KOMIKS 

Bouncer. Do piekła i z powrotem – okrutny Dziki Zachód [recenzja]

W obecnych, najlepszych latach dla polskich fanów komiksu, w szerokiej ofercie wydawniczej nie braknie nawet westernów. Regularnie ukazują się serie „Blueberry” i „Durango”, a kolejną cegiełkę dołożyło od siebie wydawnictwo Taurus Media, w postaci albumu „Bouncer. Do piekła i z powrotem”.
Bouncer to taki trochę małomówny typ, trzymający emocje na wodzy i nauczony doświadczeniem, że kiedy jest się w poważnych tarapatach, trzeba cierpliwie czekać na okazję, która pozwoli się z nich wykaraskać”.

Premiera „Bouncera” przynosi jeszcze jeden fakt godny odnotowania. Wygląda na to, że głównie dzięki wydawnictwu Scream Comics, mamy rok Alejandro Jodorowsky’ego. Mniej więcej dekadę temu, modę na kontrowersyjnego scenarzystę wykreował Egmont, wydając niemal wszystkie tytuły ze świata Incala i kilka innych komiksów autora w formie zbiorczych albumów. Wśród nich był pięcioczęściowy „Bouncer”, na którego kontynuację od kilku lat czekali polscy czytelnicy. Doczekali się w końcu, choć wciąż istnieje dziura do wypełnienia – cały czas brak polskiego wydania tomów szóstego i siódmego. W oficjalnej numeracji, dwa tomy cyklu, które zawiera  album ” Do piekła i  z powrotem” mają już cyferki osiem i dziewięć. Mimo tego, spokojnie można czytać tę podwójną historię, nie znając poprzednich części. To duży plus dla nowych czytelników, który chcieliby zanurzyć się w mocnych, westernowych klimatach – „Bouncer – Do piekła i z powrotem” nadaje się do tego idealnie.

Tytułowy bohater, syn prostytutki i Indianina jest rewolwerowcem i wykidajłą w saloonie, w miasteczku Barro City. Pełni taką funkcję mając do dyspozycji tylko jedną rękę, co tym bardziej powinno zaświadczać o jego skuteczności. Na pierwszych stronach komiksu, pod nieobecność Bouncera jego w miejscu pracy, ma miejsce incydent. Z zimną krwią zostaje tam zamordowana, wraz z nienarodzonym jeszcze dzieckiem, Indianka Sakayawea. Bohater, gdy tylko dociera do niego ta przykra wiadomość, natychmiast podejmuje się schwytania mordercy. Szkopuł w tym, że to nie jakaś zwyczajna persona, tylko okrutny Pretty John, syn dyrektora owianego złą sławą więzienia o jednoznacznie brzmiącej nazwie – Deep End. Tam właśnie, do tytułowego piekła musi udać się w pogoni za sprawcą Bouncer i jak możemy śmiało się spodziewać, jego misja raczej nie przebiegnie bezkrwawo.

To tak naprawdę tylko pobieżny zarys wydarzeń. W komiksie Jodorowsky’ego i Boucq’a jest kilka ciekawych pobocznych postaci i wątków, które bardzo uatrakcyjniają lekturę. Równie interesujący jest sam główny bohater, taki trochę małomówny typ, trzymający emocje na wodzy i nauczony doświadczeniem, że kiedy jest się w poważnych tarapatach, trzeba cierpliwie czekać na okazję, która pozwoli się z nich wykaraskać. Bouncer to żaden tam heros, raczej postać żywcem wyjęta ze spaghetti westernów,  co dobrze obrazuje jego rysowana przez Boucq’a fizys i sylwetka.  To po prostu człowiek, który niejedno już w życiu przeszedł i doskonale wie jak działa świat. A świat, jak zwykle u Jodorowsky’ego, jawi się jako szczególnie okrutne miejsce, pełne ułomnych, wynaturzonych, dziwacznych i chadzających własnymi ścieżkami drugoplanowych bohaterów. Na całe szczęście, pracując przy scenariuszu westernu scenarzysta musiał powściągnąć nieco wodze swojej rozbuchanej i lubującej się w kontrowersji wyobraźni, słowem nie odpłynął totalnie, jak to nieraz zdarzało mu się przy okazji  fantastycznej strony jego twórczości. Owszem, jest brutalnie, ale nie do przesady. Western, czy może raczej antywestern Jodorowsky’ego, dzięki specyficznemu bohaterowi i obrazowi pełnego okrucieństw świata, można opatrzyć określeniem „noir”, ale to „noir” we wciąż akceptowalnych granicach. Może ta wizja miejscami jest ciut prostacka i przyziemna, ale w tym jej urok – czytając i oglądając „Bouncera”,  sami mamy wrażenie, jakbyśmy utarzali się w błocie. I dokładnie o to w tej lekturze chodzi.

 
Monolith Video
Poprzedni

Człowiek mafii - Robert De Niro rozmienia się na drobne [recenzja] [film]

Albatros
Następny

Szkarłatna wdowa - nowe oblicze Mastertona [recenzja]

Tomasz Miecznikowski

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz