KOMIKS 

Batman: Ziemia Jeden [recenzja] [komiks]

Filmowe adaptacje Christophera Nolana tchnęły w postać Batmana zupełnie nowe życie. Mroczne ale niezwykle realistyczne podejście trafiło nawet w serca przeciwników superbohaterów na wielkim ekranie. Po sukcesie filmów przyszedł czas na kolejne współczesne reinterpretacje mitu Mrocznego Rycerza, tym razem na łamach komiksów, do których zalicza się właśnie „Batman: Ziemia Jeden”.

Album Johnsa i Franka został idealnie skrojony pod odbiorców, którym przypadły do gustu obrazy z Christianem Balem w roli głównej, a niekoniecznie miały ochotę zapoznawać się z ponad siedemdziesięcioletnią historią tej postaci, która pęcznieje od mnogość wątków, nawarstwionych opowieści, przeróżnych kasacji i resetów kanonu i bardziej odrzuca niż zachęca potencjalnych nowych czytelników. „Ziemia Jeden” to swoisty „Batman w pigułce”, nowa szata króla uszyta z klasycznych elementów mitologii i przedstawiona w filmowy sposób. W sam raz dla świeżaków.

Dostajemy więc ponowne odtworzenie genezy bohatera, tym razem w nieco bardziej spektakularnej formie, z większym naciskiem na motywy przyczynowo-skutkowe i obrazy drogi jaką przebył od zabójstwa rodziców, przez pomysł na założenie peleryny, po pierwsze superbohaterskie wyczyny. Johns stworzył niezwykle lekkostrawne dzieło w młodzieżowym stylu, gdzie akcja pędzi na złamanie karku, a fabuła traktowana jest po łebkach, trochę pretekstowo. Bawi się przy tym filmowymi cytatami, jak choćby pierwsze sceny nawiązujące do „Batmana” Burtona, dorzuca trochę komizmu i za wszelka cenę próbuje podbijać dramatyzm. Mroczny Rycerz w jego interpretacji to nieokrzesany młokos, niegrzeszący zbytnio pomyślunkiem ale nadrabiający dobrymi chęciami i oślim uporem. Autor w tym wypadku większą rolę kształtującą młodego Wayne’a powierzył Alfredowi – byłemu żołnierzowi, niezłemu taktykowi i w ogóle prawdziwemu twardzielowi, który niechętnie, ale jednak, stara się utemperować porywczość podopiecznego. Za takiego Alfreda, który nie jest cichym, dystyngowanym lokajem podającym drinki, Johnsowi należy się duży plus. Nieźle też wypada duet Gordon-Bullock, w którym ten drugi został sportretowany zupełnie inaczej niż dotychczas.

Portrait Records
Poprzedni

100 najlepszych popowych piosenek #40-31

Vicotnik
Następny

A Umbra Omega

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz