KOMIKS 

Blueberry tom 4 – wielka ucieczka porucznika [recenzja]

Blueberry powraca w czwartym zbiorczym tomie przygód publikowanych przez Egmont. Tym razem ma naprawdę przerąbane po całości. Z punktu widzenia czytelnika – nie mogło być lepiej.

Były już porucznik kawalerii, Mike Blueberry trafia do więzienia po nieudanej próbie odnalezienia skarbu konfederatów. Pokój za kratkami nie trzyma najwyższych standardów, więc nasz bohater postanawia się stamtąd wymeldować przy najbliższej okazji. Pech chciał, że w trakcie ucieczki zostaje wciągnięty w sam środek grubszej intrygi. By wydostać się z obławy, musi pójść na układ z bandytami i eskortować tajemniczego Angel Face’a. Padną trupy. Będzie gorzko, dosyć mrocnie i brutalnie.

Mike Blueberry to już nie ten wesołkowaty poszukiwacz przygód z początkowych opowiastek. To koleś, który stracił wszystko, oprócz żelaznej woli.

Wszystkie historie poświęcono ucieczce Mike’a z więzienia i drodze, jaką musi odbyć, by poznać kilka sekretów.

Czwarty tom „Blueberry’ego” zdecydowanie skręca w stronę spaghetti westernu, gdzie dominują moralne szarości i nikt, włącznie z protagonistą, nie ma do końca czystych intencji. Tutaj nikt nikomu nie ufa, każdy trzyma węża w kieszeni i trupa w szafie. Dzięki temu  scenariusz jest dużo bardziej atrakcyjny dla współczesnego czytelnika. W dodatku dialogi zyskały na płynności i intensywności. Akcja trzyma przyzwoite tempo i nie przeszkadza w sączeniu brudnego klimatu. Fabuła wciąga od pierwszych stron – nawet jeśli nie wiemy, jak nasz dzielny wojak trafił za kraty, to i tak zastanawiamy się, jak wybrnie z opresji.

Dzięki tej pozycji możemy patrzeć, jak styl Girauda – Moebiusa – nabiera charakterystycznych cech. Rysunki są coraz mroczniejsze, a przez poszczególne kadry przebija coraz więcej psychodeli. Całą opowieść utrzymano w intensywnych, niepokojących kolorach, podkreślających atmosferę niepewności i zagrożenia. To już nie ten wesołkowaty poszukiwacz przygód z początkowych opowiastek. To koleś, który stracił wszystko, oprócz żelaznej woli.

Nawet jeśli poprzednie tomy nie przekonały Was do Blueberry’ego – warto sięgnąć po ten, by poznać bardziej ponure i bezwzględne oblicze jednego z najsłynniejszych kowbojów narysowanych przez Europejczyków.

Sonia Draga
Poprzedni

Nie bój się - thriller z wysokim stężeniem psychopatologii [recenzja]



fot. Justin McLachlan
Następny

Jak sprzedać polską literaturę na świecie - poradnik

Hubert Sosnowski

Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz