KOMIKS 

Batman. Detective Comics #4: Gniew [recenzja]

Czwarty tom serii „Batman. Detective Comics” nosi tytuł „Gniew” i w najlepszy sposób obrazuje uczucia jakie pojawiają się po jego lekturze. John Layman po zaserwowaniu lekkiej zwyżki w poprzednim albumie, z wielkim uśmiechem na twarzy powraca do tego co prezentował w początkach serii Tony Daniel – bezmózgiej i niewiarygodnej nawalanki.

„Gniew” składa się z dwóch umownych rozdziałów, w pierwszym otrzymujemy epilog do wydarzeń z „Imperium Pingwina” oraz dwie samodzielne opowieści, a w drugim dłuższą historię o zabójcy policjantów. Mamy więc do czynienia z czymś na kształt antologii, a jak to w takich zbiorach bywa są ziarna i plewy, tyle, że w tym przypadku dostajemy więcej tych drugich.

Pingwin Cesarski testuje na mieszkańcach Gotham mutagen, w wyniku działania którego mieszkańcy jednej z dzielnic zamieniają się w ogromne, żądne krwi nietoperze. W ostatecznym rezultacie złoczyńca udoskonala specyfik i sam staje większym i silniejszym, mogącym stawić czoło Batmanowi. Dalej Mroczny Rycerz rozprawia się z dalekowschodnią zabójczynią, a zaraz potem z potrafiącą doskonale naśladować każdego, zabójczynią i złodziejką. Dzień jak co dzień. Przez te cztery zeszyty przewija się w tle cień nowego antagonisty, Wratha (Gniewu), który wypływa we wspomnianym drugim rozdziale. Swój gniew wyładowuje na gliniarzach, którzy lata temu sprawili mu przykrość. Używa do tego niewyobrażalnej fortuny i gadżetów, a scenarzysta kreuje go na swoistą antytezę Batmana – człowieka o podobnym życiorysie, ale zupełnie odmiennych celach. Pomysł wyjściowy jest nawet niezły, z cyklu co by było gdyby rodziców Wayne’a zabił stróż prawa a nie przestępca, ale efekt końcowy wyszedł jak zawsze.

Layman co prawda stosuje swoje sprawdzone sztuczki z „Chew”, bawi się klamrami prologów i epilogów (w których fabuła często jest znacznie ciekawsza niż w głównym wątku), ale w szerszej perspektywie nie mają one w ogóle znaczenia. Denerwująca jest ta cała sensacyjna, wybuchowa otoczka, wszechwiedza i wszechmoc głównego bohatera (którą porównałbym do tej z serialu z lat 60., kiedy to Batman miał specjalny gadżet na każdą okoliczność – nawet spray na rekiny…), wciskanie w usta płomiennych przemów w trakcie walki, deklarowanie zamiarów (co by złoczyńca nie czuł się zaskoczony), powtarzalność scen (ile to razy Batman wskakuje do pomieszczeń rozbijając szyby czy świetliki) i cholernie głupie motywacje antagonistów, a w szczególności wzór ich działania. No bo jak wytłumaczyć fakt, że chcąc zabić Batmana, pokonuje go bez większego wysiłku, a w ostateczności daruje mu życie i ostrzega, że następnym razem to już na pewno skończy w grobie – tak ten motyw pojawia się w albumie aż dwa razy…

„Batman. Detective Comics” wbrew swej nazwie ma niewiele wspólnego z rasową detektywistyczną robotą. Mnóstwo tu strzelanin, kopniaków, wybuchów, durnych rozwiązań i przechodzących pojęcie autorów science fiction motywów. Owszem, jest widowiskowo, spektakularnie, kolorowo, jak w teledyskach MTV lub filmach Michaela Baya, o, albo lepiej, jak w „Batmanach” Schumachera, ale po postaci jaką jest „Mroczny Rycerz” chciałoby się oczekiwać czegoś więcej.

„Gniew” dobitnie uświadamia jak wygląda praca dla wielkiej korporacji. Layman, który jest przecież bardzo dobrym scenarzystą, z oryginalnymi pomysłami i doświadczeniem, został w tej serii sprowadzony do wyrobnika tworzącego pod dyktando speców od marketingu oczekujących historii pisanych według sprawdzonych, niezawodnych przepisów. I taka jest ta seria – przygotowana według receptury niegrzeszącej ani smakiem, ani finezją, ale za to kusząca wyglądem.

Unzipped Fly Publishing
Poprzedni

Lux in tenebris #2: Wilcza gontyna [recenzja] [komiks] [historyczny]

Albatros
Następny

Czerwone światło hańby

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz