KOMIKS 

Baśnie #14: Wiedźmy – wciąż trzymają poziom [recenzja]

Przed nami kolejny tom rewelacyjnych „Baśni” od Willinghama i spółki. Na Zachodzie seria dobiegła już końca, ale u nas zostało jeszcze kilka części do wydania.

Baśniowcy uporali się z problemem reprezentowanym przez zgorzkniałego pisarza i jego wesołą świtę Archetypów. Afera stanowiła jednak przystawkę do zagrożenia, jakie właśnie nadciąga. Wszyscy mieszkańcy Farmy przeczuwają, że nadciąga coś złowrogiego i być może tylko Wiedźmy mogą coś na to zaradzić…

Cóż, to już czternasta część tej historii, opasłe tomiszcze liczące blisko dwieście stron. Wiecie, czego można się spodziewać od strony graficznej. To wciąż ten charakterny, oszczędny styl, który za pomocą paru kresek potrafi odmalować gamę emocji. A jest tu co opisywać i pokazywać. Stare rany, waśnie, nowe niebezpieczeństwa. Tom skupia się na wiedźmach, Farmie, próbach osadzenia Gepetto w nowej rzeczywistości i… no właśnie.

Mam jednak problem z tym komiksem. Wynika on z genialnego pomysłu autora, by prowadzić wielotorową narrację. Skoro genialny, to w czym rzecz? Niesamowicie tęsknię za Bigbym jako pierwszoplanowym bohaterem. Owszem, pojawia się w tym tomie, Baśniowcy liczą się z jego zdaniem, ale został sprowadzony do roli męża, ojca i ewentualnie konsultanta. To taki organ doradczy innych bohaterów. Nie stracił wprawdzie szorstkiego charakteru, ale gdzieś uleciał klimat kryminału o zmęczonym szeryfie pilnującym porządku w najbardziej szalonej diasporze, jaką widział ten świat. Zamiast wyjadać niektórych jej mieszkańców.

I ja to doskonale rozumiem. Postacie ewoluują. Za każdym z Baśniowców stoi ciekawa, poruszająca historia, która prędzej czy później wpływa na główny wątek. Każda fabularna przybudówka prędzej czy później okazuje się nitką większego kłębka, z którego wiodą kolejne tropy. I tak powoli scenarzysta tka opowieść. Przy tym wszystkim nie mogę narzekać na dłużyzny. Wątki prowadzone są dynamicznie i prą do przodu. Ja po prostu straszliwie chciałbym poczytać o Bigbym wracającym do roboty – i to na pierwszym planie. I tu nawet świetne „Wolg Among Us” nie pomaga, bo jest tylko prequelem.

Niemniej, jeśli wsiąkliście w opowieść Willinghama, to nie możecie przegapić tego tomu. Utrzymuje wysoki poziom poprzedników.

Gris Grimly Star Wars dzika Banda 05
Poprzedni

Star Wars w interpretacji Grisa Grimly'ego [galeria]

Sonia Draga
Następny

Krąg - antyutopia bliskiego zasięgu [recenzja] [książka] [thriller]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz