KOMIKS 

Blame! tom 1 – architektoniczne porno [recenzja]

Tsutomu Nihei kocha architekturę (posiada dyplom tej dziedziny), dzieła Beksińskiego, Moebiusa i science fiction, a całą tą miłość przelał do komiksowego debiutu jakim jest “Blame!” – mangi tak specyficznej i jednocześnie fascynującej, że nie sposób się od niej oderwać.

Tym co najbardziej hipnotyzuje w “Blame!” są fenomenalne rysunki przedstawiające nieskończone plątaniny konstrukcji, na które składają się ściany, korytarze, szyby, hale, rury, schody, kable itp. Wszystko to pokrywa tak ogromne przestrzenie, że z czasem próba ogarnięcia tej złożonej struktury, jej ogrom przypomina mierzenie się z wielkością nieskończonego wszechświata. Wrażenie potęgują dodatkowo szerokie kadry, na których bohaterowie wyglądają jak zagubione w czasoprzestrzeni robaczki oraz kolejno odkrywane fakty na temat megalitycznej budowli, po której przyszło im się poruszać.

Autorowi udało się wytworzyć bardzo specyficzną przytłaczającą atmosferę wzbudzającą niepokojące uczucie osamotnienia, zagubienia i niemocy w obliczu kolosalnych zamkniętych przestrzeni, które zdają się żyć własnym życiem i wciąż rozrastać we wszystkich możliwych kierunkach. Dodatkowo z wielkim pietyzmem zapełnia ten świat ogromną ilością szczegółów i detali, których studiowanie potrafi zatrzymać na dłuższy czas. W tej części najbardziej uwydatnia się fascynacja autora architekturą, którą doprowadza do absolutu tworząc fascynujące architektoniczne porno, ale też i Beksińskim oraz jego wizjami postapokaliptycznego rozkładu – co prawda u Niheia otoczenie zbudowane jest z betonu, stali i plastiku, ale również trawi je degradacja, rdza i rozpad. To świat w runie, zużyty, postludzki, w którym nie ma już nadziei na lepsze czasy, w którym pozostała jedynie marna egzystencja pośród zgliszcz i niebezpiecznych biomechanicznych stworów polujących na resztki pozostałego przy życiu gatunku ludzkiego.

Plansze z wersji amerykańskiej.

To porażające środowisko, jego kolejne poziomy liczone w tysiącach, przemierza uzbrojony w spektakularnie zabójczy emiter grawitonów Killy – małomówny gość poszukujący genu terminala sieciowego. Niewiele się o nim dowiadujemy, podobnie jak o celu jego podróży, bardziej odgrywa rolę przewodnika po cudach kolejnych kondygnacji niż pełnoprawnego bohatera opowieści. Fabuły póki co też tu niewiele, ale to nie ona jest tu najważniejsza, tylko genialnie wykreowany świat wywołujący niezwykle mocne uczucia i ukazujący ludzką kreatywność w dążeniu do samozagłady. “Blame!” to absolutny kanon science fiction i lektura obowiązkowa.

Alias1
Poprzedni

Jessica Jones: Alias #1 - porządna detektywistyczna opowieść [recenzja]

kadr z filmu "Dziadku, nie słyszę"
Następny

Kino przesiąknięte smutkiem - Koszalin 2016 cz. 1

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz