń. „Wielki Baśniowy crossover” jest obszerną historią, która wprowadza bohaterów na nową szachownicę, gdzie układ pionków przedstawia się zupełnie inaczej niż dotąd. Zza kulis powoli wychodzi przeciwnik, przy którym ojciec Pinokia prezentuje się jak sezonowe utrudnienie w pracy. Nim jednak rozwinie skrzydła i pokaże kły, Baśniowcy muszą uporać się z problemem, spowodowanym przez pewnego zgorzkniałego pisarza i jego wyobraźnię. Oraz z podziałami wewnątrz społeczności.

Willingham po raz kolejny zaskakuje bogactwem pomysłów i niesamowitą zdolnością łączenia różnych motywów kultury masowej i tkania za ich pomocą żywego, złożonego i logicznego świata. Nie zawodzi ani warstwa emocjonalna, ani humor, a przygody bohaterów wciągają jak silnik odrzutowy. Mnóstwo radości dostarczą na pewno nowi bohaterowie, wprowadzeni na czas tego tomu, tzw. Literalsi – postaci uosabiające stereotypy z literatury i Hollywoodzkich filmów. Konfrontacja uproszczonych, ale wyrazistych osobowości Literalsów z pokiereszowanymi, doświadczonymi przez los Baśniowcami da powody zarówno do radości jak i pewnej refleksji. Te sekwencje to popis niepowstrzymanej wyobraźni autora oraz literackiej dyscypliny i precyzji. Czytelnik dostaje do rąk kawał porządnej historii o ludziach, a przy okazji Willingham wraz z ekipą rozbiera na części pewne mechanizmy rządzące popkulturową opowieścią. Mechanizmy, bez których większość fabuł by nie zadziałała. Tutaj zostają obrócone o sto osiemdziesiąt stopni i wykorzystane jako element odmiennej układanki.

Jedyne, co zawodzi, to fragmenty poświęcone Jackowi. Teoretycznie postać trickstera powinna działać jak szwajcarski zegarek i nakręcać akcję, ale właśnie gdy pojawia się w kadrze – napięcie siada i kwiczy. Zdaję sobie sprawę, że Jack stanowi niezbędny element w misternej konstrukcji Willinghama, ale to jest ta nitka fabuły, która bierze nas na przetrzymanie.

Czytać, nie czytać? Oczywiście, że czytać! Warto jednak mieć na uwadze, że tom trzynasty jest bardziej odskocznią, przystankiem, na drodze do kolejnej wielkiej historii, niż rozwinięciem głównych wątków. Fani i tak sięgną, a nowi czytelnicy powinni poznać historię mieszkańców Baśniogrodu od początku. Niemniej, „Wielki Baśniowy Crossover” to komiks, który zaskoczy nie tylko nowicjuszy, ale i wkręconych w Willinghamową opowieść wyjadaczy.

To mówi wiele.

maxresdefault (1)
Poprzedni

Krzyk [serial] [horror]

Albatros
Następny

Dziewczyna z zegarem zamiast serca

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz