KOMIKS 

Batman: Rok pierwszy – Nowe wydanie kultowego kryminału [recenzja]

Nie bójmy się mocnych słów. W dzisiejszych czasach szybko się zużywają, ale czasem są jak najbardziej na miejscu. Dlatego dziś po nie sięgam bez wahania. To zaszczyt móc pisać o komiksie „Batman: Rok pierwszy”.

Niektórzy mówią, że Frank Miller się skończył. Że najlepsze lata ma już za sobą (o czym piszemy tutaj). Filmowe „Spirit” próbuję wyprzeć z pamięci. Wzmianka o „All-Star Batman i Robin” spotyka się z murem ciężkiego, ponurego milczenia. „Mroczny rycerz kontratakuje” ledwie doskoczył do akceptowalnych norm. Czytelnicy pamiętają jednak czasy, kiedy scenarzysta był bogiem. Kiedy wypuszczał jedną rewelację za drugą. „Daredevil”, posągowy „Powrót Mrocznego Rycerza” i właśnie „Rok pierwszy”. Dzięki Egmontowi otrzymaliśmy nowe wydanie tego ostatniego w ramach serii „DC Deluxe”.

To esencja komiksów o Batmanie. (…) „Rok pierwszy” jest kryminałem. Czystej próby opowieścią gangsterską. W najlepszym tego słowa znaczeniu.

Komiks przedstawia początki kariery Batmana. Pełne prób i błędów rozpoznanie terenu, na którym będzie działał. Którego częścią się stanie. Wymienia pierwsze ciosy z uliczną bandyterką i zostawia wizytówkę. Fabuła rekonstruuje też traumę Bruce’a Wayne’a, jego lęki, obsesję i motywację do działania jako Mroczny Rycerz. „Rok pierwszy” ma jednak dwóch głównych bohaterów. Równolegle poznajemy bowiem wydarzenia z perspektywy Jima Gordona, późniejszego komisarza policji w Gotham. Obserwujemy, jak przebija się przez skorumpowany, mundurowy beton, który tak naprawdę robi za kolejną cegiełkę w przestępczym układzie. Walka z całym światem odbiera policjantowi życie, kawałek po kawałku, jednak ten nie składa broni.

To esencja komiksów o Batmanie. O ile „Powrót Mrocznego Rycerza” był rozbuchaną epopeją, historią szaleństwa i uzależnienia, satyrą medialną i społeczną, o tyle „Rok pierwszy” jest kryminałem. Czystej próby opowieścią gangsterską. W najlepszym tego słowa znaczeniu. Mamy osamotnionych, noszących skazy, ale zdeterminowanych bohaterów wkraczających w przeżarty złem świat. Mamy miasto, zdeprawowane, skorumpowane, rządzone przez przestępców. Mamy wreszcie zwykłych ludzi, którzy próbują jakoś dotrwać do pierwszego. Mało tu gadżetów czy nadnaturalności, nie wspominając już o napakowanych super-złoczyńcach. Jest tylko Mroczny Rycerz, miejska legenda, i brudne ulice, które postanowił oczyścić ze zła. To bardziej uzbrojony po zęby, wyszkolony detektyw niż klasyczny super-bohater.

Całość spina rewelacyjna oprawa plastyczna. Proste, brudne rysunki Davida Mazzucchielliego uzupełnione o szaro-burą paletę barw Richmonda Lewisa budują atmosferę upodlonego miejsca pozbawionego nadziei. Całość okraszono lekko industrialną, przemysłową ornamentyką. Choć daleko tu do realizmu, graficy niczego nie upiększają. Stawiają na brud, intensywność i wrażeniowość, dopasowując kolory do intensywności akcji. Dzięki tym zabiegom powstało wiele ikonicznych kadrów, które wyryją się w naszej pamięci oraz do tej pory są cytowane w innych komiksach – nie tylko tych z Batmanem.

Grafika byłaby jednak niczym bez literackiej, potoczystej narracji Millera. Gordon i Bruce są tu pierwszoosobowymi narratorami. Scenarzysta zabarwił ich komentarze gorzką, celną refleksją, godną klasyków literatury noir, zaś dialogi pociągnął smugą czarnego humoru.

Wadą „Roku pierwszego” jest… siła, z jaką oddziałuje ta historia. Jeśli zaczęliśmy od opowieści Millera, ciężko przestawić się na inny sposób pisania historii o Batmanie. Pewnie, Morrison, Loeb czy Grant robili rzeczy wielkie, niesamowite, odjechane – może nawet mądrzejsze i mroczniejsze niż propozycje Millera. Tyle, że to Miller stworzył podwaliny współczesnego wizerunku Batmana.

Warto też dodać, że „Rok pierwszy” widocznie wpłynęło na kształt Nolanowskiego „Batman Początek”, od którego zaczęła się rehabilitacja bohatera na wielkim ekranie. Choć fabuła filmu skupiała się na innych przeciwnikach i mieszała wiele motywów, to jednak przeszczepiła gangsterskiego ducha i wiele scen z komiksu Millera.

„Rok pierwszy” nie tyle wypada znać, co po prostu trzeba. Jest jedną z najważniejszych historii o Batmanie, obok „Powrotu Mrocznego Rycerza” czy „Zabójczego Żartu„. A poza tym to po prostu bardzo dobry, nastrojowy komiks, który wcale się nie zestarzał. Jeśli zaś chodzi o samego Millera… nie skreślałbym go jeszcze. Chociażby z powodu wychodzącego właśnie „Dark Knight III: Master Race” – oraz przez wzgląd na stare, dobre czasy. Przez wzgląd właśnie na „Rok pierwszy”.

Warner Music
Poprzedni

Node – fascynująca podróż przez dźwięk [recenzja]

Successbl / Dzika Banda
Następny

Najlepsze komiksy 2015 [podsumowanie roku]

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz