KOMIKS 

Batman: Mroczny Rycerz #3: Szalony – kawał przyzwoitego komiksu [recenzja]

Seria „Batman: Mroczny Rycerz” może nie należy do najlepszych tytułów o Człowieku-Nietoperzu, ale z pewnością dostarcza niezłej rozrywki i sporo akcji. Jak się ma do tego trzeci tom?

Album kontynuuje wątki z poprzednich części. Batman tropi seryjnego porywacza, którym okazuje się Szalony Kapelusznik. Giną kolejni ludzie, podczas gdy złoczyńca zatraca się w szaleństwie i realizuje chory, psychopatyczny plan. Bruce Wayne próbuje pogodzić swoją krucjatę z miłością do ukraińskiej pianistki. Kobieta jednak nie jest w stanie zaakceptować tego, że mężczyzna coś ukrywa.

Za prawdziwe perełki mogą uchodzić fragmenty, w których czytamy o tragicznej historii Kapelusznika. To na nich spoczywa ciężar fabuły. Może nie wygrywają w zawodach na oryginalność, ale dają kopa.

Scenarzysta chwilami próbuje dorównać do tempa narzuconego przez Snydera i Capullo w głównej serii z nowego uniwersum, ale często skręca w stronę starych dobrych czasów, testosteronowych lat 90′, wypełnionych akcją i prężeniem muskułów w epickich pozach. Kiedy poziom testosteronu nieco opada, okazuje się, że Gregg Hurwitz nieźle aranżuje historię, ma świetne pomysły na prowadzenie historii i ciekawie komponuje kadry do spółki ze swoimi rysownikami. Historia rozwija skrzydła we fragmentach, w których czytamy o tragicznej historii Kapelusznika. To na nich spoczywa ciężar fabuły. Może nie wygrywają w zawodach na oryginalność, ale dają kopa intensywnością. Potrafią niepokoić i nieźle budują tło psychologiczne. Szkoda tylko, że zaraz potem fabuła potrafi wpaść w straszny banał.

Za oprawę trzeciego tomu „Batman: Mroczny rycerz” odpowiada dwóch rysowników – pierwszy, Ethan Van Sciver, tworzy potężne, dynamiczne plansze, z których aż bucha testosteron. Panowie – prócz Kapelusznika i jego pokracznej świty – są posągowi, zaś kobiety to ideały piękna. Grafik nieźle chwyta przy tym mroczną atmosferę, jaka powinna spowijać Batmana, ale to drugi artysta odnajduje się w cieniu najlepiej. Rozdziały z oprawą Szymona Kudrańskiego to prawdziwa perełka, ciemność wylewa się z kadrów, dominuje nad wszystkim, a całość podkręca atmosfera szaleństwa. Mam jednak zastrzeżenie do kulfoniastych, kartoflanych twarzy, jakie wychodzą czasem spod ołówka Polaka. Z jednej strony to miła odmiana po przeestetyzowaniu Van Scivera, z drugiej album momentami traci spójność graficzną. Wycieczka na dno szaleństwa i agresji jest jednak tego warta, a Kudrański już w „Spawnie” pokazywał, co potrafi na tym polu.

Koniec końców „Szalony” okazuje się naprawdę niezłym komiksem, być może najciekawszym w całej serii. Nawet jeśli poprzednie Was nie porwały, warto dać mu szansę i przymknąć oko na artystyczną niespójność.

Media Rodzina
Poprzedni

Pax #3: Myling - mocne ghost story dla dzieci [recenzja]

Lasthal Press
Następny

Grzyby z Yuggoth i inne poematy niesamowite - arcydzieło poetyckie Lovecrafta [recenzja] [książka]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz