KOMIKS 

Bękarty z Południa #1: Był to facet, co się zowie – mroczna strona USA [recenzja]

Południe Stanów Zjednoczonych z jednej strony uwodzi prostotą życia, a z drugiej przeraża brutalnością i zaściankowością. Przyznają to Jason Aaron i Jason Latour, którzy w „Bękartach z Południa” portretują ten gorący region Ameryki. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Mianem południowców, rednecków czy wsioków określa się mieszkańców kilku stanów, które kojarzą się przede wszystkim z zacofaniem, nadmierną religijnością, rasizmem, zamiłowaniem do prostych rozrywek, broni palnej i muzyki country. O tym specyficznym typie ludzi i miejscu, które zasiedlają powstała cała masa popkulturowych produkcji, a nawet osobliwych reality show (z Honey Boo Boo na czele). Najbardziej znana to nieco przerysowany serial „The Dukes of Hazzard”, czyli familijny komedio-dramat o dwóch braciach grających na nosie skorumpowanemu komisarzowi hrabstwa. Z kolei na przeciwległym biegunie leży mroczny i duszny „Detektyw” Nica Pizzolato, któremu nie można odmówić egzotycznego uroku. W literaturze niewątpliwe zalety Południa wychwalają m.in. Mark Twain czy William Faulkner, a w opozycji do nich stoi właśnie Jason Aaron, który ukazuje je z tej najgorszej strony.

Akcja „Bękartów z Południa” rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Craw, do którego po czterech dekadach powraca Earl Tubb, były żołnierz chcący uporządkować sprawy rodzinnego domu swoich rodziców. Nie zamierza spędzać tu wiele czasu, ani rozdrapywać starych ran, ale mimo dobrych chęci przeszłość chwyta go za gardło i nie zamierza puścić. Okazuje się, że miasteczkiem trzęsie trener lokalnej drużyny futbolowej Euless Boss (tutaj małe oko do fanów „The Dukes of Hazzard”), który załatwia swoje sprawy szybko i boleśnie. Gdy te idą za daleko, Tubb bierze je we własne ręce.

Aaron snuje bardzo prostą i smutną historię o zemście podlaną czarnym humorem, kryminałem i dramatem rozgrywającą się w małomiasteczkowych, czy nawet wiejskich, dekoracjach. Ale przy tym nie idzie na ustępstwa, nie stosuje półśrodków, za to autentycznie zaskakuje i szokuje. To solidnie spisana, trzymająca w napięciu opowieść, która prowadzi również dialog z innymi dziełami kultury czy historii związanej z Południem (doskonałe nawiązanie do legendarnego szeryfa Budforda Pussera). I tak jak zapowiadał autor, jednocześnie elektryzuje i przeraża.

Te doznania potęgują rysunki Jasona Latoura, który z lubością wyłuszcza całą brzydotę. Wszyscy mieszkańcy Craw są cholernie odpychający, mają albo połamane nosy, albo zdeformowane ciała albo przetrawioną słońcem skórę. I te ponure spojrzenia… Samo miasteczko też wygląda jak wyjęte psu z gardła a jego dewizą zdają się być zapchlone kundle, pokryte krwią kije bejsbolowe i smakowite żeberka. Prawdziwe piekło na Ziemi.

puscifer_hero
Poprzedni

Dźwięki z głębi internetu cz. 1

solace_poster
Następny

Solace - prawie Siedem część druga [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz