KOMIKS 

Batman #6: Cmentarna szychta – warto i nie warto [recenzja]

Najnowszy tom przygód Batmana z Nowego DC Comics to zbiór luźnych i niepowiązanych ze sobą opowieści, będących prequelami, sidequelami i epilogami do dotychczas wydanych albumów.

Zebrane w “Cmentarnej szychcie” historie były publikowane w ramach regularnej serii “Batman”, ale z różnych powodów nie znalazły się w wydaniach zbiorczych dotyczących poszczególnych opowieści. Scott Snyder najpierw przeniesi nas do “Roku Zerowego”, w którym umieszczone zostały aż trzy opowieści. “Nowa świetlana przyszłość” to typowy prequel rozgrywający się tuż przed głównym wydarzeniem, kiedy to gang Red Hooda terroryzuje Gotham. Jest to szybka, napakowana akcją historyjka w czasie kiedy tożsamość Batmana dopiero kiełkowała w umyśle młodego i narwanego Bruce’a Wayne’a. Bardzo ładnie narysowane przez Andy’ego Clarke’a “Jutro” jest o nadziei jaką zasiewa symbol Mrocznego Rycerza w zwykłych obywatelach Gotham i strachu kiełkującym w sercach złoczyńców. Przy okazji, w wielkim skrócie, możemy poznać początki wszystkich trzech Robinów. Z kolei “Wieki” to kolejny efektowny akcyjniak (tym razem rozgrywający się w Arkham) z odrobiną tajemnicy i nadnaturalności. Niby nic wielkiego, choć postać nieśmiertelnej anachoretki, może być intrygująca. Niemniej wszystkie trzy epizody nawiązujące do “Roku zerowego” to typowe zapychacze, które równie dobrze mogłyby nie powstać.

Trochę inaczej sprawa wygląda z epizodami, które bezpośrednio dotyczą śmierci syna Bruce’a Wayne’a, Damiana. W “Podołaj”, “Cichym” i “Błędnych ognikach” Batman próbuje poradzić sobie z zaistniała stratą i jest to podręcznikowa podróż przez pięć etapów żałoby. W pierwszej, napakowanej akcją, historii mamy do czynienia z falą szoku, zaprzeczenia, dezorganizacją zachowania i złością, przez które Mroczny Rycerz popada w coraz gorsze tarapaty. Dalej mamy smutek i depresję, które raczej stanowią sentymentalną klamrę dla kolejnej rozpierduchy z udziałem Clayface’a. W najciekawszych “Błędnych ognikach” nadchodzi etap akceptacji, który ujęty został w ramy paranormalnego horroru z udziałem magii i Supermana. Jest to jedna z ciekawszych historii w albumie, nie opierająca się wyłącznie na nawalance, a do tego cudnie zilustrowana przez Alexa Maleeva.

Wisienką na torcie jest “Człowiek znikąd” – klasyczny thriller kryminalny stawiający przede wszystkim na atmosferę, interesującego antagonistę i solidną, detektywistyczną robotę. Do tego znakomicie narysowany przez Matteo Scalerę, którego prace jak nic przywołują na myśl “Siedem” Davida Finchera. Dla tego jednego epizodu i jeszcze “Błędnych…” warto nabyć “Cmentarna szychtę”. Pozostałe opowieści to pożywka dla zatwardziałych miłośników typowej superbohaterszczyzny.

Mucha Comics
Poprzedni

Hulk: Szary - sentymentalna podróż w głąb potwora [recenzja]

Suicide Squad Poster DB
Następny

Plakaty z Legionu samobójców (Suicide Squad) [galeria]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

2 Comments

  1. kosa480
    2016-02-21 at 17:51 — Odpowiedz

    Twoje kryteria oceniana są dla mnie dziwaczne. Jak możesz uważać ten śmietnik za lepszy od Roku zerowego – Mrocznego miasta? Absurd….

    • asdasa
      2016-02-25 at 14:18 — Odpowiedz

      Przecież Rok Zerowy – Mroczne miasto to taki sam śmietnik jak powyższy komiks.

Dodaj komentarz