KOMIKS 

Bunkier #1: Zakazane granice – zimno, ciemno i tajemniczo [recenzja]

Chyba żaden twór popkultury rozgrywający się w śnieżnych ostępach i będący połączeniem science fiction z horrorem nie uniknie porównań do “Coś” Carpentera. Nie inaczej jest z “Bunkrem”, który choć czerpie z tych samych źródeł, jest komiksem nad wyraz oryginalnym.

Realia “Bunkra” zdają się być jakąś alternatywną rzeczywistością, w której trwa wieloletni impas w wojnie między Velikimstokiem – imperialnym państwem wzorowanym na Rosji, a Jeretykami, o których tak naprawdę niewiele wiadomo. Demarkacja, czyli linia graniczna o długości tysiąca kilometrów biegnąca wzdłuż górskiego masywu liczy sobie dziewięćdziesiąt bunkrów obsadzonych na stałe ponad trzynastoma tysiącami żołnierzy. Akcja rozpoczyna się w tym o numerze trzydzieści siedem, znajdującym się na Ulu-Teliak, najwyższym szczycie, kiedy to następuje wymiana obsady na kolejną siedmioletnią służbę. Wraz z nowymi rekrutami poznajemy niedostępne, ośnieżone stoki, dziwne plotki krążące pośród oddziałów, prehistorycznych tubylców, a w końcu strzęp ogromnej i przerażającej tajemnicy.

Scenarzyści całkiem zgrabnie dawkują kolejne niewiadome i umiejętnie odkrywają realia wymyślonego przez siebie świata. Robią to na różne sposoby, a to poprzez list pisany przez głównego bohatera do brata, a to poprzez retrospekcje z krwawych misji czy też z różnych punktów widzenia. Z całej tej mozaiki wyłania się może niezbyt skomplikowany twór, ale na tyle interesujący i tajemniczy, że chce się w niego coraz bardziej zagłębiać. Tym bardziej, że autorom udało się ładnie stopniować napięcie aż do emocjonującego finału, który zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy.

W “Zakazanych granicach”, podobnie jak w “Sanktuarium”, za rysunki odpowiada Christophe Bec, który raz, że korzysta z filmowych technik prezentacji scen, interesujących perspektyw i szerokich, pustych planów potęgujących osamotnienie i ogrom miejsca, w którym rozgrywa się akcja, a dwa, bohaterom też użycza twarzy znanych aktorów. Efekt jest bardzo przyjemny dla oka.

“Bunkier” to przyjemny komiks, dobrze rozpisany i ładnie narysowany, wciągający, z fajną zagadką. Mroźne i śnieżne ostępy, ciemne i betonowe wnętrza schronu oraz stopniowa odkrywana tajemnica jak nic przypominają “Coś”, ale pomysł ogrywany jest zupełnie inaczej, z większym rozmachem i w bardziej rozrywkowy sposób.

gorace krzesla
Poprzedni

Gorące krzesła - niezły kryminał z falstartem [recenzja]

SQN
Następny

Syd Barrett i Pink Floyd. Mroczny świat - naukowa rozprawa o Szalonym Diamencie [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz