KOMIKS 

Batman: Mroczne odbicie – w starym dobrym stylu [recenzja] [komiks]

W ostatnich dwóch latach na naszym rynku pojawiły się aż trzy regularne serie z Batmanem i wszystkie z odświeżonego, Nowego DC Comics, w którym zazwyczaj pierwsze skrzypce grają prosta rozgrywka i wielkie wybuchy. Z kolei album „Mroczne odbicie” to opowieść z Mrocznym Rycerzem w starym dobrym stylu, a jednocześnie mocny debiut Scotta Snydera.

W „Batman: Detective Comics” i „Batman: Mroczny Rycerz” od samego początku otrzymujemy mało skomplikowane historyjki pełne akcji, nastawione na tanie szokowanie, sztucznie podbijające napięcie i charakteryzujące się często kuriozalnymi rozwiązaniami fabularnymi. Ot, niewyszukane popcornowe teledyski do szybkiego przyswojenia i zapomnienia, do których, gdzieś tak od trzeciego tomu, można też zaliczyć serię „Batman” pisaną właśnie przez Snydera. I tylko od czasu do czasu przypomina nam się za co tak naprawdę można cenić i lubić postać stworzoną przez Billa Fingera i Boba Kane’a – mam tu na myśli m.in. „Długie Halloween” wraz z kontynuacjami i właśnie „Mroczne odbicie”.

Scenarzyście udało się opowiedzieć zwartą, dobrze skonstruowaną, wielopłaszczyznową opowieść, której atutem jest przede wszystkim kryminalna intryga i świetnie rozpisane, wielowymiarowe postacie.

Na album składa się jedenaście ostatnich zeszytów serii „Detective Comics” wydanych przed jej zrestartowaniem i modernizacją spod znaku Nowego DC. Tu kończą się wszystkie wątki nagromadzonych w ostatnich latach wydarzeń, m.in. trzęsienie ziemi w Gotham, śmierć Bruce’a Wayne’a i jego powrót zza grobu, utworzenie międzynarodowego Batman Incorporated i przede wszystkim przejęcie peleryny Batmanana przez Dicka Graysona. To ten ostatni motyw jest w „Mrocznym odbiciu” najważniejszy, pozostałe, choć wspominane, dla fabuły, która jest zamkniętą całością, nie maja większego znaczenia.

No więc pod maską Mrocznego Rycerza ukrywa się teraz pierwszy z Robinów, któremu przyjdzie zmierzyć się z handlarzem artefaktów po słynnych złoczyńcach i skutkami jego działalności,  dwoma gangsterami terroryzującymi właścicielkę banku i Jimem Gordonem jr., psychopatycznym synem komisarza, który powraca do Gotham i wzbudza niepokój członków rodziny.

„Mroczne odbicie” było debiutem Scotta Snydera w barwach DC Comics (wcześniej zaliczył krótką przygodę z Marvelem i rozpoczął cykl „Amerykański Wampir” dla Vertigo) i to na tyle udanym i głośnym, że zapewniło mu kontrakt na wyłączność i pełne zaufanie przy tworzeniu przygód Batmana pod marką Nowego DC. Scenarzyście udało się tutaj opowiedzieć zwartą, dobrze skonstruowaną, wielopłaszczyznową opowieść, której atutem jest przede wszystkim kryminalna intryga i świetnie rozpisane, wielowymiarowe postacie. Psychologiczna gra między bohaterami a jednym z adwersarzy toczy się przez cały album, czasem tylko w tle, bądź na kilku kadrach, ale w finale wszystko precyzyjnie się ze sobą łączy. Stąd też atmosfera niepokoju towarzyszy przez całą lekturę, a komiks trzyma w napięciu i wywołuje emocje – a to też dzięki kilku trikom, które Snyder zaczerpnął z uwielbianego przez siebie gatunku jakim jest horror.

Za oprawę graficzną albumu odpowiadają Brytyjczyk Jock i Włoch Francesco Francavilla. Ten pierwszy umiejętnie i zdecydowanie łączy estetykę noir z grozą, serwując niekonwencjonalne kadry i hipnotyzując nieco surrealistyczną kreską, a drugi w sposób bardziej umowny, ale równie interesujący prezentuje klasyczne podejście do grafiki. Ich style, choć znacząco od siebie różne, w zestawieniu świetnie się uzupełniają, bo obaj artyści lubują się w przedstawianiu mrocznych i pełnych napięcia scen.

„Batman: Mroczne odbicie” nie jest może klasyką w stylu „Długiego Halloween”, „Roku Pierwszego” czy „Azylu Arkham” ale to solidny thriller psychologiczny, który zdecydowanie wyróżnia się na tle obecnie wydawanych opowieści z Mrocznym Rycerzem. Przypomina, że ten bohater narodził się na fundamentach porządnej detektywistycznej roboty, a nie spektakularnego lania po mordach. Jeden z lepszych „Batmanów” wydanych w ostatnim czasie w naszym kraju.

ABC
Poprzedni

Glitch - Kolejny powrót zmarłych [recenzja]

rys. Hermann
Następny

Wieże Bois-Maury - arcydzieło nieoczywiste

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz